powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Nienasycenie

"Szkarłatny płatek i biały" angażuje precyzją i mądrością, z jakimi przedstawienie zostało skonstruowane, misternym splotem tonacji gry aktorskiej poszczególnych bohaterów, scenografią, która zdaje się odzwierciedlać wewnętrzne uczucia postaci - o spektaklu Kuby Kowalskiego pisze Aleksandra Majewska z Nowej Siły Krytycznej.

W XIX-wiecznej Rosji z dramatów Czechowa wszyscy zdają się być wiecznie głodni: mówią o jedzeniu, oczekują na jedzenie albo zlecają służbie przygotowanie jedzenia. W londyńskim świecie "Szkarłatnego płatka i białego", spektaklu wyreżyserowanego przez Kubę Kowalskiego w warszawskim Teatrze Studio, bohaterowie jedzenia mają aż nadto, ale cierpią na innego rodzaju niedosyt - niedosyt wolności, niedosyt zaspokojenia erotycznego, niedosyt dóbr materialnych. Związani sztywnymi konwenansami, z trudem znajdują ujście dla swoich seksualnych pragnień, które rozpaczliwie starają się zaspokoić w ciemnych uliczkach, płacąc najemnym kochankom. Wspinanie się w górę po stromej drabinie społecznej okazuje się niemożliwe. Ostatecznie i tak byłoby bezcelowe, bo nawet pieniądze dają wolność jedynie pozorną, nie uwalniając od bezlitosnego reżimu XIX-wiecznych mieszczańskich obyczajów. Nikt nie będzie tu szczęśliwy.

Sześć stóp pod wodą

Ta londyńska smuta tonie w litrach wlanej na scenę wody. Wszyscy bohaterowie nurzają się w tym osobliwym basenie: i dziwki, i arystokracja, i dorośli, i dzieci. Katarzyna Stochalska zatopiła całe proscenium i ustawiła na nim dwie rampy. I tak powstał Londyn - nie potrzeba niczego więcej. W wodzie bohaterowie będą pili herbatę i jedli zupę, w wodzie będzie brodzić pobożna pani Fox (Monika Obara) ubrana w długą, szarą suknię, i w wodzie pozostanie po śmierci Henry Rackham (Łukasz Lewandowski). Woda, czyli nieodparta siła, niepisane prawo rządzące Londynem, obejmujące wszystkich, w każdym momencie ich życia. Woda skąpana światłem odbija się na suficie sali. W jakiś magiczny sposób cała widownia znajduje się w tym basenie. Banalne, ale wciąż niedające się zlekceważyć pytanie: czy z tego Londynu daleko jest do współczesnej Warszawy? - zostaje nam dane do zmysłowej kontemplacji.

Matki i córki

Matka Sugar, pani Castaway (Aleksandra Justa), jest właścicielką domu publicznego, która dawno temu przyuczała swoją kilkunastoletnią córkę do zawodu prostytutki. Kiedy córka pyta, czy są tak biedne, że ona musi "to" robić. Matka bez wahania odpowiada, że nie są biedne, ale dlaczego jej córka ma dostać od życia los lepszy niż ona sama? Sugar (Anna Smołowik) rozumie i nie pyta już więcej. Urodzona w bogatej rodzinie Rackhamów Sophie wcale nie jest szczęśliwsza: nigdy nie poznała swojej matki, która cierpi na chorobę psychiczną, a jedyne, co wie o życiu, to to, że jej ojciec ma dużo pieniędzy.

Poszczególni aktorzy zostali poprowadzeni przez reżysera w bardzo odmienny sposób. Carol (Katarzyna Herman/Monika Krzywkowska - widziałam przedstawienie z Moniką Krzywkowską) jest postacią, która swoją osobowością zagarnia całą uwagę widza. Swoimi różowymi, plastikowymi butami na niebotycznie wysokich obcasach podbija przestrzeń, choć stoi na samym dole drabiny społecznej - jest prostytutką w średnim wieku. Carol nie umie czytać ani pisać, ale jako jedyna nie ma złudzeń wobec swojego losu, wie, że pozostanie po niej jedynie trup wrzucony do kanału, z wygryzionymi przez ryby oczami. Sugar - wycofana, nerwowa, dziwnie eteryczna w swojej wulgarności - wierzy w możliwość awansu społecznego. Wierzy, że William Rackham odmieni jej życie, wykupując ją z matczynego burdelu. Ją też obowiązują twarde reguły gry, przymila się więc do swojego kochanka, wychwala jego męskość, omdlewa z rozkoszy w jego objęciach. Gorzkie, bardzo gorzkie będzie jej rozczarowanie kiedy okaże się, że mimo wszystko nigdy nie zyska wolności. William traktuje ją przedmiotowo, wielbiąc niewinność chorej psychicznie żony.

Tylko szaleństwo

Całe społeczeństwo opasa sztywny gorset konwenansów. W tych konwenansach mieszczą się powszechnie odwiedzane burdele, ale nie mieści się empatia ani gotowość do pracy na rzecz społecznej zmiany. Emmeline Fox, która pomaga prostytutkom, zostaje skazana na towarzyską banicję.

Postacie zniewolone formami i zwyczajami podlegają głębokiej alienacji. Ich dystans wobec samych siebie został oddany przez wyrazisty zabieg formalny: oprócz kwestii dialogowych bohaterowie wypowiadają fragmenty narratorskie, komentują swoje własne zachowania czy uczucia przy użyciu trzeciej osoby liczby pojedynczej. Patrzą na siebie oczami, którymi patrzą na nich inni. Automatycznie oceniają samych siebie i podporządkowują się społecznym oczekiwaniom. Ten uwewnętrzniony obcy język bierze w posiadanie wszystkich, niezależnie od ich społecznego statusu. Pieniądze nie zmieniają niczego. Prawdziwa, nienegocjowalna władza ulokowana w normatywnym systemie dla nikogo nie czyni wyjątków.

Wyjściem może być tylko szaleństwo. Agnes Rackham, która wierzy w istnienie anielskich klasztorów zdrowia, dzięki swemu szaleństwu zyskuje wolność. Najbardziej cierpiąca kobieta, która myśli, że menstruacja to kara od Boga, jest w stanie wyrwać się z reguł rządzących społeczną grą. W pewnym momencie wychodzi do publiczności i wykrzykuje prosto w oczy przypadkowej kobiecie z widowni, że ta jest gruba i brzydka i w związku z tym nie powinna nosić atłasów. Taka wolność w żadnym sensie nie oznacza jednak szczęścia czy spełnienia.

Daleko?

"Szkarłatny płatek i biały" nie jest tak zwanym przedstawieniem zaangażowanym społecznie, swoją formą nie wpisuje się w modne w ostatnim czasie strategie partycypacyjne. A jednak swoim chłodnym dystansem do widza, przełamywanym tylko momentami - jak przy agresywnym ataku chorej Agnes na panią z publiczności - angażuje mnie dużo bardziej niż inscenizacje, które otwarcie domagają się aktywnego udziału widzów. "Szkarłatny płatek i biały" angażuje precyzją i mądrością, z jakimi przedstawienie zostało skonstruowane, misternym splotem tonacji gry aktorskiej poszczególnych bohaterów, scenografią, która zdaje się odzwierciedlać wewnętrzne uczucia postaci. Świat XIX-wiecznego Londynu jest pozornie bardzo daleki, a skostniała formuła tamtego społeczeństwa - od dawna nieaktualna i wyczerpana. Awans społeczny mają zapewnić kolejne rządowe programy wyrównywania szans, inność postrzegana jest jako zaleta, wolność mamy wpisaną w konstytucję. Mimo wszystko, bohaterowie tej inscenizacji wydają się dziwnie bliscy, a nawet współcześni. Najwidoczniej człowiek - mimo postępu techniki i rozluźnienia się obyczajów - nie zmienił się w istotny sposób. I ciągle tak trudno mu być szczęśliwym.

---

"Szkarłatny płatek i biały" Michel Faber

Reżyseria: Kuba Kowalski

Obsada: Agata Góral, Katarzyna Herman/Monika Krzywkowska, Justyna Janowska, Aleksandra Justa (aktorka Teatru Narodowego), Monika Obara, Anna Paruszyńska

Anna Smołowik, Miron Jagniewski, Łukasz Lewandowski, Mirosław Zbrojewicz, Wojciech Żołądkowicz, Piotr Żurawski, Radek Duda (muzyka na żywo), Tomasz Stawiecki (muzyka na żywo)

Premiera: 14 maja 2016, Teatr Studio