powiększwersja do drukupoleć znajomemu

O sobie. Nie o nim. Zapiski ze spektaklu Phdre(s) w reż. Krzysztofa Warlikowskiego

Chęć ekspozycji tego co fizyczne, tego co świadczy o słabości ciała człowieka w połączeniu z pozornie sterylnym pięknem jest najważniejszą cechą spektaklu - o spektaklu w paryskim Odéonie pisze Zofia Gustowska z Nowej Siły Krytycznej.

Pusta, sterylna przestrzeń. Łóżko. Umywalka. Straponteny. Nie-miejsce, w którym rozbrzmiewa głos ludzki.

Francuska prasa, opisując spektakl, skupiła się przede wszystkim na zachwycie nad rolą Isabelle Huppert. Pięknie. Brawo. Co za wirtuozeria. Co za aktorstwo. Oczywiście. Tylko, że niestety w całej tej eksplozji ochów i achów, gubi się gdzieś istota. Osobiście, przepraszam, nie mam zamiaru egzaltować się, opisując maestrię użytych środków aktorskich. Chcę pisać o czymś dużo bardziej podstawowym.

Spektakl Krzysztofa Warlikowskiego składa się z trzech podstawowych części, których bazą są trzy różne teksty literackie: "Suka" Wajdi Mouawada, "Miłość Fedry" Sary Kane oraz "Elizabeth Costello" Johna Maxwella Coetzeego. Dla pierwszego z nich, pisanego przez libańskiego autora na zamówienie reżysera, punktem wyjścia stały się dramaty Seneki i Eurypidesa. W pierwotnym zamiarze, mający być formą ich uwspółcześnienia, ostatecznie stał się autonomicznym utworem, na nowo przetwarzającym mitologiczną i zmitologizowaną postać Fedry. Już sam tytuł tekstu (w oryginale "Une chienne") świadczy o, wyrastającej z doświadczenia Sary Kane, zmianie optyki myślenia o niej. O niej, czyli o kobiecie. O niej, czyli o istocie ludzkiej. W wiadomości do autora, przytoczonej we francuskim wydaniu tekstu, reżyser napisał: "J'adore qu'elle vomisse..." (Chciałbym, żeby zwymiotowała). Ta chęć ekspozycji tego co fizyczne, tego co świadczy o słabości ciała człowieka w połączeniu z pozornie sterylnym pięknem jest najważniejszą cechą spektaklu. W ten sposób Krzysztof Warlikowski unaocznia fałsz czystego podziału, nietzscheańskiego przeciwstawienia, którego słabości opisywał włoski filozof Giorgio Colli w "Narodzinach filozofii". Tak jak "Apollo nie jest bogiem miary i harmonii, ale bogiem opętania i szaleństwa", tak Fedra nie jest upostaciowieniem klasycystycznego piękna, ale istotą wymiotującą i pożądającą. Pierwsza część spektaklu wprowadza na scenę tajemniczą i wydawałoby się niedostępną piękność, boginię, Fedrę/Afrodytę, pogardzaną przez Hipolita, którą uważa za "luksusową kurwę, dziwkę, sukę w rui". Ta dwoistość postaci, wydaje mi się podstawowa, przez co niezwykle ważna dla samego utworu, jak i dla spektaklu, w którym zostało to zwielokrotnione: "Nie ma jednej Fedry, są Fedry, jest 1000 Fedr". Następujące po sobie kolejne sceny dekonstruują zmitologizowaną postać przemawiającej aleksandrynem nieszczęśliwie zakochanej kobiety. Ciemne okulary, figura Rolanda Barthes'a z "Fragmentów dyskursu miłosnego", zakrywające "zaburzenia" namiętności, zostają zdjęte.

Fedra rozpina Hipolitowi spodnie i zaczyna robić fellatio. Ten, urodzinowy prezent", który w zamiarze miał być aktem czułości, wyrazem jej uczuć przeradza się w zimny, mechaniczny proces kontrolowany przez mężczyznę i prowadzący do jego fizycznej ulgi. Scena z dramatu Sary Kane, odbywająca się bez słów, jest bezlitosną soczewką opisywanej przeze mnie problematyki. Kobieta/Afrodyta, która jak mówi jej córka "mogłaby mieć wszystkich", płaszczy się w niezrozumiałym, spalającym ją pożądaniu.

