"Napis" w reż. Macieja Englerta w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Tomasz Mościcki w portalu Polskiego Radia.
Tego jeszcze na scenie warszawskiego Teatru Współczesnego nie było. Wszak scena przy Mokotowskiej znana jest z nieskazitelnych manier, umiaru, dyskrecji, a nade wszystko - dobrego smaku. W tej pieczołowicie kontynuowanej tradycji pojawił się wyłom. W pierwszej scenie najnowszego przedstawienia raz po raz padało nieprzyzwoite słowo, które w naszym kraju na ścianach bloków i wind wypisywane jest z ortograficznym błędem. To słóweczko ze sztuki Géralda Sibleyrasa pojawiło się w windzie solidnej mieszczańskiej kamienicy ulokowanej w dobrej dzielnicy. Skandal, bo przecież taki fakt nigdy wcześniej nie miał tam miejsca. A że poprzedził owo plugastwo znak równości i nazwisko nowego lokatora - skandal tym większy. A ze sceny pada bez przemilczania, bez żadnej cenzury! Tego więc do tej pory we Współczesnym nie było. Choć - przypomnijmy - drastyczność na tej scenie już zagościła, a było to dwa lata temu w granym do dziś z powodzeniem Poruczniku z Inish