powiększwersja do drukupoleć znajomemu

"MONOWschód III" - osiem spojrzeń na człowieka

W Wilnie dobiegł końca Międzynarodowy Polski Festiwal Monospektakli "MONOWschód III", który w dniach 11-13 listopada zaprezentował osiem spektakli na scenie Teatru na Pohulance oraz Domu Polskiego w Wilnie - pisze Janina Lisiewicz.

"MONOWschód" - to kolejny międzynarodowy festiwal, którego pomysłodawcą i organizatorem w 2012 roku zostało Polskie Studio Teatralne w Wilnie pod kierunkiem Lilii Kiejzik. W tegorocznym programie Festiwalu obok już tradycyjnie przygotowywanej premiery przez gospodarzy, znalazły się monodramy teatrów z Polski: "Towarzystwa Teatralnego Pod Górkę", Teatru Polskiego w Warszawie, Teatru Nowego w Rzeszowie oraz "Niezależnych twórców" w Krakowie. Nie mogło też zabraknąć stałych uczestników festiwali: wieloletniego przyjaciela Studia - Ludowego Teatru Polskiego we Lwowie, Teatru im. J. I. Kraszewskiego w Żytomierzu. Dołączył też do nich Kowieński Teatr Kameralny. Repertuar zaprezentowany w ciągu trzech festiwalowych dni dał możność niejako dokonać "ośmiu spojrzeń na człowieka" - przyjrzeć się ludzkiej naturze, rzec można, bardzo wnikliwie.

Dzień pierwszy

Ponieważ otwarcie Festiwalu przypadło w dniu 11 Listopada - Święta Niepodległości Polski, jego inaugurację uświetniła prezentacja piosenek patriotycznych w wykonaniu członków Polskiego Studia Teatralnego.

Maraton festiwalowy rozpoczęli gospodarze premierą "Tu mówi Szwejk!" wg Jaroslava Hašeka. W wyreżyserowanym przez Sławomira Gaudyna spektaklu rolę główną zagrał Edward Kiejzik. Monodram został oparty na tekstach powieści o dzielnym wojaku Szwejku - jednym z najbardziej znanych w świecie utworów literatury czeskiej (doczekał się tłumaczenia na prawie 60 języków świata). Sztuka ukazująca bezsens wojny i karykaturalność stosunków panujących w wojsku potrafiła zająć i rozbawić widza. Edwardowi Kiejzikowi udało się doskonale wcielić się w postać legendarnego Józefa Szwejka z Królewskich Vinohradów w Pradze, który w swym życiorysie miał takie doświadczenie zawodowe jak handel psami. Poprzez swe służbowe przygody jako adiutanta kapitana Lukasza pokazał groteskowość służby i absurdalność wojny. Jest to druga postać żołnierza zaprezentowana w gatunku monodramatu w dorobku Edwarda Kiejzika i w reżyserii Sławomira Gaudyna - w wystawionych przed paru laty "Zapiskach oficera Armii Czerwonej" dał się poznać jako sowiecki oficer - kapitan Zubow. W obu wypadkach zdał na medal egzamin z żołnierki, tworząc przekonywujące obrazy doborowych wojaków.

Tradycyjnego otwarcia Festiwalu - dźwiękiem porcelanowego aniołka-dzwoneczka - dokonali wraz z kierownik Studia Lilią Kiejzik konsul generalny Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Wilnie Stanisław Cygnarowski oraz prezes Związku Polaków na Litwie, poseł Michał Mackiewicz. List od Jego Ekscelencji Ambasadora Jarosława Czubińskiego przeczytany przez konsula oraz serdeczne słowa powitania prezesa ZPL były wyrazem uznania dla Studia za intensywną, wytrwałą twórczą pracę, która owocuje nowymi ciekawymi inicjatywami. Warto odnotować, że na premierze "Tu mówi Szwejk!" był też obecny ambasador Republiki Czeskiej na Litwie Bohumil Mazanek.

Kolejnym przedstawieniem pierwszego dnia Festiwalu był monodram "KOBA" Edwarda Radzińskiego, w wykonaniu Aleksandra Rubinovasa i reżyserii Stanislovasa Rubinovasa z Kowieńskiego Teatru Kameralnego. Sztuka traktująca o jakże tragicznych skutkach przyjaźni "wielkiego Koby" - Józefa Stalina i jego przyjaciela z lat młodości o pseudonimie partyjnym Fudżi - to obraz z okresu totalitaryzmu, który niszczył ludzi zarówno w sensie fizycznym jak moralnym. Zagrana w języku polskim, stała się dodatkowym wyzwaniem dla doświadczonego aktora.

