Scena Polska: Baśniowa impresja o PRL-u

"Obora" Helmuta Kajzara w reż. Janusza Klimszy na Scenie Polskiej Teatru w Czeskim Cieszynie. Pisze Małgorzata Bryl w Gazecie Codziennej.

«W minioną sobotę, 23 stycznia na deskach Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego miała miejsce premiera sztuki Helmuta Kajzara "Obora", którą wyreżyserował Janusz Klimsza. Przedstawienie jest koprodukcją Wrocławskiego Teatru Współczesnego i Teatru Cieszyńskiego oraz powstało w ramach programu Wrocław - Europejska Stolica Kultury 2016.

Kajzar pisząc swoje sztuki, często odrzucał powszechne prawidła, według których budowany jest dramat. Podczas spotkania przed premierą na Scenie Polskiej Janusz Klimsza podkreślał, że "Obora" jest jedną z bardziej uniwersalnych sztuk Kajzara o możliwie klasycznej budowie w porównaniu z innymi dramatami tego twórcy. Mimo tego i w "Oborze" zostaje zachwiany tradycyjny porządek. Według konceptu Kajzara sceny tego dramatu nie wynikają bezpośrednio z siebie, sztuka jest kolażem różnych obrazów - jak we śnie. Reżyser poszedł tropem dramaturga i w "Oborze" Sceny Polskiej poszczególne sceny łączą tylko bohaterowie i miejsce akcji. Sztuka jednak nie rozwija się w tradycyjny sposób: nie ma początku, jednego punktu kulminacyjnego i odczuwalnego rozwiązania akcji. W tym kontekście może być problem z odbiorem tego przedstawienia, a zdezorientowana publiczność ma prawo w antrakcie pytać, o czym to przedstawienie właściwie jest. Taka jest jednak specyfika i stylistyka dramaturgii Helmuta Kajzara, w której przeważają poetyka snu, baśniowość oraz autobiograficzne i nieraz bardzo osobiste impresje.

Także w fabule "Obory" Kajzar umieścił wydarzenia z własnego życia. Ojciec Kajzara był kierownikiem Państwowych Gospodarstw Rolnych. Jako chłopiec Kajzar często odwiedzał więc liczne PGR-y czy instytuty zootechniki, właściwie w żadnym nie zagrzewając miejsca na dłużej. "Obora" powstała więc z obserwacji i wspomnień autora. Z tym że są to wspomnienia po latach. Jak bowiem wynika z treści dramatu, akcja ma miejsce w 1950 roku, czyli w okresie, gdy najostrzejszy komunistyczny terror właśnie rozwijał w Polsce skrzydła, z kolei sam dramat powstał już w okresie pewnej odwilży w latach 1979-1980. Cenzura osłabła nawet na tyle, że w tym samym roku dramat udało się wystawić (Teatr Mały, 1980 rok).

"Obora" kpi z władzy komunistycznej, obnaża głupotę i zacofanie propagandowego postępu, w myśl którego każdy rolnik zamiast zajmować się gospodarstwem powinien ciągle robić pseudo eksperymenty biotechnologiczne, nawet jeśli z góry są skazane na porażkę, jak na przykład sadzenie ryżu w polskiej ziemi. Sztuka jest pełna absurdów, żywcem ściągniętych z rzeczywistości PRL-u, ale też pojawia się surrealizm dołożony przez Kajzara, który puszcza do odbiorców oko. Na przykład w scenie, w której krowy nażarły się parafialnego opłatka i zaczęły mówić ludzkim głosem, a co gorsza dla ówczesnej władzy zaczęły opowiadać o rzeczywistości zza żelaznej kurtyny. "Obora" ukazuje też tragizm i uciśnienie życia zwykłych ludzi z polskiej wsi, chcących normalnie pracować w swoim gospodarstwie, ale ówczesna władza skutecznie im to uniemożliwiała.

Tą tragikomiczną ścieżką wyznaczoną przez dramatopisarza poszedł reżyser, Janusz Klimsza. "Obora" Sceny Polskiej jest przedstawieniem dopracowanym i malowniczym. Klimsza starał się przetworzyć wspomnienia Kajzara i zmaterializować je przed oczami widzów, by zobaczyli i odczuli: i baśniową scenerię, i absurdy PRL-u, i komizm zderzenia napuszonych partyjniaków z prostodusznym ludem, i tragiczny wreszcie konflikt między chęcią życia a opresyjnym reżimem. Reżyser zrobił to przy pomocy luźno powiązanych ze sobą scen, nieznacznie spajając je tylko bohaterami przemykającymi ze sceny do sceny oraz niezmieniającym się miejscem akcji: śląsko cieszyńską drewnianą chatą połączoną z oborą, w której stoi sztuczna krowa (scenografia i kostiumy: Marta Roszkopfová). Te dopracowane reżysersko i aktorsko sceny najbardziej zapadają w pamięć: baśniowa, gdy starka (Halina Paseková) przepowiada małemu chłopcu jego przyszłość, albo komiczna, gdy Miętowa (świetna Małgorzata Pikus) wygłasza tyradę w obronie "Jonka, co czapkę strącił władzy" czy pełna napięcia, kiedy gospodarz (Tomasz Kłaptocz) odmawia ministrowi (Bogdan Kokotek) sadzenia ryżu.

Jednak gdy zapadła kurtyna, zrodziło się pytanie, po co to wszystko, po co wystawiono ten naprawdę dobry warsztatowo kolaż scen? W 1980 roku Helmut Kajzar przed wystawieniem "Obory" w programie teatralnym przedstawił genezę i powody, dla których przekłada na scenę ten dramat. A jaki jest powód wystawienia "Obory" w 2016 roku? Co o nas i świecie nas otaczającym może dziś powiedzieć ta sztuka? Na to pytanie reżyser nie dał bezpośredniej odpowiedzi w swoim przedstawieniu. Jednak może ten spektakl powstał po to, by po prostu przypomnieć współczesnym, kim był Helmut Kajzar, przedstawić jego oryginalną wrażliwość w postrzeganiu świata, nietypowe podejście do sztuki teatru i sztuki życia. Jeśli taki był powód, to w Teatrze Cieszyńskim na Scenie Polskiej powstał dopracowany i całkiem wizualnie ładny artefakt muzealny.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego