Kim był Bohdan Korzeniewski?

W środowisku teatralnym cieszył się ogromnym mirem, był niekłamanym autorytetem. Opinia Bohdana Korzeniewskiego była w większości dyskutowanych spraw rozstrzygająca. Władze kulturalne i ministerialne zarzucały mu, że "rządzi się w teatrze polskim jak na własnym folwarku".

«"Był reżyserem (choć zaczął uprawiać ten zawód późno, w roku 1948, gdy miał 43 lata), był historykiem teatru usiłującym wybudować w Polsce w latach 30. solidne fundamenty pod tę nową dyscyplinę wiedzy, był recenzentem teatralnym, redaktorem naukowego pisma - kwartalnika "Pamiętnik Teatralny", pedagogiem, dyrektorem teatru (krótko i tylko raz w życiu, ale była to dyrekcja sceny narodowej), pisarzem, eseistą, tłumaczem, prominentnym działaczem organizacji teatralnych ITI i ZASP-u. We wszystkich tych rolach był wybitny, niekonwencjonalny, twórczy. W środowisku teatralnym cieszył się ogromnym mirem, był niekłamanym autorytetem. Opinia Bohdana Korzeniewskiego była w większości dyskutowanych spraw rozstrzygająca. Władze kulturalne i ministerialne zarzucały mu, że "rządzi się w teatrze polskim jak na własnym folwarku".

Niełatwo jest odpowiedzieć na pytanie, kim był przede wszystkim. W jednym z wywiadów zapytany o hierarchię obszarów swojej działalności odpowiedział, że "były to tylko środki a nie cele, środki, które mnie osobiście pociągały, ale służyły zaspokojeniu ciekawości życia, ciekawości świata, odkrywaniu człowieka".

Ale żeby zrozumieć, kim był Bohdan Korzeniewski, trzeba koniecznie dodać, że był także, a może przede wszystkim, moralistą, zwolennikiem jasnego i wyraźnego kodeksu moralnego, który - jak uważał - powinien obowiązywać w sztuce, zwłaszcza w tak specyficznej jak sztuka teatru. Najbardziej społecznej ze sztuk, najbardziej uwikłanej w codzienny bieg spraw. Był niezłomnym obrońcą honoru teatru polskiego w okresie okupacji, strażnikiem jego sumienia. Z ramienia władz Państwa Podziemnego walczył z Propagandaamtem, z - oburzającą patriotów - żenującą współpracą sporej grupy aktorów z jawnymi teatrzykami. Odgrywał znaczącą rolę w Tajnej Radzie Teatralnej w okresie okupacji, a po wojnie w sądzie ZASP II instancji.

Bohdan Korzeniewski był znakomitym pisarzem i mówcą nie obawiającym się szerokich odniesień społeczno-politycznych, co musi zadziwiać, jeśli się zważy, że przyszło mu żyć i pracować w okresie mocno ograniczonej wolności wypowiedzi. Oratorstwo Korzeniewskiego było jedyne w swoim rodzaju. Mówił w sposób niezwykle zdyscyplinowany, starannie dobierając słowa. Odnajdywanie trafnych sformułowań było jego pasją. Słynne metafory Korzeniewskiego, które organizowały jego wystąpienia, zapadały głęboko w pamięć słuchaczy, jak np. owa metafora o sprawującym realnie władzę w Polsce rządzie, którego premierem jest Adam Mickiewicz. Użył jej w obecności ministra kultury Lucjana Motyki w 1968 r. na zebraniu Komisji Programowej SPATIF-ZASP w sprawie Dziadów w Teatrze Narodowym. We wszystkich przełomowych dla teatru polskiego momentach Bohdan Korzeniewski zabierał głos i był to zawsze głos donośny, przenikliwy, głęboko mądry. W sporach, które lubił prowadzić, zaskakiwał wypowiadaniem prawd najprostszych w taki sposób, że wprawiało to jego adwersarzy w nieopisane zakłopotanie. Było w tym coś sokratejskiego.

Kolejna pasja życiowa Bohdana Korzeniewskiego to książki. Miał zamiłowania bibliofila. Już przed wojną pracował jako bibliotekarz, tworząc oddział teatralny w Bibliotece Narodowej na Okólniku. Wraz z Wacławem Borowym ratował zbiory BUW w czasie powstania warszawskiego i po wkroczeniu Rosjan. Po przejściu Armii Czerwonej na Zachód rewindykował książki wywiezione z bibliotek warszawskich i porzucone w Goerbitsch pod Frankfurtem nad Odrą. Z niezwykłym poświęceniem i odwagą angażował się w te prace.

Korzeniewski pochodził z kresowej rodziny szlacheckiej. Urodził się w Siedlcach w 1905 rokli. Przez matkę skoligacony był ze słynnym rodem aktorskim Truskolaskich. Tradycję szlachecką uważał za bardzo ważną i esencjonalną dla kultury polskiej. Pogardliwe wyrażenie "szlachetczyzna" doprowadzało go do gniewu. Pamiętam jak w okresie wydarzeń radomskich - gwałcenia podstawowych praw człowieka, opowiadał o "liberum veto" traktując ten polski fenomen polityczny jako dobrotliwy wyraz najwyższego szacunku dla odrębności i godności jednostki. Wówczas było to dla nas poruszające i odkrywcze. Tradycja szlachecka to także wysokie standardy honoru i tzw. "męskie cnoty", które Bohdan Korzeniewski wysoko cenił - zwłaszcza cnotę odwagi. Rzeczywiście mówiło się o nim, zapewne z dużą dozą przesady, że nie bał się nikogo. Nie bał się Niemców, Rosjan, ministrów kultury.

Studia odbył na Wydziale Humanistycznym UW. Jego ulubionym profesorem i opiekunem był Józef Ujejski. Pod jego kierunkiem napisał pracę magisterską Drama w warszawskim Teatrze Narodowym podczas dyrekcji Ludwika Osińskiego 1814-1831. Ogromną wiedzę na temat dramatu romantycznego zawdzięczał w dużej mierze Ujejskiemu, który planował utworzenie katedry teatrologicznej na Uniwersytecie Warszawskim i liczył, że obejmie ją Korzeniewski. Plany te załamały się wraz ze śmiercią profesora w 1937 r.

W latach 1933-34 Korzeniewski przebywał w Paryżu, prowadził studia nad teatrem, poznawał współczesny teatr i dramat francuski. Spotykał się z Giraudoux, Dullinem, Jouvetem, Vilarem. Sympatie francuskie wyniósł z domu. Jego pradziadek ze strony matki był oficerem napoleońskim, który po klęsce Cesarza postanowił zostać w Polsce. Po powrocie z Francji zaczął pisywać z dużym sukcesem recenzje teatralne ogłaszane w "Pionie", "Wiadomościach Literackich", "Skamandrze", rywalizując w pewnym sensie z Tymonem Terleckim i Karolem Irzykowskim. Zebrano je i opublikowano po wojnie w tomie Spory o teatr (Warszawa 1966). Jego rozprawa doktorska o Bogusławskim zaginęła w czasie powstania. Okupację spędził w Warszawie. We wrześniu 1940 r. aresztowany w obławie na Żoliborzu trafił do Oświęcimia. Zwolniono go jednak w końcu października dzięki interwencji doc. Pulikowskiego. Doświadczenia oświęcimskie opisał później w szkicach Pagórek i Powrót - zupełnie wyjątkowych (w swym badawczym racjonalizmie) na tle literatury lagrowej w Polsce. Teksty o teatrze publikował w "Pamiętniku Teatralnym" i w "Teatrze". W 1973 r. w książce O wolność dla pioruna... w teatrze przedrukowano najważniejsze z nich, w tym słynne "odwilżowe" wystąpienia walczące o nieskrępowaną obecność wielkiego romantycznego repertuaru w teatrze polskim, demontujące system socrealistycznych artykułów wiary, np. W obronie aniołów (o Dziadach, 1956).

