Patrzcie Jankesi, jak robić musical!

- Kiedy po kilku latach Andrzej Strzelecki przekształcił Teatr na Targówku w Teatr Rampa, Józefowicz chciał właśnie tam reżyserować swój musical. Ale panowie nie mogli się dogadać i Janusz odszedł z Rampy. Miał jednak szczęście, bo poznał wówczas biznesmena Wiktora Kubiaka, a ten zgodził się sponsorować nowe przedsięwzięcie pod tytułem "Metro" - pisze Mariusz Czajka w Fakcie.

«Kiedy zagraliśmy "Metro" na Broadwayu w Nowym Jorku, dostaliśmy owacje na stojąco. Orkiestra, złożona z amerykańskich muzyków zaczęła nagle grać polski hymn. Poczułem się jak na olimpiadzie. Łzy mi płynęły po policzkach, aż w końcu trysnęły przed siebie, bo takie przyjęcie w Ameryce to byto coś! Przyszła potem do mnie Ewa, żona - Janusza Stokłosy, który skomponował muzykę do "Metra", i mówi: - Maniek, jak ty pięknie płakałeś!

Na początku lat 80. byłem w szkole teatralnej na jednym roku z Januszem Józefowiczem. Akurat wybuchł strajk studentów. Nie było co robić, więc spotykaliśmy się w kilku kolegów u Janusza w kuchni i spożywaliśmy różne fajne alkohole. Pewnego miłego wieczoru zaczęliśmy rozmawiać o swoich marzeniach. - Chłopaki! - powiedział Józefowicz. - Moim największym marzeniem jest zrobić polski musical, pojechać z nim do Ameryki i pokazać, k...a, tym Jankesom, jak to się robi. Kiedy po kilku latach Andrzej Strzelecki przekształcił Teatr na Targówku w Teatr Rampa, Józefowicz chciał właśnie tam reżyserować swój musical. Ale panowie nie mogli się dogadać i Janusz odszedł z Rampy. Miał jednak szczęście, bo poznał wówczas biznesmena Wiktora Kubiaka, a ten zgodził się sponsorować nowe przedsięwzięcie pod tytułem "Metro". Janusz zaczął robić nabory. Jeździł po Polsce, po Czechach i Rosji. Zrobił casting, wybrał ludzi i tak powstała pierwsza brygada musicalu "Metro". W 1992 roku - rok po polskiej premierze - pojechaliśmy z nim na Broadway. Nawet tam to było coś nowego - pierwszy musical z użyciem efektów laserowych. Zagraliśmy 30 przedstawień przedpremierowych. Widownia płakała z zachwytu. To był wielki sukces. Problem polegał na tym, że na początku naszego pobytu w Stanach Zjednoczonych świętej pamięci Wiktor Kubiak udzielił wywiadu do "New York Times'a", w którym odgrażał się, że pokażemy Ameryce, jak się robi Broadway. Wyraził się tak niezręcznie, że już przed pierwszym wyjściem na scenę mieliśmy przerąbane u tamtejszych krytyków. Skrzyknęli się i powiedzieli: - Uwalamy ich! To był największy błąd, bo gdyby Kubiak nie nagadał tych bzdur, to byśmy tam do dzisiaj siedzieli.

Pierwsze metro w Polsce

Pod Warszawą dopiero drążono tunel metra, kiedy na deskach Teatru Dramatycznego w Pałacu Kultury i Nauki święcił triumfy musical, którego akcja rozgrywa się właśnie w podziemnej kolejce. Uliczni artyści wystawiają tam spektakl dla pasażerów i marzą o karierze. Główną rolę grał śpiewający weterynarz Robert Janowski. Publiczność zachwycała się też Edytą Górniak i Katarzyną Groniec. Kiedy dyrekcja Teatru Dramatycznego odmówiła artystom wynajmu sali, fani przykuwali się do drzwi, a kompozytor Janusz Stokłosa groził, że "spali swoje kudły". Spektakl przeniósł się w końcu do Studia Buffo. Jest tam grany do dzisiaj. A osiem lat po polskiej premierze zawojował także Moskwę.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego