powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Obejrzycie ten spektakl - po prostu warto

"Simy na stażu" Patrycji Sawickiej w reż. Zespołu, w ramach OFF: Premier/Prezentacji w Teatrze Ósmego Dnia w Poznaniu. Pisze Karol Barcki.

"Simy na stażu" to spektakl zrodzony w głowie Patrycji Sawickiej, zagrany przez trójkę aktorów (Ewelina Gnysińska, Marcin Zarzeczny, Krzysztof Brzazgoń), z reżyserią zbiorową.

Dlaczego od tego zaczynam swój tekst? Pędzę z wyjaśnieniami: taka praca jest mi, jak i za pewne innym grupom powiązanym z offem, bardzo bliska - spektakl tworzy cały zespół, nie jednostka. Moim zdaniem nadaje to większej autentyczności wypowiadanym ze sceny słowom. Mamy tu także dowód na to, że nowe pokolenie zawodowych aktorów nie boi się wyzwań i odejścia od schematu pracy w teatrze - bez mrugnięcia okiem nawiązali współpracę z Patrycją, pomimo, że jest to jej pierwszy spektakl.

Treść, jak można łatwo wywnioskować z tytułu, mocno zderza się z tematem stażystów, stażu i wszystkiego co z nim związane. Miałem okazję zetknąć się z tym "straszydłem", które śni się studentom po nocach - zarówno bezpośrednio jak i w opowieściach. To jednak rzecz, którą strasznie łatwo odczytać - wręcz jest podana na tacy. Mnie bardziej zaciekawiła relacja między tym, który jest "nad" i tym, który jest "pod". Tu dopiero wychodzi na wierzch ludzka natura - wykorzystuje każdą przewagę nad słabszym. Cały czas postacie muszą toczyć o coś walkę - często z góry przegraną, iść na kompromisy - często niechciane. Nie jest kolorowo, ale...

Nie jest to opowieść z potem, krwią i łzami, podana w przyjemny sposób, niby zabawna, wręcz odrealniona. Przecież mamy odniesienia do znanej gry komputerowej "The Sims", gdzie jeżeli nawet przytrafi się coś złego danej postaci, to przecież tylko część zabawy, a życie toczy się dalej. Na jej miejsce tworzy się nową, i mniej lub bardziej zaniedbuje jej potrzeby, chcąc osiągnąć (najczęściej) szczyt kariery w danym zawodzie (bo kto nie chciałby być astronautą, znanym sportowcem albo gwiazdą telewizji). Sytuacja w sztuce wydaje się taką wymyśloną rzeczywistością, lekką, przyjemną i bez konsekwencji, ale wszystko po to, by odwrócić uwagę, że co jakiś czas wbija się nam kolejne szpile, podrzuca tematy i wnioski, którymi zajmiemy się dopiero po zakończeniu spektaklu.

Nie ma wątpliwości, że spektakl ten dotyczy przede wszystkim ludzi urodzonych pod koniec lat osiemdziesiątych (a teraz to nawet i na początku lat dziewięćdziesiątych). Nie uważam jednak, że starszy widz niczego w nim nie odnajdzie, wręcz przeciwnie - wszystkie sytuacje, z jakimi spotykają się Simy, spokojnie mogą mieć miejsce w normalnej pracy na pełnym etacie.

Interesujące jest to, że aktorzy wcielają się w kilka ról, płynnie przechodząc z jednej w drugą - a zarazem grając je w taki sposób, że wydaje nam się jakbyśmy mieli przed sobą przynajmniej dwukrotnie więcej aktorów niż jest w rzeczywistości. Zastanawiałem się, czy kogoś z nich wyróżnić i po dłuższym czasie doszedłem do wniosku, że musiałbym wszystkich. Ewelina, Marcin i Krzysztof mają to coś, a co najważniejsze - w przypadku tego spektaklu i na scenie - są zespołem, a to jest jedna ze składowych jego sukcesu.

Jak wspomniałem na początku - to pierwsze dzieło Patrycji Sawickiej. I gdybym nie dowiedział się tego od autorki, nigdy bym tak nie pomyślał. Nic nie dzieje się tu bez przyczyny, żaden gest nie jest bez znaczenia, widać, że wszystko zostało dobrze przemyślane i przygotowane zanim trafiło na scenę. Gdybym za ten sceniczny "staż" miał wystawić im ocenę, byłaby bardzo dobra. Jeżeli będziecie mieć okazję, obejrzycie ten spektakl - po prostu warto.

W lutym (26.02 /piątek/ i 27.02 /sobota/) w Teatr Druga Strefa w Warszawie odbędzie się stołeczna premiera "Simów"!