Logo
16.02.2006 Wersja do druku

Wozzeck zwariował, bo nie był trendy

Sami żeśmy sobie winni. Krytyka, a wraz z nią widzowie przez wiele lat rozpływali się w zachwytach nad teatrem autorskim Tomaszewskiego, Grotowskiego i Grzegorzewskiego, nie dziwi więc, że - dajmy na to - Czarodziejski flet przestał być operą Mozarta, stając się dziełem Iksińskiego (reżysera), ewentualnie kreacją Igrekowskiego (scenografia), którym niejaki Mozart dokomponował ilustrację muzyczną. Dodajmy, że niewygodną, utrudniającą realizację zamysłów Twórców z Prawdziwego Zdarzenia. Przed warszawską premierą Wozzecka było i śmieszno, i straszno. Najpierw na mieście pojawiły się plakaty z wystylizowanymi na dorosłych dziećmi, kojarzące się prędzej z kampanią przeciw pedofilii niż z tragedią oszalałego golibrody z Lipska. Na burym tle trudno było dostrzec szare litery, układające się w nazwisko Berg. Potem rozpętała się "afera majtkowa", kiedy odtwórca roli tytułowej wystąpił na próbie sceny z Doktorem goły jak święty turecki

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wozzeck zwariował, bo nie był trendy

Źródło:

Materiał nadesłany

Ruch Muzyczny nr 3/05.02

Autor:

Dorota Kozińska

Data:

16.02.2006

Realizacje repertuarowe