powiększwersja do drukupoleć znajomemu

"Miarka za miarkę" Grabowskiego

"Miarka za miarkę" Williama Shakespeare'a w reż. Mikołaja Grabowskiego w Teatrze Ludowym w Krakowie. Pisze Maciej Stroiński

Aktorzy spoko (Łomnicki, Wojciechowski, Kumięga), tekst spoko (Szekspir), scenografia - nie ma. Czarne w teatrze to mogą być ściany. Anna Wintour ma co do czarnego rację, że ani elegancki, ani nie wyszczupla. Sympatyczny teatr ilustracyjny. Naprawdę, mówię bez ironii. Dają Szekspirowi powiedzieć. Startują w tempie fast forward. Dwie godziny, a nawet nie zauważyłem, kiedy usiadłem. Łomnicki gra burdelpapę, Wojciechowski wariata w piżamie, Kumięga - piczkę - zasadniczkę. Myśleliście, że inscenizują z okazji nowego tłumaczenia, ale nie - z okazji nowej władzy. Aluzyjnie, jak dawniej. Trochę zabawne, trochę nie, smakuje mi zgodnie z poglądami. Niegłupia opowieść o tłumionym pożądaniu i że "agresja zawsze wraca do ciebie". I tu wchodzi chrześcijaństwo, które jest od wybaczania. Podpowiedź dla szkół: "powieść" znaczy "opowieść" (stare tłumaczenie), a Książę może symbolizować i Prezesa, i Suwerena. Chodzi o sytuację przekazania władzy, rządzenia przez wysłanników, i czy było warto. Stylówka "Guantanamo Bay" (Boże) znaczy, że więzień jest polityczny.

PS Nigdy nie wiesz, kiedy Ludowy wyskoczy z sikłelem przedstawienia "MIÓD, albo jak chciałam się bzykać z Tomaszem Schimscheinerem". Nazywałoby się "WZWÓD, albo jak Tomasz Schimscheiner chciał się bzykać sam ze sobą". Kiedy spektakl schodzi, to mówi się "zejście" albo "pożegnanie z tytułem", a co się mówi o aktorze, kiedy wylatuje? Pożegnanie z nazwiskiem? Stracił pracę z takim hukiem, że nie tylko obsady - TYTUŁY trzeba zmieniać.