powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Softkor

"Książka telefoniczna" Michała Buszewicza w reżyserii autora w Starym Teatrze w Krakowie. Pisze Maciej Stroiński.

Ten spektakl jest absolutnym przeciwieństwem hardkoru. Można brać uczniów w ramach lekcji WOK-u, niech zobaczą, jak wyglądał telefon na korbkę i jak się pisze wypracowanie na zadany temat. "Spis abonentów (z różnych lat, od roku 1938 do dziś) staje się pretekstem do poszukiwania tych wszystkich obszarów kontaktu między ludźmi, gdzie urządzenie umożliwia nawiązanie relacji, która bez niego nie mogłaby mieć miejsca. Książka telefoniczna jako 'analogowy facebook' pozwalający na zachowanie dużo większej anonimowości stwarza dużo szersze możliwości do zrealizowania swoich skrywanych potrzeb, przed którymi powstrzymują lęk czy nieśmiałość".

Stary Teatr potrafi się, jednak, też NIE ANGAŻOWAĆ, dając widowiska "o człowieku", łamane na "o tym, co najważniejsze". "Czy dziadek mnie kochał?", pada przez telefon. Gdyby to była chociaż zżynka z "Aniołów w Ameryce"... Rozmówca nie wie, co odpowiedzieć, bo się tylko wciela. Czyli METAFORA KONDYCJI AKTORA? Częścią szoł jest interakcja-improwizacja, której nie będę streszczał, żeby nie psuć najlepszego. Bo najlepszy był widz! Mówił swoim, dużo lepszym niż ze scenariusza, tekstem.

"Książka telefoniczna" to taka cieńsza "Kwestia techniki". Miniteatr bez zadęcia, ale również bez ambicji. Aktorzy super, tylko grać ni ma co.