W otwartej przestrzeni

Lato sprzyjało - jak się można było przekonać - spotkaniom z teatrem w otwartej przestrzeni. Na przykład w niedzielny wieczór 9 sierpnia br. zawitał do Rzeszowa "Wielki Teatr Świata" w spektaklu przygotowanym przez Andrzeja Piecucha wespół z Michałem Zaskórskim, w połączonych siłach ich zespołów artystycznych, które stworzyli - pisze Ryszard Zatorski w Echu Rzeszowa.

«Teatry - Jaruga Piecucha i Animagia Zaskórskiego - siedemnastowiecznym dramatem Pedro Calderóna de la Barcy ożywili ideę zawsze obecną w relacjach ludzi, którzy wciąż grają wszak różne role życiowe i ocena ich postępowania zależy od tego, czy robią to dobrze, a nie od ich funkcji i znaczenia w hierarchii społecznej.

Misterium to [na zdjęciu] wystawione zostało na trawie, w przestrzeni obok rzeszowskiej fontanny multimedialnej. I ów kontrast ciszy, w jakiej stojący krąg widzów chłonął wydarzenia na zaimprowizowanej, acz doskonale przemyślanej i poukładanej artystycznie scenie, wobec poprzedzającej ją krzykliwej emocji dzieci, gdy hasały w fontannie - doskonale wyrażał ciekawość tych, co przyszli i chłonęli sztukę. W przekazie poniekąd uniwersalnym - bardzo plastycznym, a chwilami wyłącznie choreograficznym i pantomimicznym widowiska, sprawnie biegnącego i nienużącego widza, sprawiły, że te sowizdrzalskie w formie obrazy przemawiały i budziły emocje.

Andrzej Piecuch podziwem widowni w Rzeszowie, a wcześniej premierowo w Siedliskach i w kolejną niedzielę występem w Wielopolu, dowiódł że pieniądze samorządowe wojewódzkie na projekt artystyczny nazwany "Ambalaże i kuglarze", wykorzystał należycie.

A w niedzielne popołudnie 16 sierpnia br. niezmordowany artysta i animator kultury Andrzej Szypuła uraczył nas pysznie klasycznym spektaklem muzycznym, komediową śpiewogrą pt. "Domek trzech dziewcząt" z muzyką Franciszka Schuberta. Jako kierownik muzyczny i dyrygent wymyślił to widowisko, przygotował je z zespołem w gościnnych przestrzeniach Wojewódzkiego Domu Kultury i był jednym z głównych bohaterów na scenie, jako przewodnik dyrygujący dyskretnie od teatralnego stolika i wprowadzający zarazem widzów w nastrój owej operetki sprzed stu lat, której premiera wiedeńska miała miejsce 15 stycznia 1916 roku. Do Rzeszowa "Domek trzech dziewcząt" Andrzeja Szypuły zawitał premierą już 13 września 2009 roku, ale obecny skład artystów jest już w dużej mierze inny niż wtedy i śmiało tegoroczny sierpniowy występ można traktować poniekąd premierowo.

Ta w zdecydowanej większości nowa obsada znakomicie wypełniła zadanie artystycznie i zachwyciła melomanów zgromadzonych przed sceną w rynku. Nie dla wszystkich stało miejsc na ławkach, zatem cierpliwie podziwiali stojąc. Szkoda, że ten teatr muzyczny, który już na stałe potwierdził swoje miejsce w Rzeszowie - wspomagany nie tylko honorowo przez prezydenta miasta Tadeusza Ferenca i ambasadora Austrii dr. Thomasa M. Buchsbauma - jest za ubogi by w spektaklu mogła zagrać na żywo orkiestra symfoniczna. Także oszczędną scenografię na scenie przy ratuszu szczęśliwie w sposób naturalny poszerzało urbanistyczne staromiejskie otoczenie rzeszowskich kamienic, bardzo adekwatne do klimatu wiedeńskiej ulicy sprzed prawie dwóch wieków, gdzie rozgrywa się akcja śpiewogry. Ta komediowa muzyczna sztuka króluje już od wieku na scenach operetkowych w świecie. W Rzeszowie pojawiła się dzięki artyście muzykowi, kompozytorowi i dyrygentowi Andrzejowi Szypule, który przewodzi Rzeszowskiemu Towarzystwu Muzycznemu.

Natomiast 21 sierpnia w baligrodzkiej cerkiewnej scenerii twórca widowiska "Wyżej niż połonina" Tomasz A. Żak, autor i reżyser zarazem, poezją i muzyką Wojtka Belona i innych autorów, m.in. związanych swego czasu z zespołem Wolna Grupa Bukowina, ubraną w sceny przez się napisane o mitach zakapiorów bieszczadzkich, zgrabnie buduje atmosferę, która daleko wykracza poza proste skojarzenia i oceny tych często kontrowersyjnych ludzi. Odmieńców, którzy pojawili się i zostali w Bieszczadach z własnego wyboru lub losowych przypadłości. Czasem szokują zachowaniem, nierzadko jednak wzbudzają zaciekawienie twórczymi owocami malarskimi czy rzeźbiarskimi albo nawet poetyckimi. Budują ten swoisty mit niesiony w świat przez tych, którzy się z nimi zetknęli. Obudowani legendą, jak Lutek Pińczuk z Połoniny Wetlińskiej, gdzie w przeddzień premiery aktorzy Teatru im. Siemaszkowej gościli i wdychali atmosferę gór, by zejść do Baligrodu i w surowych jeszcze wnętrzach cerkwi wciąż remontowanej, artystycznie przekazać te mity i prawdy ujęte przez Tomasza Żaka.

Przynieśli czytelną i spajającą widowisko legendę nieżyjącego poety, muzyka i barda Belona. Słychać też w tym spektaklu krwawe echa powojenne, pojawiają się różne dylematy moralne. Stawia Tomasz Żak swoisty pomnik tym ludziom "opętanym Bieszczadem. Ciekawa inicjatywa teatru pod wodzą Jana Nowary, by wyruszyć w wakacje do widzów tam, gdzie twórca widowiska pomieścił jego bohaterów. Bo po Baligrodzie była Cisna i Wetlina, a w kolejne tygodnie Zatwarnica, Ustrzyki Dolne, Olszanica, Sanok, Zagórz, Polańczyk i Lesko. Ciekawe doświadczenia dla artystów i widzów.

Te wszystkie wspomniane wyżej plenerowe spektakle pomagały wyzwolić z gnuśności nastroje przygwożdżone sierpniowym żarem. Pobudzały emocje, a może i refleksje, że warto czynić dobro z myślą nie tylko o sobie, ale i o innych wokół nas.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego