EN

2.02.1993 Wersja do druku

Pani jest jak czułek

Na początek istotne wyjaśnienie. Potrzebę miłości mam i wcale nie lubię, jak ktoś jej nie ma. Kiedy słyszę ze sceny głos ordynata, który porównuje Stefcię do kwiatu czułka lub mówi o dozgonnej miłości, staram się wzruszyć. Najczęściej jednak nie wiem za bardzo, jak to się robi. Popadam w przesadę, a moja zirytowana sąsiadka zdziela mnie programem w głowę. - Płakałaś? - pytam w szatni. - Tak. - Co cię tak wzruszyło? - Zawsze płaczę jak ona umiera. A ja nie płaczę. Podejrzewam też, że nie płacze reżyser, Wło­dzimierz Nurkowski, ani odtwór­ca roli ordynata, Piotr Urba­niak. Tym większa dla nich chwała, że potrafili wziąć w cug­le swoje emocje i zrobić "Trędo­watą" bez pastiszowego dystan­su, "na poważnie". Pomogła im w tym autorka adaptacji, Joan­na Olczak-Ronikier, która skrzęt­nie powycinała najbardziej wy­bujałe pędy stylu Mniszkówny. Czułki i tym podobne fanaberie pozostawiła tylko na ozdobę. Potrafiła też wydoby

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Pani jest jak czułek

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta w Krakowie nr 27

Autor:

Marek Mikos

Data:

02.02.1993

Realizacje repertuarowe