Dzień drugi

Drugi dzień Festiwalu dziennikarze zgodnie nazwali - kobiecym. Scena Domu Polskiego w Wilnie gościła trzy monospektakle w wykonaniu aktorek z Żytomierza, Rzeszowa i Krakowa. Warto odnotować, że każdy z nich niósł inne przesłanie, dając widzowi możność analizy stylu życia, postaw i wyborów jakże różnych bohaterek.

"Sen Nataszy" oparty na powieści modnej dziś autorki Jarosławy Paulinowicz w wykonaniu młodej aktorki Teatru im. J. I. Kraszewskiego w Żytomierzu Anastazji Warfołomiejewej i reżyserii jej ojca i kierownika teatru Mikołaja Warfołomiejewa - to drastyczna opowieść o mentalności, uczuciach i pojęciu o sprawiedliwości życiowej nastolatki, wychowanki Domu Dziecka. Monodram ten warto by było obejrzeć każdemu nastolatkowi-nastolatce - dość brutalnie przedstawiona rzeczywistość przez nastoletnią aktorkę - wydaje się być godną uwagi lekcją prozy życia - rzeczywistości odartej z pięknych słów i uczuć, które, niestety, tylko w wypaczonej formie potrafią przebić skorupę okropności i brutalności.

Zderzenie dwóch światów: młodej, romantycznej, patriotycznie wychowanej dziewczyny - sanitariuszki i łączniczki AK oraz okrucieństwo i wręcz zwyrodnienie "nowej, ludowej władzy" w powojennej Polsce, która skazała na karę śmierci niepełnoletnią Danutę Siedzikównę "Inkę" - to temat monodramu "Inka" (autor i reżyser Milena Tejkowska), który przywiózł na Festiwal Teatr Nowy w Rzeszowie. Odtwórczyni roli tytułowej Jadwiga Rall jako "Inka" - patriotycznie wychowana, przepojona ideami wolnej, niepodległej Polski aresztowana i wtrącona do więzienia, w którym oczekuje na wydanie wyroku, przeżywa tragiczne chwile konfrontacji młodzieńczego zapału i chęci życia z okrutną rzeczywistością, która za wierność przysiędze, miłość do Ojczyzny skazuje na karę śmierci. Monolog dziewczyny, która chce, by jej babcia się dowiedziała o tym, że była dzielna, nikogo nie wydała, "zachowała się jak trzeba" kontrastuje ze wspomnieniami i marzeniami nastoletniej dziewczyny, którą w chwili śmierci stać na to, by wydać okrzyk świadczący o wierności Polsce. Trudny temat dokonywania wyborów, które decydują o godnym życiu w obliczu śmierci dał możliwość do zastanowienia się nad sensem życia. Autorka sztuki zaznaczyła, że chciała przede wszystkim pokazać, jak okrutne jest zderzenie romantycznego nurtu o pięknej śmierci za ojczyznę i chrześcijańskich wartości z dramatyczną rzeczywistością. I to jej oraz odtwórczyni roli "Inki" się udało.

Zarówno "Sen Nataszy", jak i "Inka" były głównie adresowane do młodzieży, której podczas dwóch przedstawień nie zabrakło na sali DP w Wilnie.

Trzeci spektakl tego kobiecego popołudnia - "Kołysanka dla Ofelii" przeniósł widza w całkiem inny świat - świat Szekspira, Buchnera, Wyspiańskiego. Połączony obraz trzech kobiet: Ofelii szekspirowskiej, słowiańskiej Wyspiańskiego i samej aktorki opowiadał o człowieku i jego samotności wobec świata, który ma nadzieję, zgodnie z hamletowską przepowiednią, że "Jeszcze się wszystko naprawi, mam nadzieję. Tylko cierpliwości" - takie dramatyczne ukochanie wszystkiego co boli i rani. Odtwórczyni głównej roli Elżbieta Lewak jest znana dla wileńskiego widza, przed paru laty zagrała w monodramie wystawionym przez Ludowy Teatr Polski ze Lwowa. Wraz z reżyser Weroniką Kuśmider tego roku reprezentowała Stowarzyszenie "Niezależni twórcy" z Krakowa.

Dzień trzeci

Końcowy dzień Festiwalu przyniósł wspaniałe popisy mężczyzn. Ulubiony przez wileńską publiczność Ludowy Teatr Polski we Lwowie przywiózł tego roku monodram "Yorick czyli spowiedź błazna. Mój Szekspir" wg W. Szekspira w opracowaniu Andrzeja Żurowskiego i wykonaniu Wiktora Lafarowicza, który już nie po raz pierwszy gości w Wilnie. Tym razem polem dla jego popisu była "uwodzicielska opowieść o błazeństwie w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o drogę dochodzenia do prawdy". Znalezienie odpowiedzi na pytania czym jest życie, sława, doczesne istnienie opierając się na tekstach szekspirowskich postaci błazeńskich. Spektakl powstał w ramach obchodów 400. rocznicy urodzin wielkiego Williama Szekspira. Połączenie genialnych sekwencji szekspirowskich z dobrym warsztatem aktorskim dało fascynujący obraz, czego zresztą spodziewaliśmy się po kochanym Lwowie.

Mistrzostwo i talent zawodowego aktora mogli wilnianie podziwiać - śmiać się i wzruszać razem z profesorem, dr. hab. Stanisławem Górką, aktorem teatralnym, filmowym i telewizyjnym, producentem i reżyserem, pedagogiem Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza, współzałożycielem "Towarzystwa Teatralnego Pod Górkę" - specjalizującego się w komicznych formach wokalno-aktorskich. W monodramie "Colas Breugnon" (opartym na powieści pod tym samym tytułem Romaina Rollanda) ujrzeliśmy obraz przedstawiający pełną afirmację życia: jest tu miłość, pasja, przyjaźń, rozpacz, rozczarowanie i radość - wszystko to, co składa się na samo życie. Bohater nie ukrywa fascynacji nim. A wszystko to prezentuje nam z ogromnym poczuciem humoru, frywolnie, przeplatając całkiem poważne i groteskowe monologi balladami Georgesa Brassensa (w tłumaczeniu Wojciecha Młynarskiego) w aranżacji i przy akompaniamencie fortepianowym Jerzego Derfela w reżyserii Tadeusza Wiśniewskiego. Spektakl ten powstał z okazji setnej rocznicy przyznania Nagrody Nobla dla Romaina Rollanda. Prawie półtorej godziny gry aktora minęły jak jedna chwila, której przesłaniem niejako było stwierdzenie: życie, pomimo wszystko, warto kochać.

Ostatnim i jakże mocnym akcentem wileńskiego Festiwalu był spektakl "Zapiski oficera Armii Czerwonej" Sergiusza Piaseckiego, który tego roku do Wilna przywiózł Teatr Polski w Warszawie z odtwórcą głównej roli Piotrem Cyrwusem w reżyserii Tomasza Obara. Historię o zniewolonym przez sowiecki totalitaryzm oficerze Armii Czerwonej wilnianie mieli okazję oglądać w wykonaniu Polskiego Studia Teatralnego, gdzie rolę kapitana Zubowa zagrał Edward Kiejzik. Tego niedzielnego wieczoru mieli okazję do porównań. "Zapiski" przedstawione przez Piotra Cyrwusa częściowo opierały się na innych fragmentach książki Piaseckiego, reżyser wybrał też inną puentę. Zawodowa gra znanego polskiego aktora dostarczyła wiele emocji widzom. Po spektaklu Piotr Cyrwus przyznał, że wystawiając monodram przed wielu laty, w latach 80. w Teatrze "Stu" nie marzył nawet o tym, że zagra go w Wilnie, na legendarnej scenie Teatru na Pohulance. Miłe słowa o Wilnie były dodatkową przyjemnością jaka spotkała wileńskiego widza tego wieczora.

Na zakończenie Festiwalu, prowadząca Henryka Sokołowska zaznaczyła, że osiem monodramów, jakie widz miał możność obejrzeć - to osiem różnych spojrzeń na człowieka z jego dążeniami, marzeniami, uczuciami i wartościami. Osiem różnych dróg dochodzenia prawdy o człowieku. Zaznaczyła też, że monodram to trudna forma nie tylko dla aktora i reżysera, ale też widza. Bo tylko wytrawny widz zechce przyjąć konwencję jednego aktora i razem z kierownictwem Polskiego Studia Teatralnego - Lilią Kiejzik dziękowała widzom za wspólne teatralne przeżycia.

Należy też odnotować, że w trakcie Festiwalu odbyła się długo oczekiwana prezentacja albumu pt. "Pięćdziesiąt i pięć" o historii Polskiego Studia Teatralnego, które w ubiegłym roku obchodziło piękny jubileusz składający się z dwóch piątek. Autorką tekstu jest aktorka Studia Mirosława Naganowicz. Na prezentacji albumu była obecna córka założycielki zespołu - lekarz Janiny Strużanowskiej - Hanna Strużanowska-Balsien.

Kierownictwo Polskiego Studia Teatralnego jest wdzięczne Ambasadzie RP w Wilnie za patronat honorowy nad imprezą oraz za wsparcie dla Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie", Domowi Kultury Polskiej w Wilnie, drukarni "Efekt", PC Papier, Związkowi Polaków na Litwie; partnerom DKP w Wilnie i Litewskiemu Rosyjskiemu Teatrowi Dramatycznemu oraz mediom polskim na Litwie, a także TVP Polonia i e-teatr.pl.