Swoistym powidokiem przeobrażającej się Fedry, jej emancypacji, jest postać tancerki. Milczące ciało-dla-innego. Lśniące, wijące się w zmysłowym tańcu. Istniejące przez i dla spojrzenia. Ostatnią część spektaklu poprzedza monumentalny performans jej możliwości, który zakończony został męskim okrzykiem "bravo!", rzuconym z publiczności.

Decyzja dołączenia do scenariusza spektaklu "Elizabeth Costello" Coetzeego w pierwszej chwili wydała mi się niezrozumiała. Poza świadomością wagi, jaką Krzysztof Warlikowski przypisuje temu pisarzowi, nie widziałam bezpośredniego punktu wspólnego, który łączyłby powieść z pozostałymi tekstami. Czułam jednak, że jeden z ostatnich jej rozdziałów może sprawić, że sama zadziwię się swoim niezrozumieniem. Tak też się stało. Ostatnia część spektaklu, ubrana w formę konferencji prasowej z tytułową pisarką, w dużej mierze jest przepisanym rozdziałem o niebagatelnym tytule - "Eros". Ale, co więcej. Przypis biograficzny: Elizabeth Costello jest autorką powieści, której bohaterką uczyniła Marion Bloom - żonę Leopolda, będącego centralną postacią "Ulyssesa" Jamesa Joyce'a - kobietę bez głosu, pozostawioną w łóżku.

"A co z dziewczyną, (...) jeśli potrafisz powiedzieć, jak rzecz wygląda z jego punktu widzenia, czemu nam nie powiesz, jak to odbiera on" - pyta Coetzee ustami swojej bohaterki.

Mam poczucie, że spektakl Krzysztofa Warlikowskiego jest odpowiedzią na tak postawione pytanie. Niby nic odkrywczego. Przecież już Seneka, w opozycji do Eurypidesa, u którego to Hipolit jest postacią tytułową, nazwał swój dramat imieniem Fedry. W ślad za nim poszli również jego następcy. Nie zapominajmy jednak w tym kontekście o subtelnej grze słownej, występującej we francuskim tytule spektaklu. O małym "s" dodanym na końcu. To ono ustawia całą optykę. Bohaterką nie jest Fedra, rozumiana jako jednostka posiadająca swoją przeszłość, biografię, ale kobieta. Czyli la femme a nie une femme. Kobieta, która dochodzi do głosu, która może wykrzyczeć Racine'owskie "j'aime" z jednego z najbardziej znanych monologów w światowej dramaturgii. I to "j'aime" nie zabrzmi sentymentalnie, pusto czy śmiesznie, ale będzie przejmującym krzykiem pełnoprawnego podmiotu.

W Odéonie byłam 3 kwietnia. W tym samym czasie w Warszawie kobiety wyszły na ulicę, żeby walczyć o swój głos. Zdarzają się takie momenty, miejsca wspólne, kiedy reżyser kojarzony przez Pawła Mościckiego z teatrem postpolitycznym, okazuje się być profetą, a jego paryski spektakl, papierkiem lakmusowym punktów zapalnych współczesnej rzeczywistości. 9 kwietnia byłam w teatrze. Pod sejmem.

**

"Phdre(s)" Wajdi Mouawad / Sarah Kane / J.M. Coetzee

Reżyseria Krzysztof Warlikowski

Dramaturgia Piotr Gruszczyński

Scenografia i kostiumy Małgorzata Szczęśniak

Muzyka Paweł Mykietyn

Reżyseria świateł Felice Ross

Video Denis Guéguin

Ruch sceniczny Claude Bardouil

Występują: Isabelle Huppert, Agata Buzek, Andrzej Chyra, Alex Descas, Gaël Kamilindi, Norah Krief, Rosalba Torres Guerrero.