powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Standing ovation do prokuratury

Współczesne, bardzo letnie życie teatralne, szczególnie w regionie południowego Bałtyku, wyróżnia nowe rozumienie i stosowanie najwyższej, jak się do tej pory wydawało, formy uznania, czyli standing ovation (SO, standing) - z nadwiślańska: owacje na stojąco - pisze Piotr Wyszomirski.

Brawka są zawsze, wszak jesteśmy w teatrze, więc wypada się zachowywać. Nie jak te chamy Francuzy na przykład, co to potrafią wytupać czy wybuczeć, jak się nie podoba. Polacy są kulturalni, nawet jak nie rozumieją, a z reguły nie rozumieją, i bezwzględnie brawka muszą być - wiadomo, teatr. Ale standing to nie brawka, to coś specjalnego, przynajmniej kiedyś było. Dzisiaj niby też, ale inaczej, niestety.

Owacje na stojąco pełnią współcześnie różne funkcje i służą do zaskakujących celów. Na przykład teatry można podzielić na takie, w których SO jest po każdym spektaklu (a jak nie ma, to ktoś nie przypilnował), teatry w których się to zdarza i teatry, w których SO z reguły nie ma (teatry źle skomunikowane, z których trzeba wybiegać, by zdążyć na kolejkę lub inny środek komunikacji) albo teatry offowe, też źle skomunikowane).

Różne są procedury tworzenia SO. Najważniejszy jest oczywiście początek. Gdy inicjator SO jest w pierwszym rzędzie i odpowiednio wywiązuje się ze swojego świadomego lub nie zadania, cała zabawa to właściwie bułka z masłem. Dobrze wyszkolony zespół aktorski potrafi wyciągnąć SO właściwie ze wszystkiego. Najczęściej stosowane tricki to wychodzenie do publiczności i bicie braw wraz z nią. Kiedy jest to spektakl muzyczny, nic tak dobrze nie robi jak chwytliwy refren, który ochoczo podchwyci publiczność.

SO to także sprawdzian środowiskowy i potwierdzenie miejsca w szeregu. Dobry przykład to najnowszy spektakl reżysera, z którego Człowiek Który Zjadł Psa, dworuje do rymu . - d**a. Siedzący na takim przedstawieniu Autorytet, szczególnie kiedy jest w pierwszym rzędzie lub bardzo blisko sceny, po prostu nie może nie wstać, bez względu na to, co zobaczył. "Niewstanie" zostanie zauważone bezwzględnie i będzie wypominane okrutnie. W tym konkretnym przypadku wystąpiło również SO wymuszone. To podrodzaj SO, który występuje niejako niezależnie i fizjologicznie. Po prostu spektakl był za długi i trza było wstać jak najszybciej dla rozprostowania kości. Wśród specjalistów zdania są podzielone, niektórzy nie zaliczają tej reakcji do SO, więc ostrożnie w tym przypadku z ferowaniem entuzjastycznych opinii pospektaklowych.

Tragedia prawdziwa a nie komiksowa rozgrywa się, gdy osoba upoważniona do rozpoczynania SO jest w ostatnim rzędzie i jej zachowania stojącego pozostali po prostu nie zobaczą, bo się nie odwrócą na przykład albo nie pomyślą. Dlatego tak ważna jest sztuka sadzania na premierach lub prestiżowych pokazach.

Nie chce mi się pisać o tzw. publisi niedzielkowej. Jest ona jeszcze bardziej beznadziejna niż NBA Sundays, czyli mecze rozgrywane w porach po prostu pornograficznych (przed południem). Niedzielka, to niedzielka, endemik po prostu.

Owacje na stojąco, kiedyś najwyższa i zarezerwowana dla nielicznych forma uznania, zeszły na psy. Lud odwiedzający dziś teatr nieobeznany jest ze sztuką i klaszcze, bo chce się poczuć lepiej a nie ma pojęcia, że tak naprawdę popełnia przestępstwo. Tak, tak, nieuzasadniony aplauz jest według mnie przestępstwem i dlatego występuję z wnioskiem o skierowanie każdego nieuzasadnionego SO do prokuratury. W stosunku do winnych powinny być wyciągnięte jak najsurowsze konsekwencje. Koniec z pobłażaniem, ale też nie żeby od razu kraty. Wystarczą baty, publiczna chłosta to w sam raz sankcja za takie przewiny. Nauczą się klaskać, to i teatr będzie lepszy. Jeszcze lepszy.