powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Proste historie

O "Hideout/Kryjówce" Patrycji Dołowy w reż. Pawła Passiniego, neTTheatre z Lublina na 50. OPTMF Kontrapunkt w Szczecinie pisze dla e-teatru Michał Centkowski.

Siadamy wokół ramy starego łóżka, na której przy nikłym świetle sfatygowanej lampy siedzą dwie młode, dość staromodnie ubrane kobiety, które opowiadają nam o swoim niezwykłym przedsięwzięciu. O odkrywaniu zapomnianych, bądź przemilczanych rodzinnych historii ocalających i ocalałych.

W chwilę później, kolejno wprowadzeni zostajemy przez jedną z narratorek do przedziwnego, ciemnego i klaustrofobicznego mikrokosmosu. Do kryjówki. Tam rozgrywa się spektakl o lęku oraz nadziei, trwaniu i pochłaniającej bez reszty nicości. I choć spektakl z założenia, o czym przypomniał przed pokazem reżyser, zwykle rozgrywa się w przestrzeni prawdziwego mieszkania na Powiślu, scenę Teatru Polskiego udało się zaaranżować tak, by widzowie mogli doświadczyć grozy a jednocześnie niemal surrealistycznej, baśniowości krainy zamieszkiwanej przez tych, którym tam na powierzchni, odmówiono prawa do istnienia. Dzięki przypominającej kolaż, przemyślanej konstrukcji dramaturgicznej swobodnie łączącej fragmenty autentycznych wspomnień oraz historii ocalonych, fabularyzowaną biografię zaangażowanej w ratowanie uciekinierek z warszawskiego getta aktorki Ireny Solskiej oraz przewrotnie dość zainscenizowanych fragmentów z "Wesela" i "Sędziów", udaje się twórcom spektaklu uniknąć zarówno publicystycznych diagnoz dotyczących stosunków polsko-żydowskich, jak i łatwych wzruszeń, czy też emocjonalnej egzaltacji.

Jest w tym spektaklu jakaś pociągająca intymność.

Ten rodzaj swoistej archeologii wspomnień, którą uprawiają Paweł Passini oraz Patrycja Dołowy, udowadnia po raz kolejny, że najbardziej poruszają te zwykłe, gdzieś z boku, szeptem tylko wypowiadane, często mimo całej grozy, niepozbawione humoru zwykłe historie. Takie, którymi wielu z bohaterów spektaklu, podobnie jak Irena Solska, wcale nie czuło potrzeby się dzielić ze światem.

Bo "przecież nie robiliśmy nic nadzwyczajnego".