Korzeniewski długo dorastał do roli reżysera. Po wojnie w Łodzi w latach 1945-46 jako kierownik literacki Teatru Wojska Polskiego zorganizował Scenę Poetycką, doprowadzając do słynnej premiery Elektry Giraudoux w reżyserii Edmunda Wiercińskiego. Inicjatywę Korzeniewskiego i Wiercińskiego wkrótce zlikwidowano, podejrzewając ich o sympatie AK-owskie. Jako reżyser zadebiutował w Teatrze Kameralnym w Łodzi w 1948 r. "Szkoła żon" Moliera. Niewątpliwie Molier był najważniejszym, ukochanym autorem Korzeniewskiego. Spośród 45 sztuk zrealizowanych przez niego w latach 1948-1980, aż 13 to sztuki molierowskie. Wśród nich miejsce szczególne zajmuje Don Juan, do którego wracał pięciokrotnie, reinterpretując tekst, zmieniając kształt sceniczny i wymowę zakończenia. Czterokrotnie wystawiał Szkołę żon, analizując zjawisko doktrynerstwa i przemocy w stosunkach międzyludzkich. Inscenizował Łotrostwa Skapena, Grzegorza Niezgułę, Tartuffe'a. W sprawie Moliera nie dowierzał najwybitniejszym nawet tłumaczom, a zwłaszcza Boyowi. Uważał że uczynił on z Moliera płaskiego zabawnisia, podczas gdy jest on w istocie ironiczny, drapieżny, okrutny w swej prawdomówności. Stąd prace Korzeniewskiego nad przekładami Moliera. Realizował wielokrotnie sztuki Fredry. Słynna realizacja z roku 1949 Męża i żony w Teatrze Kameralnym w Warszawie z Janiną Romanówną, Kreczmarami i Czesławem Wołłejką, odniosła niebywały sukces. Wysłana została w 1954 r. na sesję Teatru Narodów do Paryża, a następnie do Londynu. Korzeniewski odkrył dla teatru polskiego Suchowo-Kobylina. Przetłumaczył i zrealizował w Warszawie i Łodzi Śmierć Tarełkina i Sprawę. Inscenizował Nieboską komedię (Łódź 1959), Dziady (Kraków 1963), Szekspira (Troilus Kresyda, Makbet), a także sztuki Giraudoux (Amfitrion38, Wojny trojańskiej nie będzie, Wariatka z Chaillot), Majakowskiego, Gogola, Babla.

W latach 1952-54 Korzeniewski sprawował funkcję kierownika artystycznego Teatru Narodowego. Wyreżyserował wówczas Rewizora Gogola i Zemstę Fredry z głośnymi kreacjami Jana Kurnakowicza. W 1954 wraz z Antonim Bohdziewiczem dokonał ekranizacji Zemsty.

Po doświadczeniach z Teatrem Narodowym powiedział: "Żałuję, że dostałem Teatr Narodowy o trzy lata za wcześnie. Nie należało brać. Snułem wallenrodyczne zamiary, a trzeba było demonstrować własny sposób bycia". Bolało go niefortunne odebranie reżyserii Lasu Ostrowskiego Wilamowi Horzycy. Dlatego potem unikał obejmowania dyrekcji teatrów, choć pojawiły się propozycje dotyczące Teatru Rozmaitości w Warszawie i Teatru Słowackiego w Krakowie. Sam zrezygnował z prowadzenia Teatru Narodowego, a minister Sokorski chcąc osłodzić mu dymisję, wysłał go do Chin na wielki festiwal chińskich sztuk współczesnych. Korzeniewski korzystając z okazji wyjechał na prowincję, aby poznać tradycyjny teatr chiński i stał się jego wielkim admiratorem i prawdziwym znawcą. Potrafił opowiadać o teatrze chińskim w sposób zachwycający.

Mówiło się o Korzeniewskim, że jego inscenizacje są wyrazem porządku intelektualnego zaprawionego dozą żółci, szczyptą gorzkiej złośliwości, że są oschłe. Chyba zazdrościł Leonowi Schillerowi, którego nazywał "poetą sceny", niezwykłej łatwości przemieniania wszystkiego na scenie w niespodziewaną wartość. On sam pracował mozolnie, głęboko wierzył, że teatr służy docieraniu do tego, co jest w życiu najciekawsze, do sekretów indywidualności. Interesowała go niekonwencjonalna wiedza o ludziach. Konstrukcja jego postaci scenicznych była matematycznie ścisła, a jednak wypełnione one były żywymi, zaskakującymi emocjami, Było w nim coś z Montaigne'a - zainteresowanie szczegółem, dociekliwość, sceptycyzm, który nie jest rezygnacją. Obliczał finanse Cześnika w Zemście, ustalał czas akcji na podstawie bitew, w których brała udział Pani Barska, sięgał do rękopisów Fredry, analizował autorskie poprawki. Reżyserował indukcyjnie, od szczegółu do ogółu. Nie realizował współczesnej dramaturgii. Uważał, że sztuki współczesne są w istocie dramatycznymi monologami. Dotyczyło to zwłaszcza, według jego opinii, sztuk z kręgu teatru absurdu. Postaci w nich są personifikacjami racji, przeświadczeń, odczuć i podświadomych projekcji autora. Tylko u klasyków znajdował prawdziwy dramatyzm, prawdziwy dialog - ścieranie się osobowości w ciągłej walce, jaką jest życie.

Karierę pedagogiczną rozpoczął Korzeniewski w 1934 r. jako wykładowca historii teatru polskiego w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej, początkowo na Wydziale Aktorskim, a następnie na prośbę Leona Schillera na Wydziale Reżyserskim. Po wojnie był profesorem PWST, zastępcą rektora, dziekanem Wydziału Dramaturgicznego, a w latach 1950-52 oraz 56-75 dziekanem Wydziału Reżyserskiego. Był profesorem bardzo wymagającym. Kładł nacisk na samokształcenie. Egzaminy sprawdzające postępy w samokształceniu zwane przez studentów "Lejbe i Siora" (od tytułu powieści Niemcewicza) wzbudzały prawdziwą panikę. Korzeniewski uważał i z nieco złośliwym uśmiechem powtarzał, że stosowanie taryfy ulgowej byłoby wyrazem braku szacunku do studenta. Przy całej surowości był w swoich ocenach sprawiedliwy. Na jego zajęcia o nazwie "Inscenizacja i reżyseria dramatu", czyli na tzw. "krwawe poniedziałki", przychodzili studenci wszystkich lat, pojawiali się absolwenci reżyserujący już w teatrach, asystenci szkoły, wolni słuchacze. Te poniedziałkowe misteria budziły respekt, przerażały i pociągały zarazem. Jego uczniami byli Konrad Swinarski, Maciej Prus, Jerzy Grzegorzewski, Izabella Cywińska. Uczniowie Korzeniewskiego tworzyli teatr w Polsce w drugiej połowie XX wieku, a wielu z nich tworzy go do dzisiaj.

Korzeniewski znany był z niezależności sądów i niekonwencjonalnych opinii. Był człowiekiem osobnym. Mówił o sobie, że zawsze był dosyć samotny, że nie należał do ludzi zbiorowiska. Otóż ta osobność, a także traktowanie teatru jako narzędzia do odkrywania tajemnic ludzkich, dyscyplina intelektualna, żywe zainteresowanie kulturą wschodu to cechy, które zbliżały Bohdana Korzeniewskiego do Jerzego Grotowskiego. Okazuje się, że te dwie postaci, wydawałoby się tak różne, miały bardzo wiele cech wspólnych. Istniała między nimi nić sympatii datująca się od czasów ekspedycji ratunkowej "Pamiętnika Teatralnego" do zagrożonego Teatru 13 rzędów w Opolu. Jeszcze jedna cecha wspólna Korzeniewskiego i Grotowskiego to dystans do chrześcijaństwa i szczególny rodzaj agnostycyzmu. Korzeniewski przyznawał, że od kiedy stał się dorosłym człowiekiem, nie myślał na sposób chrześcijański, co nie oznacza, że nie miał swojej metafizyki. Tylko że była ona - jak sam mawiał

Bohdan Korzenirwski - raczej pogańska. Twierdził, że interesowała go bardziej radość niż cierpienie. Nie mógł pogodzić się z metafizyką ofiary przez haniebną śmierć na krzyżu. Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że Bohdan Korzeniewski był nie tyle ateistą co agnostykiem w typie kartezjańsko-libertyńskim. Libertynizmu doszukiwałbym się w owym nacisku kładzionym na swobodę myśli i jej niezależność od wszelkich autorytetów i w kulcie życia jako wartości samej w sobie. Stąd może tak niezwykłe zainteresowanie materią filozoficzną Don Juana Moliera, że pytania i problemy tam dyskutowane były jego własnymi gorącymi problemami i wątpliwościami. Zdaję sobie sprawę, że konstatacja ta jest ryzykowna i zaczynam się obawiać, że za chwilę otworzą się z trzaskiem drzwi i wkroczy Komandor - Korzeniewski, aby ukarać mnie za upowszechnianie nazbyt pochopnych i niezdyscyplinowanych wniosków na jego temat.

Przemówienie wygłoszone w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie w cyklu "Wielcy profesorowie" (kwiecień 2002)".»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego