Wojna nie jest stanem naturalnym

- "Ślub" towarzyszy mi od dawna. To bardzo mocny tekst, wyraziście wypowiedziany przez Gombrowicza. To literatura wnikliwie i precyzyjnie sformułowana, tu nie ma przypadkowości - mówi Mikołaj Grabowski, reżyser teatralny, przed premierą inaugurujacą XII Międzynarodowy Festiwal Gombrowiczowski.

«Radomianie pamiętają Mikołaja Grabowskiego jako reżysera "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego, w którym chochoł był hipsterem, mężczyzna w dresie nosił kosę, dosłownie, a podczas zabawy tańczyło się twista. Czy takich eksperymentów z tekstem możemy się również spodziewać po "Ślubie" Witolda Gombrowicza, który zobaczymy na inaugurację XII Międzynarodowego Festiwalu Gombrowiczowskiego?

- Nie wiem, czy "Ślub" będzie eksperymentalny. Wiem, że towarzyszy mi od dawna. To bardzo mocny tekst, wyraziście wypowiedziany przez Gombrowicza. To literatura wnikliwie i precyzyjnie sformułowana, tu nie ma przypadkowości - mówi Mikołaj Grabowski.

- "Ślub" w latach 40., kiedy został napisany, znaczył co innego niż dziś - jest więc cała sfera problemów do reinterpretacji, do nowego nazwania. Dramat powstał po II wojnie światowej, czasie straszliwego spustoszenia, które ta wojna poczyniła, nie tylko fizycznego, ale przede wszystkim w świadomości ludzkiej. Wszystkie normy, formy, które jeszcze obowiązywały przed wojną, załamały się. Świat został zrujnowany, zdegradowany. Tak zaczyna tę opowieść sam Gombrowicz - opowiada reżyser.

Wojna trwa cały czas

Grabowski sugeruje, że widz powinien zrozumieć, na czym polega dzisiejszy stan umysłu, nasza dzisiejsza degrengolada. Gdzie ona jest, czym jest? - Wojna trwa cały czas; przenosi się z kraju do kraju, ale także na dworce, lotniska i kawiarnie w Europie. Ten postępujący stan zagrożenia, stan degradacji ludzkości jest coraz bardziej dojmujący. "Ślub" ujawnia nasze lęki, lęki widzów. Henryka gra młody człowiek, więc to będzie opowieść także o jego lękach, choć oczywiście - nie ukrywam - najważniejsze jest to, co napisał Gombrowicz.

Jak przyznaje reżyser, cała historia jest trochę hamletyczna. - "Ślub" jest marą senną. Sen przenosi Henryka do jego domu w Małoszycach, choć stacjonuje przecież w północnej Francji na linii frontu. Pojawia się ojciec jako karczmarz, matka, która stała się karczmarką, a z narzeczonej zrobiła się dziewka. Dom jest i nie jest jego domem... Jak to we śnie - wszystko jest przeinaczone, wykręcone, zrujnowane. W tym śnie Henryk próbuje odnaleźć dawny system wartości lub zbudować sobie nowy. Chce, by świat miał jakiś porządek, co nie okazuje się takie oczywiste - konstatuje Grabowski.

Tradycja i anarchia

- W utworze jest postać Pijaka, czyli kogoś, kto jest wiecznym anarchistą, kimś, kto pakuje człowieka w rejony bardzo niebezpieczne, obrzydliwe, wstydliwe, lubi człowieka unurzać, pozbawić go prestiżu, zniszczyć go moralnie, fizycznie, "dotknąć go palcem", pozbawić godności, którą miał - opowiada reżyser "Ślubu".

Doświadczamy więc poprzez "Ślub", razem z głównym bohaterem, Henrykiem, walki porządku z anarchią, walki świata Ojca ze światem Pijaka. - W środku stoi młody Henryk, żołnierz, który co prawda wie, że nie ma powrotu do dawnego świata, ale zadręcza się pytaniami. Jeżeli odbudowywać świat, to na jakich zasadach? Gdzie one są? Czy światem rządzi tylko chaos udający porządek, czy może jednak jakiś porządek? Jest Bóg, czy go nie ma? - zapytuje retorycznie Grabowski.

- Świat Pijaka jest bardzo kuszący, bo to świat totalnej wolności ale, jak wiadomo, totalna wolność prowadzi do totalnej degrengolady. Moment bardzo niebezpieczny, ale kuszący, by niszczyć to, co budowali nasi rodzice - ocenia reżyser.

Rites de passage

Zastanawiać może tytuł dramatu - "Ślub"...

- Proszę sobie przypomnieć "Tango" Mrożka. Tam też chodzi o ślub. Albo "Wesele" Wyspiańskiego. Ślub to ceremonia przejścia, która jest w stanie coś zmienić, stworzyć nowy porządek. Przeanielić kogoś w kogoś innego, czyli np. z Mańki, dziewki, która służyła gościom, zrobić dziewicę. To wiara w to, że pewien obrządek obroni się sam, że on stworzy szansę na to, że wszystko wejdzie w swoje dawne tory. Ale jakie - nie wiadomo. To zatem pobożne życzenia, które nie spełniają się w "Ślubie", ale są jego iluzorycznym celem - wyjaśnia reżyser.

Która siła zwycięża w walce o Henryka?

- Tego, co w końcu zrobił Henryk, nie spodziewał się nawet Pijak. Henryk, rozumiejący postawę ojca, ale prawdopodobnie bardziej jednak sprzyjający postawie anarchistycznej, dąży do tego, by samemu sobie dać ślub, wtedy wartość tego aktu będzie najwyraźniej większa. Henryk ma być sam dla siebie ostateczną instancją. By ceremonia ślubu była absolutną, czystą i nieskalaną, proponuje Władziowi, swojemu najlepszemu przyjacielowi, żeby się zabił - "bo mnie się tak zachciało" - mówi. Władzio ma to zrobić. po prostu. Ten gest wywołuje stokroć gorsze reperkusje dla samego Henryka... - wyjawia Grabowski.

Zinterpretować sen?

Jak przyznaje reżyser, bardzo trudno jest wymyślić przestrzeń dla snu Henryka. - Rzecz dzieje się trochę w teatrze z kotarami, ale jednocześnie nie, bo w głowie Henryka. Czyli gdzie? Może w hangarze wojskowym? Przecież nie, bo to Małoszyce... A może jednak karczma? Czy dwór ojca? Wybrać przestrzeń jest szalenie trudno. Tworzenie kostiumów i scenografii dla Gombrowicza jest rzeczą tak karkołomną jak interpretacja snów - odpowiada Grabowski.

W tekście Henryka zapisana jest jego młodość, niedoświadczenie, chęć zmiany tego, co zastaje, na coś, co ma być lepsze, ale z drugiej strony jest też zapisana straszna gorycz już dojrzałego Gombrowicza. To już jest świadomość nie młodzieńca, ale kogoś po wielu doświadczeniach życiowych, upadkach i wzlotach. Henryk musi mieć naturę dziecka i jednocześnie naturę 40-latka. To nie lada wyzwanie dla aktora - podsumowuje Grabowski.

Premiera "Ślubu" w reż. Mikołaja Grabowskiego w sobotę, 22 października, o godz. 18 na dużej scenie.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego