Dlaczego oszalałeś Roberto?

«W dziele sztuki - powiada Hans Georg Gadamer - stykamy się z czymś bliskim, a jednocześnie to zetknięcie w zagadkowy sposób wstrząsa nami i burzy zwyczajność. W radosnej i strasznej grozie dzieło sztuki oznajmia: "To jesteś ty - ale mówi także: Musisz zmienić swoje życie". W tych kategoriach rozumiana sztuka może stać się dla nas swego rodzaju "podręcznikiem życia". Uniwersalnym modelem typowych postaw, racji, zdarzeń i sytuacji międzyludzkich, ćwiczącym nie tylko wyobraźnię ale i wrażliwość na losy ludzkie. Zrozumienie innego człowieka.

Nadrzędnym sensem sztuki jest więc interpretacja, a ta najlepiej sprawdza się w rozmowie z partnerem, w wymianie zdań, dyskusji. "Antygona" Sofoklesa w teatrze starogreckim nie tylko miała widzom dostarczyć swego rodzaju katharsis. Ona miała sprowokować ludzi do sporów i dyskusji. Przypominać im ich obowiązki i nakazy moralne. Stawiać pytania, dotyczące aktualnie najważniejszych dla nich spraw i problemów. Dla starożytnych Greków taką sprawą najważniejszą był zapewne nakaz moralny pogrzebania najbliższych, i to nawet wtedy, gdy narażało się na konflikt z władcą. Co dzisiaj jest takim najważniejszym problemem naszych czasów? Chyba rozbicie norm moralnych, wykorzenienie kulturowe społeczeństwa, brak więzi międzyludzkich, narastający strach przed innym człowiekiem i terroryzm. A więc to właśnie o czym mówi Bernard Marie Koltes w sztuce "Roberto Zucco", która wchodzi właśnie na afisz Teatru Nowego w Poznaniu.

Tytułowy bohater Koltesa, Roberto Zucco jest mordercą. Potwornym mordercą. W pierwszej odsłonie poznajemy go, gdy ucieka z więzienia po zabiciu ojca. W drugiej, odwiedza dom rodzinny. I zabija w nim matkę. Dlaczego jednak żegnając się z nią synowskim uściskiem, dusi ją? A potem z zimną krwią zabije jeszcze chłopca? Dlaczego jednak zabija? Dlaczego morduje i w dodatku jeszcze bez żadnego właściwie dającego się odczytać motywu. I bez jakiejś wymiernej dla siebie korzyści. Czyż nie ma ten Zucco żadnych uczuć? Przecież tlą się w nim one, skoro ujawnia je wobec obcych? Może częściową przynajmniej odpowiedzią na to pytanie jest zachowanie matki. Wobec syna ma tylko jedno uczucie - bezgranicznego strachu.

Ona w długiej z nim rozmowie, ani razu nie zwraca się przecież do niego po imieniu. Ale to żadne wyjaśnienie. Psychika Zucco, dla którego prototypem stał się morderca z pierwszych stron gazet o podobnym nazwisku, właściwie pozostaje dla nas nieodgadnięta. Koltes nie daje odpowiedzi wprost na żadne z tych pytań. Co najdziwniejsze, nie ma w tej sztuce nic z klasycznego moralitetu. Koltes pokazuje w kilkunastu scenkach tytułowego Zucco z zastanawiająco bezosobowym chłodem i dystansem.

Sztuka mówi o samotności, o całkowitym rozbiciu więzi rodzinnych. O przeraźliwej pustce otaczającej wszystkie występujące w tej sztuce postacie. O braku poczucia więzi kulturowych. Nie ma rodziny. I nie ma uczuć rodzinnych. Brat sprzedaje swą siostrę na ulicę. Siostrzana miłość gdzieś tam jednak tli się. Nikt nie czuje więzi ze środowiskiem, z tradycją, z własną rodziną. Sztuka jest drastyczna, ostra, straszna w swej wymowie, ale świetnie przecież napisana. Dlaczego jednak się ją wystawia? W opinii dyrektora Eugeniusza Korina teatr powinien rozmawiać z widzem o tym, co najbardziej teraz go interesuje. A każdy kto ma rodzinę, odczuwa strach przed terroryzmem i bezprawiem. I jeśli się pojawi wprost mówiąca o tym świetna teatralnie sztuka, to nie tylko trzeba je wystawić, ale i porozmawiać o niej. Zdaniem E. Korina ta właśnie sztuka może być tematem do rozmów, spotkań i dyskusji w rodzinnym gronie.

- Idealna byłaby taka sytuacja - mówi on - gdyby ojciec z synem, matka z córką albo wszyscy razem po prostu ze sobą po wspólnym obejrzeniu przedstawienia porozmawiali.

Cel zostałby osiągnięty, gdyby przedstawienie wyzwoliło w nas gotowość do takiej dyskusji. Może pozwoliłaby ona uchwycić to, jak różne generacje widzą problemy rodziny, jak układają się międzygeneracyjne więzi? Ile jest miłości w rodzinie, wiary i dekalogu? Jak funkcjonuje w praktyce wychowanie w rodzinie, na ile pomocny może być w tym względzie Kościół?

Dlaczego oszalałeś Roberto? - pyta w programie do poznańskiego przedstawienia Peter Stein, reżyser sztuki w berlińskiem Schaubuhne. Dlaczego oszalałeś Roberto? Dlaczego świat współczesny oszalał? Dlaczego ludzie czują się tak samotni, pełni strachu i niemożności. To jest temat na który warto i należy porozmawiać. A nawet koniecznie trzeba ze sobą rozmawiać.

I do takiej rozmowy Teatr Nowy wspólnie z "Głosem Wielkopolskim" zapraszają swych widzów i czytelników. Do rozmowy nie o przedstawieniu, ale o sprawie która to przedstawienie podejmuje. O rodzinie, o samotności, o owym rozpadzie moralnym świata, tak charakterystycznym przecież teraz dla naszych czasów. A przede wszystkim chyba dla takich społeczeństw, jak nasze, w procesie zasadniczych zmian i transformacji ustrojowych, zagubione i nazbyt chyba zachłyśnięte wolnością.

Teatr Nowy oraz redakcja "Głosu Wielkopolskiego" chcieliby poznać odczucia i myśli tak ludzi dorosłych, jak i młodzieży nasuwające się im po obejrzeniu tego przedstawienia. Przede wszystkim interesuje nas to, jak widzą oni sprawy rodziny, terroryzmu, przemocy, strachu przed innym człowiekiem j zagrożenia. I kto ich zdaniem może pomóc w przywróceniu tego tak zachwianego ładu moralnego? Wychowanie w rodzinie, szkoła, Kościół, uwrażliwiająca na te sprawy swych odbiorców sztuka? Teatr i "Głos" oczekują w miarę krótkich wypowiedzi na ten temat. Jury, w skład którego wejdą między innymi prof. prof. Kazimierz i Irena Obuchowscy, Wiesława Machalica, Eugeniusz Korin, Milan Kwiatkowski i reprezentujący "Głos" Olgierd Błażewicz, przyzna nagrodę główną - wycieczkę zagraniczną - a najciekawsze prace zostaną opublikowane. Prace można nadsyłać do 15 maja na adres: Teatr Nowy, ul. Dąbrowskiego 5 w Poznaniu lub do redakcji " Głosu" z adnotacją na kopercie "Zucco".»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego