Polskie prapremiery

"Pogorzelisko" Wajdiego Mouawada w reż. Cezarego Ibera w Teatrze im. Siemaszkowej w Rzeszowie oraz "Tresowany mężczyzna" Johna von Düffela w reż. Marcina Sławińskiego w Teatrze Bo Tak. Pisze Ryszard Zatorski wmiesięczniku Nasz Dom Rzeszów.

«Otwarcie nowego sezonu artystycznego

Teatr przemawia obrazem, metaforą, skrótem, symbolem i pozwala widzom czerpać z tych przeżyć artystycznych. Teatr im. Wandy Siemaszkowej rozpoczął nowy sezon 22 października br. polską prapremierą "Pogorzeliska" Wajdiego Mouawada. Niczym w tragedii antycznej obrazuje twórca spektaklu Cezary Iber dylematy współczesnego świata i ludzi broczących w wojenne konflikty, okrucieństwa. Scenicznymi obrazami wyraża uniwersalne prawdy na temat dobra i zła. Ale, jak sam określa i co niesie wszak spektakl, ta ponura historia nie jest mrocznym obrazem, ale "opowieścią o wielkiej miłości, o sile wybaczania i pojednaniu".

Reżyser rzeszowskiego "Pogorzeliska" jest zarazem choreografem, ale i poetą, a także znakomicie potrafi wykorzystać możliwości techniczne miejsca, gdzie tworzy widowisko. Obrotowa scena w Siemaszkowej znowu zagrała, okazała się funkcjonalnie przydatna, zwłaszcza w budowaniu dwóch planów, tego z zaświatów i wspomnień z realnym akcji spektaklu, które w tym widowisku tak współgrają dzięki dopasowanej scenografii i w adekwatnym do nastroju i wydarzeń anturażu kostiumologicznym (Natalia Kitamikado) zaznaczającej te bariery, obrazowo lokowane jakby w tym samym miejscu i czasie. A wszystko jest obudowane i wspomagane muzycznie (Michał Zygmunt) i sterowane grą świateł (Jędrzej Bączyk) i nienachalnymi projekcjami wideo niczym kontrapunktamidopełniającymi scenografię (Wojtek Warzywoda).

Reżyser jest również aktorem, zatem widać, jak docenia swych kolegów na scenie i daje im rozwinąć skrzydła, poczynając od poetycko-choreograficznej i muzycznej sceny niedozwolonej miłości bohaterki spektaklu Nawal i jej ukochanego Wahaba z kręgu wrogiego jej środowisku. Owocem tego jest dziecko, które zostanie zabrane matce i wydane w nieznane ręce, a ukochany ginie natychmiast z rąk brata Nawal. Ileż aktorskiego subtelnego kunsztu wykazali w tej scenie Dagny Cipora (Nawal) i Mateusz Mikoś (Wahab) oraz ich partnerzy Anna Demczuk (Nazira, Malak) i Robert Żurek, który występuje w kilku jeszcze rolach (Nihad, Przewodnik, Milicjant), aż do przejmującej finałowej. Współczesne życie i wojenne koleje, jakie przechodzą ludzie, mogą być nawet okropniejsze. Te, jak wspomniałem, niczym wyjęte z tragedii antycznej w scenicznym przekazie budzą zadumę i refleksję, aż do owego katharsis, oczyszczenia duchowego. Cezary Iber wskazuje zarazem, że możliwe jest pojednanie i wybaczenie nawet niewybaczalnego zda się postępowania, jeśli kierujemy się miłością, a nie zemstą i odwetem. Jak mantra brzmiały słowa Nawal: teraz, kiedy jesteśmy razem, jest nam lepiej, a także ów cel w życiu: umieć czytać, pisać, myśleć.

Teatromani przyzwyczajeni są, że gdy pojawia się na scenie Anna Demczuk, Robert Chodur (notariusz Hermile Lebel) czy Piotr Napieraj (Lekarz, Stróż, Shamsadin) albo Justyna Król (Sawda), to mogą liczyć na wspaniałe aktorstwo, ale jakże celnie równorzędnie sekundowali im i pozostałym wykonawcom debiutanci na tych deskach, młodzi aktorzy Sylwia Gola (Jeanne) i Miłosz Karbownik (Simon), owo literackie rodzeństwo poszukujące i odkrywające prawdę o matce, ojcu i bracie.

Artyści tego spektaklu zbudowali liryczno-dramatyczny epos sceniczny, literacki przekaz tego, co wisi w powietrzu i co nas dotyka. I warto dzielić z nimi i przeżywać to wszystko, co nam przekazują, jak to wyrazili widzowie długimi owacjami na stojąco w dniu premiery "Pogorzeliska".

Teatr Bo Tak gościnnie zadomowiony na scenie sali koncertowej uniwersyteckiego Wydziału Muzyki przy ul. Dąbrowskiego (d. dom kultury WSK) znowu potwierdził kolejną premierą (21 października br.), że farsowe widowisko może nie tylko bawić, ale być wspaniałym przeżyciem wysokiej rangi artystycznej. "Tresowany mężczyzna"[na zdjęciu], sztuka Johna von Düffela w reżyserii Marcina Sławińskiego, jest tego kolejnym dobrym przykładem, czego można było doświadczyć na polskiej prapremierze tej sztuki w Rzeszowie. W scenograficznej oprawie Justyny Pisarek i muzycznej Jarka Babuli możemy zanurzyć się i smakować akcję widowiska, którego aktorskimi bohaterami są sprawdzeni artyści - Beata Zarembianka, Małgorzata Machowska oraz małżeństwo aktorów Małgorzata Kozikowska-Pieńko (Helena) i Kornel Pieńko (Sebek). Ci ostatni byli również i w spektaklu partnerami, choć dopiero sposobiącymi się do małżeństwa. Komediowe perypetie tych dwojga i sekundujących im mam, zagrane kunsztownie przez dwie pozostałe aktorki, wzruszają chwilami do łez i dają asumpt do zastanowienia, czy aby to mężczyźni są przewodnikami rodzinnego stadła, czy raczej, jak podkreśla tytuł sztuki, narzędziem wyrafinowanego postępowania kobiet w tym związku. Co znajduje nawet wyraz w naukowym stwierdzeniu radykalnej feministki, matki Sebka (Machowska), że małżeństwo wynalazły kobiety, aby mężczyźni opiekowali się nimi i dbali o bezpieczeństwo rodziny, finansowe zwłaszcza. I tak oto w scenicznej komediowej odsłonie tworzona jest przez bohaterki widowiska strategia tresowania mężczyzn im bliskich. Obie mamy - doktorowa w trzecim małżeństwie (Zarembianka) i naukowiec feministka - ambitną zawodowo Helenę "motywują", by wyrzekła się awansu w pracy, by nie stracić przyszłego męża, z którym pracowała w jednej w firmie.

Düffel miał za tworzywo dramaturgiczne prowokacyjny esej feministyczny Esthery Vilar, Marcin Sławiński zaś ubrał to w wyśmienitą formę scenicznej farsy. By zażyć jej smaków i finezyjnego aktorstwa komediowego, należy podążyć do Teatru Bo Tak.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego