powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Podwójne Solo

50. jubileuszowy Kontrapunkt zainaugurowały dwa głośne spektakle, imponujące rozmachem aktorskiej pracy - ze Szczecina pisze dla e-teatru Michał Centkowski.

"Seks, prochy and rock n roll", pierwszy w historii polskiego teatru "one man show" w reżyserii Jacka Orłowskiego, w wykonaniu Bronisława Wrocławskiego swą premierę miał przed 18 latu na deskach Teatru imienia Jaracza w Łodzi. Spektakl wznowiono specjalnie na jubileuszową edycję festiwalu. Blok konkursowy otworzył z kolei monodram, "bez słów" w wykonaniu Danuty Stenki wyreżyserowany przez Yanę Ross, wyprodukowany przez Łaźnię Nową i Tr Warszawa. Obydwa spektakle, choć dotykające zupełnie różnych obszarów okazały się interesującą teatralną przygodą. Pozostawiającą jednakże pewien niedosyt.

Tekst Bogosiana to barwne spojrzenie na Amerykę lat 90 z perspektywy samotnych, owładniętych konsumpcjonizmem, ludzi sukcesu - mieszkańców luksusowych domów na przedmieściach, rekinów biznesu, oraz wszelkiej maści freaków, wyrzuconych poza nawias "amerykańskiego snu" i zdrowego społeczeństwa odszczepieńców, bywalców spelun, zamieszkujących ulice oraz brudne zaułki wielkich miast.

Ten barwny, choć niepozbawiony uproszczeń. portret trawionych obsesją posiadania mieszkańców "kraju wolnych, ojczyzny odważnych" jakoś niepokojąco zgrabnie przystaje do opisu dzisiejszej Polski, bohaterów i beneficjentów jej niedawnych demokratyczno rynkowych przemian. Gorzej niestety z warstwą formalną spektaklu, która wyraźnie nie wytrzymała próby czasu.

I choć zdarzają się w tym niemal dwugodzinnym spektaklu momenty znakomitego, pełnego dystansu, swobodnego i autoironicznego aktorstwa, jak choćby spędzającego życie na grillowaniu mieszkańca domu otoczonego potrójnym drutem kolczastym, opowieść uciekającego przed miejską "hołotą"- to jednak dominują dość niestrawne, kabaretowe zagrywki, przeplatane nieco pretensjonalną "poetyckością" co bardziej mrocznych kawałków.

"Koncert życzeń" (na zdjęciu) z jednej strony jawi się jako przejmujące studium samotności współczesnego człowieka, otoczonego niezliczoną ilością narzędzi ułatwiających komunikację, z drugiej zaś jako fascynujący sceniczny eksperyment, podróż do granic teatralnej iluzji. W obu przypadkach spektakl Ross niesie z sobą ogromny potencjał, którego ostatecznie nie udaje się jednak wykorzystać. Jeśli bowiem opowieść o samotności, to chyba jednak utkana ze zbyt wielu klisz i stereotypów - nerwica natręctw, pracoholizm, brak rodziny. Jeśli zaś prowokacyjna próba badania granic tego co teatralne i rzeczywiste, to zwykle skutecznie pacyfikowana przez obsługę widowni.

Jest jeszcze coś. Precyzyjna kontrukcja oraz aktorski kunszt Stenki, która jest w stanie bez słów wykreować na "scenie" sugestywną, intrygującą postać, choć fascynujące, stają się w pewnym sensie pułapką. Jakoś trudno bowiem ostatecznie uwierzyć, że ten perfekcyjnie wyreżyserowany, po mistrzowski wygrany świat bohaterki jest lustrem, w którym przejrzeć mógłby się każdy z nas.

Dziś w programie m.in. sceniczny projekt Barbary Wysockiej- "Szapocznikow. Stan nieważkości". Teatralny kolaż, będący próbą zmierzenia się z postacią niezwykłej kobiety, artystyki - Aliny Szapocznikow.