powiększwersja do drukupoleć znajomemu

"Medúlla" światowa prapremiera opery Björk

4 lutego, w Teatrze La Monnaie w Brukseli w Sali Mallibran odbyła się światowa prapremiera opery "Medúlla " Björk - islandzkiej kompozytorki muzyki alternatywnej - pisze Iwona Karpińska.

Płyta "Medúlla ", na podstawie której opracowano operę o tym samym tytule, została wydana w 2004 roku, a była ona reakcją Björk na ataki terrorystyczne z 2001 roku i miała stanowić protest o światowym zasięgu przeciw rozprzestrzeniającej się epidemii rasizmu oraz przeciwstawienie się pogardzie, ograniczeniom oraz nierównemu traktowaniu człowieka przez człowieka ze względu na płeć, pochodzenie, kolor skóry, wyznawaną religię, czy też orientację seksualną ka.

Aby taki protest był zauważony należało przygotować coś zupełnie odmiennego, szczególnego, coś, co na pewno zwróciłoby uwagę słuchaczy i na poruszane w niej tak ważne kwestie. Album nie mógł zostać niezauważony, jeśli miałby przynieść oczekiwane rezultaty.

Björk zadecydowała więc zrezygnować prawie zupełnie z instrumentów, postawiła tylko i wyłącznie na głos ludzki, przez co tak radykalnym sposobem chciała osiągnąć brzmienie pierwotne, zbliżające ją do rdzenia, podstawy żyjącej istoty. Dlatego też tytuł "Medúlla " , dlatego odrzucenie nieprzystających do natury przedmiotów. Tylko głos jej i muzyków, którzy ze swoich wokaliz wyczarowali urzekającą całość. Człowiek i jego głos - tym zabiegiem doskonale pokazała jakie są największe wartości tego świata - tą wartością jest po prostu CZŁOWIEK.

Islandka jest bardzo charakterystyczną, wyrazistą, niszową wokalistką, a album ten - pobudzający wyobraźnię i uruchamiający coraz bardziej odrętwiałą wrażliwość - został przemyślany jako zdecydowanie introwertyczny, nie dla przypadkowych słuchaczy.

Z taką właśnie materią zmierzyli się realizatorzy brukselskiej operowej prapremiery.

Sjaron Minailo - izraelski reżyser specjalizujący się w eksperymentalnym wystawianiu oper, postawił na muzykę oraz na emocje, których doświadczamy słuchając jej. Już na wstępie zaskoczył mnie swoim pomysłem - całą scenę wokół obudował czarną wysoką siatką , przez co widownia była zupełnie odizolowana od artystów oraz dziejących się na niej wydarzeń. I tu pojawił się u mnie pierwszy protest, wewnętrzny bunt - dlaczego takie ograniczanie mojej wolności, dlaczego nie mogę wszystkiego zobaczyć tak, jakbym tego chciała? Po co jest ten mur między widownią a artystami, mur który tak bardzo zasłania widoczność, który sprawia, że wszystko to co dzieje się w środku sceny jest ciemne i mroczne, dalekie i niedostępne i budzące strach ? I w tym momencie uzmysłowiłam sobie, że było to genialne pokazanie ograniczeń oraz barier, jakie każdego dnia spotkamy w swoim życiu. Odruchowo zrodziła się we mnie potrzeba pokonania tej bariery, która mi ogromnie przeszkadzała.

Henrik Vibskov - duński projektant mody jest autorem kostiumów, które również zostały wspaniale przemyślane. Czarnej amerykańskiej kobiecie - sopranistce Robercie Alexander - przypisano zupełnie czarną sukienkę, a niderlandzkiej mezzosopranistce Mireille Capelle - czarną sukienkę z małymi białymi motywami, przez co były tak ciemnymi elementami , że czasem znikały nam z pola widzenia, kiedy patrzyło się na scenę przez czarną siatkę. To może wspaniale symbolizować problem "nieistnienia" w życiu społecznym kobiet np. w islamie oraz ograniczeniom praw i wolności kobiet w innych kulturach.

Mężczyźni - zarówno tenor Kevinowi Walton, jak i bas Frode Olsen otrzymali kostiumy do złudzenia przypominające stroje militarne.

W tym miejscu chciałam podkreślić, iż odnosiłam wrażenie, iż panie przez cały czas trwania opery niezależnie od treści, śpiewały z bardzo smutnymi wyrazami twarzy, co mogę interpretować, jako ich wewnętrzny krzyk sprzeciwu przeciwko niesprawiedliwościom w traktowaniu kobiet we współczesnym świecie, a panowie mieli niesamowicie groźny, budzący postrach wyraz twarzy, tak jakby mężczyznom przypisywanie tylko rolę wojowników. Typ tak dobrze nam znanego "macho".

Przeciwwagą dla tych postaci była Jackie Janssens, która pełniąc jakby rolę kapłanki w tym misterium, ubrana została w biało czerwony strój przypominający ornat kapłanki, wyróżniał ją także niesamowity i nie spotykany gardłowy głos. To było cudowne doświadczenie!

Bardzo istotną rolę odegrał w tym spektaklu chór dziecięco - młodzieżowy. Denis Menier oraz Benoît Giaux wspaniale przygotowali te fantastyczne młode głosy, a aranżacje przygotowane przez Anat Spiegel sprawiły, że opera stała się nową aranżacją płyty Björk. Dzieci ubrane były w kostiumy przypominające krainę lodowcową w Islandii, z której pochodzi kompozytorka, natomiast dla mnie zyskały nowy wymiar - biel ich kostiumów była symbolem niewinności, z jaką rodzą się dzieci, a które w późniejszym życiu są kształtowane przez nas dorosłych. I tylko od nas zależy jakie będą miały przekonania oraz jakie będą wyznawały wartości. Dzieci biorące udział w czynnościach rytualnych swoimi gestami pokazywały chęć jedności , przyjaźni i pokoju i można było odnieść wrażenie, że przekazują te przesłania dorosłym, że u dorosłych od nowa wskrzeszają chęć życia w pokoju i przyjaźni ze wszystkimi.

Jedynymi instrumentami użytymi podczas tej opery były rytualne bębny oraz gongi, na których grał Simon Weetjens - oraz fragmenty muzyki elektronicznej, którą przygotował Henry Vega - doskonale uzupełniały harmonijne brzmienie chórów, solistów., które momentami przenosiły nas w inny wymiar.

W centralnym punkcie sceny znajdował się wg mnie symbol galaktyki, który stanowił rdzeń całej scenografii, był takim punktem wyjścia, odniesienia, a siadające w przyjaznych kręgach dzieci symbolizować mogły jej planety.

Kierownictwo muzyczne nad całością sztuki powierzono Bassemowi Akiki - polsko - libańskiemu dyrygentowi młodego pokolenia, który nie miał łatwego zadania, ponieważ całością dyrygował z antresoli.

"Medúlla " Björk w La Monnaie to na pewno opera, a raczej pełen emocji operowy rytuał , który mam nadzieję trafi do słuchaczy, którzy na co dzień nie fascynują się sztuką operową oraz które twierdzą, że się na niej nie znają. To jest rodzaj sztuki, który analizuje się jeszcze po opuszczeniu sali i o którym tak łatwo się nie zapomina. Głos chóru dziecięcego mam w pamięci do dziś. Brawo zespół La Monnaie!