Rozmyślania przed nowym sezonem

Zawsze miałem bardzo dobry kontakt z publicznością. Zawsze było między nami jakieś dobre porozumienie. A teraz tego jest coraz mniej, ja zwątpiłem w polską publiczność. Albo powiedzmy to inaczej: przestałem rozumieć reakcje polskiej publiczności - mówi Jerzy Stuhr w rozmowie z Marią Malatyńską w Polsce Gazecie Krakowskiej.

«Czeka Pana wiele atrakcji w nowym sezonie: próby dla teatru radiowego już jutro; opera, którą będzie Pan reżyserował - za chwilę; film włoski, w którym Pan zagra - też niebawem... Skąd więc to przygnębienie? Co się dzieje?

- Zainspirował mnie niedawny wywiad Krystiana Lupy, którego udzielił już po zerwaniu prób "Procesu" w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Bo w pewnym momencie ten reżyser powiedział, że miałby kłopot z twórczością dzisiaj, tu, w tym kraju. Pomyślałem sobie, że znajduję się w podobnym stanie. Bo, żeby być twórczym, a tylko czasem bywa się twórcą, to potrzebne są dwie najważniejsze rzeczy. Pierwsza: co chcesz z siebie wyrzucić. A druga, równie ważna: do kogo chcesz to powiedzieć.

A ja zwątpiłem w polską publiczność. Albo powiedzmy to inaczej: przestałem rozumieć reakcje polskiej publiczności. Bo z jednej strony widzę, jak celnie dociera do widzów np. autoironia Różewicza w sztuce "Na czworakach". Jak fantastycznie przyjmują wszelką aktualność: oj psuje ludzi to bycie na Parnasie, oj psuje...

A z drugiej strony, jak patrzę na sesję rady w ratuszu w Warszawie, na tę ziejącą nadmiernymi emocjami satysfakcję, że można kogoś upokorzyć, na ten krzyk, to nie chcę, aby to była moja publiczność. A przecież to są mieszkańcy Warszawy, którzy też przychodzą do teatru.

Jeżeli czytam informację, że pani premier i pan prezydent budzą największe procentowo zaufanie u Polaków, a najmniej zaufania ma pan

Kaczyński, to ja tego nie rozumiem. Bo jak może publiczność darzyć zaufaniem taką dwójkę, która lojalnie i wiernie, ale tylko wykonuje rozkazy? I to człowieka, do którego społeczeństwo nie ma zaufania? To jest nielogiczne.

Takich nielogiczności można znaleźć wiele. Mam poczucie, że ja z tą hipotetyczną publicznością mam coraz mniej kontaktu, co więcej, ja nie chcę mieć tego kontaktu!

Nie tak dawno, z okazji rocznicy, ktoś przypomniał pogrzeb Przemyka w Warszawie i mszę, którą odprawiał ksiądz Popiełuszko. Ksiądz Popiełuszko powiedział wtedy w kościele - a dobrze to pamiętam, bo brałem w tym udział - "błagam was, proszę was, żeby ani jednego okrzyku nie było w czasie przejścia z kościoła na cmentarz" - i wielotysięczny tłum w ciszy szedł na cmentarz.

Wystarczyło jedno zdanie księdza. Wystarczyłoby może i dzisiaj jedno zdanie purpurata w Gdańsku, żeby przed katedrą nie było wulgarnych, chamskich reakcji.

Ale takiego zdania nie usłyszałem - cisza.

To jest też moja publiczność. Więc ja nie wiem dzisiaj, o czym chciałbym zrobić film? A nawet łapię się na tym, że nie mam w ogóle takiej potrzeby.

Zawsze było tak, że kończyłem jeden projekt i już kiełkował mi jakiś nowy pomysł. Tego teraz nie czuję. Raczej czuję, że nie chce mi się wypowiadać.

I to Lupa mi też uświadomił. A zawsze miałem bardzo dobry kontakt z publicznością. Zawsze było między nami jakieś dobre porozumienie. A teraz tego jest coraz mniej.

Podobało mi się u Krystiana to, co powiedział o patriotyzmie. Dziennikarz go zapytał, że przecież na całym świecie może realizować przedstawienia, może się spełniać, nie musi tutaj, a on na to: To nie jest to samo. Ja tam jestem gościem, to jest przygoda, a tu jest obowiązek.

Może więc na tym polega nasz patriotyzm? Że tu masz obowiązek, a tam przeżywasz przygodę? Też tak to zawsze czułem. To jest patriotyzm. A nie nadmuchane slogany i gęba pełna biało-czerwonych komunałów.

A w tle tego wywiadu jest Teatr Polski we Wrocławiu, "kurczenie się przestrzeni do oddychania". Trzeba strasznie uważać, z protestem na pograniczu happeningu.

Od razu druga strona mówi: no to są aktorzy, nie można ich poważnie traktować, bilet powrotny do Warszawy wręczą nowemu dyrektorowi na dworcu, czy to ma być protest?

Władza pobłażliwie stosuje tu określenie happening. Więc trzeba uważać!

Mówię, bo też miałem kiedyś podobne problemy! Ośmieszyć teatr jest strasznie łatwo. Terminologia teatralna sama nawet temu służy. Przykładów jest wiele: "Z sejmu zrobili teatr!". Albo: "Wątpliwej jakości aktorstwo prezydenta Dudy".

W każdym ośmieszającym tekście można użyć terminów teatralnych. I koledzy powinni o tym pamiętać. Ja sam byłem "dotykany" od strony ośmieszającej, a nie merytorycznej.

I jak widzę strajk w teatrze, gdzie na scenie tańczą aktorzy z dyrektorem Mieszkowskim, to myślę: przecież nie tak i nie to! Ale pewnie wszystko jeszcze przed nami!»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego