powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Format c

"Bardzo tanie przedstawienie z bardzo ważnych powodów zrobione tylko raz. Chyba" w reż. Agaty Dudy-Gracz w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. Pisze Maciej Stroiński.

Był taki moment, gdy Dudy-Gracz nie było w Słowaku. Poszło podobno o jej spektakl o powstaniu, że coś tam nie tego, że komuś nie siadło, ale przecież tylko plotki. W każdym razie przyszedł do teatru nowy dyrektor i stary reżyser. "Bardzo tanie przedstawienie" to pierwsza produkcja za nowej dyrekcji. Ma wymiar głównie towarzyski (jubel), jak zazwyczaj Słowak. Bo to miejsce działa raczej klasowo niż artystycznie, jest raczej budynkiem, tymi zdobieniami, tłem "dobrego towarzystwa", niż pożywką artystyczną. No i może się coś zmieni, skoro idzie nowe.

Wieczorek zapoznawczy w reż. Dudy-Gracz przypomina niestety to, co w Słowaku "najlepsze". Pretensję, nieśmieszne żarty, wieczór z balladą, mało energii, mimo że fikają, krzyczą i śpiewają. Trochę cyrku, trochę RECITALU, jakby wszyscy wzięli speeda, poza fetowanym, który siedzi sztywno, jakby wziął tranxene. Dużo się dzieję, a ja mam wrażenie, że nie stało się nic.

Rozumiem ten wykon jako taki "test drive", jazdę próbną zespołu, który wystąpił cały, oprócz Grzegorza Mielczarka. Takie pokażcie, co umiecie. Dlatego bardzo mały budżet, piętnaście prób, let's do it! W Starym za Klaty też tak podziałali, że w pierwszym rzucie obsadzono wszystkich, pamiętacie te wielkoobsadowe "PKP", "Dumanowskiego", trzy premiery w weekend... No i po tym OKAZANIU część zespołu wyleciała. Nic nie sugeruję!

Zaczyna się od totalnego chaosu, tak jakby BAZARU, myślę sobie: fajnie, chcą podłożyć pod Słowaka bombę. Bo jest w takim punkcie w sensie artystycznym, że faktycznie tylko odgruzować. Wchodzi do sali ekipa sprzątająca po to, żeby było się z kogo pośmiać i żeby jednak zrobić rytuał oczyszczenia. Trzymam kciuki!

Mam nadzieję, że "Bardzo tanie przedstawienie" było pokazówką tego, co odchodzi. Tej niepowtarzalnej słowakowej nudy. Zajechaniem tego wózka, że już dalej nie pojedzie i trzeba się przesiąść. Sformatowaniem dysku! Bo nawet monolog Hamleta był tylko popisem, takim "ale powiem!". Jakie to było krakowskie... A najśmieszniej, oczywiście, gdy się dwóch panów całuje.

Jak nie lubiłem Słowaka jak psa, tak dalej nie lubię. Ja bym dał podtytuł, zamiast "Chyba" - "Oby".