Aurora oddaje głos

W progu sali leży skulona drobna kobieta. Wokół niej potłuczone szkło. Żeby dostać się do środka, trzeba nad nią zrobić krok. Wiem, że to teatr, ale uwiera mnie myśl, że minęłam, zamiast pomóc. Tak zaczynają się "Akty", przedstawienie przygotowane przez tancerkę Aurorę Lubos - pisze Izabela Szymańska w Gazecie Wyborczej - Wysokich Obcasach.

«- Przeczytałam artykuł w gazecie i pozostał mi taki obraz w głowie: schody, u podnóża stoi kilkuletni syn, a kobieta, jego matka, zostaje zrzucona z góry przez swojego partnera. Chciałam coś zrobić wokół tematu przemocy w rodzinie - opowiada Aurora.

Od 14 lat pracuje w teatrze tańca Vincent Dance Theatre w Brighton. Mieszka na wsi na Pomorzu. Tu przygotowuje swoje autorskie projekty - przedstawienia, performance'y, bliskie teatrowi zaangażowanemu społecznie.

Pracę nad "Aktami" zaczęła od cyklu warsztatów - arteterapii w ośrodkach pomocy dla kobiet, które uciekły od przemocy domowej. Nie było łatwo znaleźć chętnych do współpracy. Kiedy więc dwa lata temu dowiedziała się o konkursie zorganizowanym przez Elżbietę Radziszewską, ówczesną pełnomocniczkę rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn ("Miłość z podbitym okiem? Listy nadziei. Twoja historia może uratować komuś życie"), zgłosiła się do organizatorów, by przejrzeć nadesłane listy. - Dostałam plik przerażających historii. Kiedy je czytałam, dotarło do mnie, że każda przemoc ma podobny cykl składający się z trzech etapów: narastania agresji, wyładowania i ciszy. Ta cykliczność jest podstawą konstrukcji spektaklu - opowiada.

Na ścianach sali, w której odbywa się spektakl, wiszą białe kartki. Aurora pisze na nich słowa. Zapisana jest już suknia leżąca na środku sali. To fragmenty historii kobiet z listów. Biała suknia stanie się za chwilę narzędziem opresji.

Aurora Lubos nie chciała pokazać swojej bohaterki tylko jako ofiary. Gdy częstuje widzów wódką i biszkoptem, jest gospodynią domu, w którym dochodzi do przemocy. Współodpowiedzialną za to, co się tam dzieje.

Spektakl pokazywała na różnych scenach w całej Polsce, m.in. na wrocławskim festiwalu Mandala, Polskiej Platformie Tańca w Lublinie, w warszawskim Teatrze Powszechnym. Zazwyczaj - w sali galeryjnej z dużymi oknami, za którymi widać bloki, zwykłe życie. Do teatru nie przychodzi cały przekrój społeczeństwa, dlatego fragmenty "Aktów" pokazała także w przestrzeni miejskiej.

Sesję zdjęciową do plakatu spektaklu, na którym ubrana tylko w halkę trzyma nóż, zrobiła w środku zimy na polu. - Sąsiedzi już się przyzwyczaili. Pomagają mi, przynoszą kurze nóżki, 50 kg pszenicy - śmieje się Aurora.

Jest ze Śląska, wyjechała do Gdańska, żeby tańczyć w Gdańskim Teatrze Tańca, szybko zaczęła pracować w Anglii. - Charlotte Vincent, założycielka teatru, w którym gram, dba o potrzeby rodzinne tancerzy, więc jak robimy projekt, to jedzie ze mną partner i dzieci. Ale na co dzień wygodniej mieszka mi się w Polsce, poza miastem. Lubię żyć według cyklu pór roku.

Poproszono Aurorę, żeby wystąpiła podczas finału konkursu "Miłość z podbitym okiem? Listy nadziei. Twoja historia może uratować komuś życie". - Pokazałam scenę z suknią. Miałam przed sobą oczy, twarze osób, które doświadczyły przemocy. Po spektaklu usłyszałam: "Graj to!". Chciałabym oddać im na scenie głos.

Najbliższy spektal "Aktów" w wykonaniu tancerki Aurory Lubos odbędzie się 11 kwietnia podczas białostockiego Festiwalu Kalejdoskop»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego