powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Dydaktyka i praktyka

"Paluchy i szuflady" Magdy Fertacz w reż. Przemysława Jaszczaka w Teatrze Lalki i Aktora w Łomży. Pisze Andrzej Lis, członek Komisji Artystycznej XXII Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Co ma zrobić mały, zdecydowanie za gruby chłopiec, który ma być pociechą dla swoich rodziców? Ma być radosny i uśmiechnięty, bo nikt w domu nie toleruje smutków. A przecież mały chłopiec ma problemy, z których nie może się nikomu zwierzyć. Dokuczają mu koledzy, bo jest grubasem, a on "zajada" kłopoty słodyczami.

Co ma zrobić mała dziewczynka, której wydaje się, że jest śliczna, a jej jedynym obowiązkiem powinno być przyjmowanie hołdów? Choć tak naprawdę to oprócz Królika nie ma przyjaciół, a do tego pewnego dnia okrywa, że jej własne serce zgniło.

Co ma zrobić mały chłopczyk, któremu wydaje się, że jest domowym saperem rozbrajającym domowe bomby? A jest ich w domu całkiem sporo, bo rodzice toczą ciągłe, wyniszczające boje, zostawiając wokół wiele ukrytych ładunków. A co będzie jak się okaże, że to właśnie mały saper jest najbardziej niebezpieczną bombą?

Co ma zrobić mała dziewczynka z dalekiego kraju, który musiała opuścić? Jak oswoić samotność, jak przełamać swoją inność? Jak się różnić, a jednocześnie być akceptowanym?

Oto cztery historie, cztery kłopoty, cztery problemy nie tylko najmłodszych, ale także rodziców, opiekunów, pedagogów. Trzeba je prawidłowo zdefiniować, znaleźć skuteczne metody ich rozwiązania, co wcale nie jest łatwe. Próbuje się z tym uporać łomżyński Teatr Lalki i Aktora dając prapremierę sztuki "Paluchy i szuflady" napisanej przez Magdę Fertacz.

Przypomnijmy, że jest to autorka wielu oryginalnych i cenionych sztuk, między innymi "Kurzu", "Absyntu", "Śmierci Kalibana", a nade wszystko "Trash story". Za tę ostatnią została laureatką pierwszej edycji Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej w 2008 roku, a sama sztuka została opublikowana w "Dialogu". Prapremierę zrealizowała jeszcze w tym samym roku Ewelina Pietrowiak w warszawskim Teatrze Ateneum, w 2012 roku do tej sztuki powrócił Marcin Liber w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze. Magda Fertacz jest również autorką sztuki dla młodszej widowni: jej "Białe baloniki" po raz pierwszy zostały wystawione w 2010 roku przez Agatę Biziuk w Teatrze Lalki i Aktora "Pinokio" w Łodzi i w szczecińskim Teatrze Współczesnym w reżyserii Piotra Ratajczaka.

Najnowsza sztuka Magdy Fetacz jest kontynuacją wątków i tematów obecnych w jej wcześniejszych dramatach. Nawiązuje do poetyckich rozważań o samotności, wyobcowaniu, próbach dostosowywania się do otaczającej rzeczywistości, skomplikowanych konfliktach emocjonalnych oraz dramatycznych poszukiwaniach rozwiązania. Na łomżyńskiej scenie próby pokazania wielostronności tego procesu podjęli się młodzi twórcy: Przemysław Jaszczak - reżyser, Mateusz Mirowski - scenograf oraz Daniel Pigoński - kompozytor. Niewielki zespół aktorów - Beata Antoniuk, Marzanna Gawrych, Eliza Mieleszkiewicz, Marek Janik, Michał Pieczatowski i Rafał Swaczyna - gra w przedstawieniu po kilka ról.

Młody reżyser, pokazujący w obecnej edycji Konkursu trzecie przedstawienie, po "Bestii" Maliny Prześlugi z Teatru Lubuskiego i "Frani Piorun" Magdy Żarneckiej z Teatru Lalki i Aktora w Wałbrzychu, z wrodzonym sobie zacięciem i temperamentem dydaktycznym ujawnionym w poprzednich przedstawieniach, zrealizował tym razem spektakl, w którym z pełnym przekonaniem opowiada o korzeniach konfliktów w świecie nie tylko dziecięcym. Stworzył wielowymiarowy świat sceniczny, w którym mieszczą się "szuflady" z problemami czwórki młodych bohaterów. Próbował znaleźć wcale niełatwą równowagę między poetyckością różnorodnych opowieści, ich emocjonalnością i nade wszystko wyrazistym i dominującym dydaktyzmem. Bardzo interesująco współtworzył rzeczywistość sceniczną scenograf, wkomponowując zręcznie i starannie pod względem architektonicznym sporą ścianą szuflad w przestrzeń niedużej sceny i tworząc całą galerię zróżnicowanych i plastycznie interesujących lalek do każdej z tych mikroopowieści. Widać w tej wspólnej pracy wielkie pokłady dobrej energii, sporej wrażliwości, i co wcale nie często się zdarza, dużo dobrego gustu i smaku.

Widziałem więc staranne przedstawienie z wpisanym weń przesłaniem dydaktycznym. Ale jednocześnie widziałem w Łomży przedstawienie z widownią złożoną ze starszej, może gimnazjalno-licealnej młodzieży, która zachowywała się tak, jakby była na innym, sobie tylko znanym, jakimś "prywatnym", rozgrywającym się między nimi samymi przedstawieniu. I sądząc po reakcjach, nie miało ono absolutnie nic wspólnego z tym, co działo się na scenie. Jakby młodzi widzowie uznali, że to wszystko co widzą, jest zbyt oczywiste.

I chociaż taka reakcja widowni zdarza się dość rzadko, to może warto zastanowić nad tym, co poszło nie tak mimo najlepszych intencji. Najwyraźniej dydaktyka rozminęła się z praktyką.