powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Anna Ciepielewska. Wspomnienie w dziesiątą rocznicę śmierci (7.01.1936 - 20.05.2006)

Anna Ciepielewska - popularna aktorka teatralna i filmowa - we wspomnieniu Witolda Sadowego.

Ilekroć myślę o Ance Ciepielowskiej, mam przed oczami jej pełną dobroci, przyjazną i uśmiechniętą twarz. Nawet kiedy trapiły ją zmartwienia i nie najlepiej działo się w jej życiu, starała się tego nie okazywać. Nie wynosić na zewnątrz. Nie obarczać swoimi sprawami innych.

Urodziła się na Ukrainie 7 stycznia 1936 roku. W Ostrodze nad Horyniem. Ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie w roku 1956. Jeszcze jako studentka Wydziału Aktorskiego debiutowała w filmie "Godziny nadziei". Na planie poznała swojego przyszłego męża Stanisława Niwińskiego. Studenta krakowskiej PWST. Zakochali się w sobie bez pamięci. Pobrali się . Przez długie lata byli szczęśliwym małżeństwem. Po ukończonych studiach pojechali razem do Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach obsługującego Kielce i Radom, gdzie dyrektorami byli Irena i Tadeusz Byrscy. Wielcy ludzie teatru. Pod ich troskliwą opieką stawiali pierwsze kroki na scenie. Uczyli się rzemiosła i sprawdzali aktorsko. Grali mnóstwo ról. Wraz z Byrskimi przenieśli się do Poznania, gdzie Irena i Tadeusz Byrscy objęli dyrekcję Teatru Polskiego. W Poznaniu zagrali w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego w ich reżyserii. Głośnym na całą Polskę, kontrowersyjnym ponoć przedstawieniu. Nie widziałem tego przedstawienia i nie dowiedziałem się nigdy, na czym ta kontrowersyjność polegała. Nawet od ich córki, Agnieszki Byrskiej. Znałem doskonale państwa Byrskich. Oboje byli ludźmi światłymi i wykształconymi. Tradycjonalistami. Ale nie zasklepiali się w przeszłości. Anka grała w "Weselu" Pannę Młodą a Staszek Pana Młodego. Tworzyli urokliwą parę .W życiu i na scenie. Często grywali razem. W Poznaniu urodził się ich jedyny, ukochany syn Grzegorz.

Kolejnym etapem ich pracy był Teatr im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach za dyrekcji Jerzego Kaliszewskiego, profesora Staszka. Tam Anka rozwinęła skrzydła. Stała się rasową aktorką. Wybitnie utalentowaną. Grała w "Kordianie" Violettę , Ifigenię w "Ifigenii w Taurydzie", Jenny w "Operze za trzy grosze", Joannę w "Świeczniku", Tytanię w "Śnie nocy letniej" i wiele innych równie wspaniałych ról. Kiedy w roku 1963 Jerzy Kaliszewski został dyrektorem teatrów warszawskich: "Klasycznego" (dziś Studio) i Teatru "Rozmaitości", ściągnął natychmiast do siebie Ankę i Stasia. W polskiej prapremierze sztuki Antoniego Czechowa "Iwanow "Anka zagrała rewelacyjnie zakochaną nieszczęśliwie i chorą na gruźlicę żonę Iwanowa Annę. W roli Iwanowa wystąpił Jerzy Kaliszewski. Z miejsca zdobyła i oczarowała warszawską publiczność. Choć stolica trudno akceptuje nowych. Annę Ciepielowską zaakceptowała natychmiast. Zachwyciła krytyków. Pisali o niej peany. Po Annie przyszły kolejne, wybitne jej role w tych teatrach .Krystyny w "Róży" Stefana Żeromskiego i Mezaliansowej w "Łaźni" Majakowskiego, które grała w Teatrze Klasycznym w Pałacu Kultury. Do Warszawy przyjechała, mając już mocno ugruntowaną pozycję .Zarówno w teatrze, jak i w filmie. Na koncie miała dwie wielkie role filmowe. Jedną u Andrzeja Munka w "Pasażerce" a drugą u Jerzego Kawalerowicza w "Matce Joannie od Aniołów". Przyniosły jej rozgłos i sławę.

Po odwołaniu Jerzego Kaliszewskiego ze stanowiska dyrektora, opuściła teatry Klasyczny i Rozmaitości i zaangażowała się do Teatru Ateneum. Do Janusza Warmińskiego. Wiodło jej się tam znakomicie .Nie schodziła ze sceny. Grała między innymi Justysię w "Mężu i żonie", Beryl w sztuce Edwarda Albee'ego "Wszystko w ogrodzie" i Panią w" Pokojówkach" Jeana Geneta.

Ostatnim teatrem, w którym pracowała w latach 1975-1991 był Teatr Nowy przy ul. Puławskiej. Za dyrekcji Mariusza Dmochowskiego, Bohdana Cybulskiego i Adama Hanuszkiewicza. Jej role z tego okresu to Joanna w "Domu kobiet" Zofii Nałkowskiej, Hestia w "Wyzwoleniu" Wyspiańskiego w reżyserii Adama Hanuszkiewicza i Tytania w "Śnie nocy letniej" Szekspira.

Nakręciła mnóstwo filmów i seriali telewizyjnych. Trzeci z ważniejszych jej filmów, który wszedł do historii polskiego kina, to "Trzy kobiety", a seriale, to przede wszystkim "Dom" i "Klan". Cieszące się ogromną oglądalnością. Występowała w licznych spektaklach Teatru Telewizji, Teatrze Polskiego Radia, w słuchowiskach i w dubbingu. Cieszyła się nieustającą sympatią publiczności. Jej aktorstwo głębokie, pełne wewnętrznej prawdy, przepojone ciepłem i dbałością o piękno mowy ojczystej, przemawiało do widza. Była wspaniałą koleżanką .Osobą pogodną, dowcipną i towarzyską. Długoletnią działaczką społeczną. Bardzo ciężko przeżyła rozstanie ze Staszkiem, ale na szczęście się nie załamała. A potem kiedy w końcówce jej życia dopadła ją straszliwa choroba, której nie można było już pokonać, dzielnie z nią walczyła. I choć odeszła dziesięć lat temu 20 maja 2006 roku, wciąż o niej myślę z czułością. Wspominam wspólnie przeżyte czasy w tym "strasznym" PRL-u, kiedy teatr był teatrem a ludzie kochali się i szanowali wzajemnie. W mojej ostatniej książce "A życie toczy się dalej" poświęciłem jej dużo miejsca.

Kiedy niedawno w Teatrze Ateneum na wieczorze poświęconym Gustawowi Holoubkowi podszedł do mnie syn Anki i Stasia, Grzegorz Niwiński, którego znałem kiedy był jeszcze dzieckiem - ogromnie się ucieszyłem. Szalenie podobny do ojca, ale także i do matki. Odżyły ponownie wspomnienia. Cieszyłem się, że mogliśmy porozmawiać przez chwilę o jego rodzicach, którzy byli nie tylko wybitnymi aktorami, ale także szlachetnymi i prawymi ludźmi.