powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Rozśpiewany Tomek Sawyer

"Tajemnica Tomka Sawyera" wg Marka Twaina w reż. Giovanny'ego Castellanosa w Kujawsko-Pomorskim Impresaryjnym Teatrze Muzycznym w Toruniu. Pisze Piotr Woźniak.

Z wielką ciekawością, ale też z mieszanymi uczuciami szedłem na prapremierę musicalu "Tajemnica Tomka Sawyera" nieco powątpiewając, czy twórcy są w stanie czymkolwiek nas zaskoczyć, skoro przygody tego sympatycznego urwisa i jego przyjaciół wszyscy doskonale znamy. Okazało się jednak, że nie doceniłem artystów zaangażowanych w stworzenie tego widowiska.

Idąc, nawet nie przypuszczałem, że libretto i teksty piosenek napisał Jerzy Andrzej Masłowski - twórca znakomitych sztuk teatralnych i autor niezliczonych przebojów, które od lat śpiewa cała Polska (w prasowych i radiowych zapowiedziach został on pominięty, podobnie jak pominięty został scenograf - Wojciech Stefaniak twórca znakomitych rozwiązań scenicznych, które nieraz miałem okazję podziwiać; znaczy to, że w teatrze kuleje dział promocji, który zapomina, że zacni twórcy przyciągają publiczność jak magnes). Niedostatecznie też nagłośniono termin prapremiery (która wypadła w Dzień Dziecka) i szczerze mówiąc dowiedziałem się o niej w ostatniej chwili, co wiązało się ze zmianą planów na świętowanie z rodziną tego szczególnego dnia w roku. Niemniej, odwołanie wycieczki do płockiego ZOO i zakup biletów na spektakl okazały się pomysłem trafionym w "dziesiątkę".

Autor libretta z prawdziwym mistrzostwem wyjął z powieści zaledwie kilka kluczowych wątków i napisał nie tyle nową historię, co dopisał sceny, których w książce nie ma, a które mogły się wydarzyć. Z urywków książki i wymyślonych scenek ułożył wciągającą opowieść pełną nie tylko błyskotliwych, zabawnych dialogów, ale też gęstą od napięcia i grozy. W klimat dziewiętnastowiecznego, prowincjonalnego miasteczka leżącego nad Missisipi doskonale wczuł się Sławomir Wierzcholski (legenda polskiego bluesa i mistrz harmonijki), który skomponował porywającą, szlagierową muzykę, z jednej strony oddającą klimat tamtej epoki, z drugiej - urozmaiconą współczesnymi rytmami, z rapem włącznie. Aktorów (wybranych w drodze castingu) znakomicie poprowadził Giovanny Castellanos, który wyreżyserował barwne i niezwykle dynamiczne widowisko sprawiając, że akcję śledzi się z zapartym tchem, a ze sceny ani na moment nie wieje nudą.

Już pierwsza odsłona, w której ciotka każe Tomkowi malować płot uświadamia widowni, że twórcy musicalu, w czasie swej pracy znakomicie się bawili, co od razu pozwala prognozować, że nikt z oglądających nie będzie się nudzić. I rzeczywiście, wszyscy widzowie natychmiast wciągają się w akcję. Ciotka (rewelacyjna w tej roli Magdalena Smuk), od pierwszych kwestii narzuca widowisku niezwykłe tempo rozgrzewając publiczność i rozśmieszając ją do łez (Twain z pewnością byłby z niej dumny!). Sam Tomek (Mateusz Deskiewicz) podbija serca wszystkich umiejętnie przeistaczając się z roli wesołego łobuza, to w żądnego przygód marzyciela, to znów w romantyka zakochanego po uszy w Becky. Nie gorzej daje sobie radę jego przyjaciel, Joe (Bartłomiej Sudak), który w jednej chwili zaskarbia sobie sympatię widzów niezwykle realistycznie, chwilami wręcz pastiszowo grając niepoprawnego łakomczucha wciąż mówiącego o jedzeniu.

Widowisko jest dynamiczne niczym dobry muzyczny klip i nie sposób zapamiętać wszystkich scen, jednak kilka z nich pozostaje w pamięci dzięki mistrzowskim rozwiązaniom. Niezwykle zabawny jest moment, kiedy ciotka, wyśpiewując łacińskie nazwy ziół, wmusza w Tomka leczniczą miksturę, a ten robi wszystko, by jej nie wypić (szalona pogoń, w której główny bohater ucieka przed wielką flaszką gorzkiego lekarstwa dopinguje młodszą część widowni do okrzyków w stylu: "Uciekaj, Tomek!"). Bardzo przewrotna scena ma miejsce na cmentarzu (świetne rozwiązanie z przemieszczającym się murem cmentarnym i zjawami) - to właśnie tam Tomek przekonuje przesądnego Hucka, że duchy to wymysł, a cmentarz jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie (świetna piosenka o upiorach) i zaraz potem chłopcy są świadkami ponurego morderstwa. A już prawdziwym majstersztykiem jest kłótnia pomiędzy Becky (Klaudia Kuchtyk) i Amy (Agnieszka Brenzak), które konkurując o względy Tomka brawurowo śpiewają duet wymyślając sobie tak wyszukanymi, często wręcz surrealistycznymi epitetami, że publiczność szaleje z zachwytu - utwór ten z pewnością przejdzie do historii polskiego musicalu; przy okazji warto podkreślić, że obie aktorki wykazują tu niezwykły talent mimiczny.

Przedstawienie zostało stworzone zarówno z myślą o sześcio - jak też o stulatkach i nawet najbardziej wybredny teatroman znajdzie coś dla siebie. Młodsi, z zapartym tchem śledzą kolejne przygody bohaterów podziwiając nie tylko świetną grę ale też kuglarskie wręcz wyczyny aktorów (Michał Cyran wcielający się w rolę Hucka nie ogranicza się do znakomitego wyśpiewania swoich partii, ale też zaskakuje sprawnością fizyczną: żywiołowo tańczy, wspina się po dekoracjach jak wiewiórka i robi salta bawiąc dzieciarnię). Z kolei starsi (a mam tu na myśli opiekunów, którzy - tak jak ja - przyszli ze swymi latoroślami do teatru) dosłownie pokładają się ze śmiechu słysząc bardzo aktualne aluzje wyśmiewające zacofanie i zaściankowość polityków, chciwość bankierów i - co najważniejsze - religijną dewocję (w Toruniu gdzie miała miejsce prapremiera szczególnie to ostatnie jest bardzo symboliczne).

Widowisko, jak na musical przystało, jest rozśpiewane, a klimaty muzyczne zmieniają się niczym w dobrej, radiowej stacji. Jest też roztańczone, choć jak dla mnie zabrakło tu dwóch - trzech układów choreograficznych: niewykorzystany tanecznie został Radosław Smużny znakomicie grający wesołego pijaczynę - Muffa Pottera, który mógłby zrobić kilka piruetów z butelką swej ulubionej Whisky. Również Adam Mortas sugestywnie wcielający się w mrocznego Indianina mógłby odtańczyć transowy szamańsko - wojenny układ, szczególnie, że piosenka o krwawej zemście, którą śpiewa byłaby do tego dobrym pretekstem. Osobiście wolałbym też, by aktorkom i aktorom towarzyszył choćby kwintet żywych muzyków, bo gotowe podkłady zubożają całość (rozumiem jednak, że są to koszty przez wiele teatrów nie do przeskoczenia). Jednak, mimo tych i kilku innych niedociągnięć przedstawienie uważam za bardzo udane i zachęcam wszystkich, by w wolnym czasie zajrzeli do toruńskiego teatru, gdzie będą mieć okazję, by pośmiać się, wzruszyć, zasłuchać w pięknych piosenkach, zanurzyć w znakomitej scenografii i obejrzeć tyleż znaną co nieznaną opowieść o przyjaźni i miłości, a także o tym, że niezależnie od czasów w jakich żyjemy, warto być przyzwoitym.