powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Nie taki Wilk straszny a Kapturek łagodny, jak ich malują

"O Wilku i Czerwonym Kapturku" Marty Guśniowskiej w reż. Przemysława Żmiejki w Teatrze Kubuś w Kielcach. Recenzja Ryszarda Kozieja z Radia Kielce.

Sztuki Marty Guśniowskiej łączą pokolenia. Nie jest to jakiś teoretyczny wywód, tylko praktyczna obserwacja, tak było w sobotę podczas premiery bajki "O Wilku i Czerwonym Kapturku" w Teatrze Lalki i Aktora "Kubuś" w Kielcach. Spektakl prezentowany jest na Małej Sali, gdzie siłą rzeczy widownia niewielka, część osób siedzi na krzesłach, część na pufach i poduszkach na podłodze. Reakcja dzieci i tych młodszych i nieco starszych bardzo różna, ale głośna i spontaniczna, z kolei dorośli bezbłędnie wyłapują z aktorskich kwestii treści i aluzje wyraźnie do nich kierowane a jest takich pomysłów w sztukach Marty Guśniowskiej bez liku.

Autorka na swój sposób zdominowała dziś, nazwijmy to, "rynek dramaturgii" dla teatrów lalkowych stosując prosty zabieg uwspółcześniania klasycznych konwencji baśniowych. O Czerwonym Kapturku słyszały niemal wszystkie dzieci a już z pewnością ich rodzice, bo trudno przejść obok bajkowego standardu powielanego w książkach, filmach i grach komputerowych. Zasługą Marty Guśniowskiej jest to, że jej uwspółcześnianie baśni jest nie tylko zakładaniem nowych kostiumów ale swoistą grą z dawnymi i współczesnymi konwencjami na różnych poziomach tekstu i jego interpretacji. Autorka nie stroni w tym od pure nonsensu i innych absurdalnych pomysłów, co w efekcie sprawia, że jej tekstem bawią się zarówno twórcy spektaklu jak i później widzowie i to zarówno najmłodsi jak i całkiem dorośli. Kieleckie przedstawienie bajki "O Wilku i Czerwonym Kapturku" jest tego doskonałym przykładem.

Po pierwsze tytułowi bohaterowie przestają być antagonistami. Marta Guśniowska nie odrzuca i nie relatywizuje wyraźnych i fundamentalnych przecież dla każdej baśni pojęć dobra i zła, umieszcza je jednak w zupełnie innych obszarach. Groźny i zły Wilk z klasycznej bajki u Guśniowskiej jest romantycznym nastolatkiem, który nie chce polować na leśne zwierzęta i też nie dlatego, że ma takie dobre serce, ale po prostu nikt go tego nie nauczył, w domyśle ojciec, którego nie ma w domu a wychowaniem chłopca zajmuje się nadopiekuńcza matka.

Analogicznie Czerwony Kapturek to nie słodkie i niewinne dziewczątko, ale kapryśna współczesna nastolatka, która ani Mamie, ani Babci a już na pewno wrażliwemu Wilkowi nie da sobie w kaszę dmuchać.

Mimo tak radykalnych zmian postaci, a dodajmy że i Babcia i Leśniczy i Mama Czerwonego Kapturka i dodana Mama Wilka, całkowicie różne są od baśniowego stereotypu, autorka zachowuje jednak schemat fabularny bajki i klasyczne cytaty typu: "Babciu, a dlaczego masz tak duże uszy?" Nie będzie zdradą żadnej tajemnicy, kiedy powiem, że Wilk jednak zje Babcię i Czerwonego Kapturka a trochę szalony Leśniczy obie uratuje rozpruwając Wilkowi brzuch, tyle, że to nie będzie jeszcze koniec bajki.

W tekście Marty Guśniowskiej ważniejsze jednak to, co obok schematu fabularnego, czyli oryginalna uwspółcześniona charakterystyka postaci i pomysły rodem z Muppetów Jima Hansona jak "gadające rekwizyty", w tym wypadku produkty umieszczone w koszyczku dla Babci z powtarzającym się motywem śpiewającej Nalewki, która już nie tyle z poetyki Muppetów, ile sławnego Cyrku Monty Pythona.

Do szalonych pomysłów Marty Guśniowskiej, swoje, równie szalone dodaje reżyser kieleckiej premiery Przemysław Żmiejko umieszczając całą bajkę w konwencji opowieści kapeluszników ze slapstikowej czarno-bialej komedii, którzy historię Wilka i Czerwonego Kapturka prezentują z mobilnej wózkowej sceny. Zaciera się różnica między tymi, którzy opowiadają widzom historię a tej historii bohaterami, co zresztą zapisane jest w tekście autorki, gdy Czerwony Kapturek krzyczy na Narratora, że wtrąca się w jej rodzinne sprawy, ot cały humor Marty Guśniowskiej.

Aktorzy doskonale radzą sobie z kreacją kilku postaci naraz. Spektakl grany jest przez dwa składy aktorskie, z prób wiem, że mamy do czynienia z różną interpretacją ról a tym samym niejako dwoma równorzędnymi przedstawieniami. Podczas sobotniej premiery zachwycony byłem grą Małgorzaty Oracz, która niezauważalnie przechodzi z jednej wyrazistej postaci w drugą a gra ich kilka. Jest jednocześnie Babcią i Leśniczym i każdej z tych postaci nadaje bardzo osobisty komiczny rys. Gra obydwie Mamy, niby podobne do siebie, współczesne, zapracowane i samotne kobiety a jednak niezwykle różne. Magdalena Daniel świetnie buduje postać zbuntowanego i krnąbrnego Kapturka z kolei Andrzej Skorodzień z racji wieku bardzo pasuje do roli Narratora ale cudownie odmładza się grając postać Wilka.

Scenografia Dariusza Panasa i muzyka Pawła Sowy doskonale scalają przedstawienie w dynamiczny i wielobarwny przekaz.

Kielecką bajkę "O Wilku i Czerwonym Kapturku" polecam szczególnie zabieganym dzisiejszym rodzicom proponując, by weekend z dziećmi zaplanowali sobie nie w galerii handlowej, ale w kieleckim Teatrze. Nic się nie kupi a radość kto wie, czy nie większa.

***

emisja 26 września 2016 r. w programie "W kręgu wartości"