Wyobraź sobie, że jesteś hominidem

"Stalking Paradise" w chor. Külli Roosny, Kennetha Flaka w Lubelskim Teatrze Tańca. Pisze Grzegorz Kondrasiuk w Lubelskim Informatorze Kulturalnym ZOOM.

«Wyobraź sobie, że jesteś hominidem idącym sawanną trzy miliony lat temu - słyszymy w pewnym momencie spektaklu "Stalking Paradise". A kiedy, lepiej lub gorzej (w zależności od indywidualnych predyspozycji), wyobrażamy sobie, jak to jesteśmy hominidami, idącymi sawanną, itd., to jako hominid mamy do wyboru w zasadzie dwie możliwości - zostać zjedzonym przez silniejszego od nas drapieżnika, bądź tego zjedzenia uniknąć. O tej, dość istotnej różnicy decyduje trafne rozpoznanie sytuacji, skuteczność naszej wybijającej się dopiero na człowieczeństwo świadomości i przełożenie jej na impulsy ciała... Siedzimy w miękkich fotelach, a jednocześnie idąc sawanną - przemieszczamy się w zagadkowym kierunku. Uczestnicy zmodernizowanego świata, posadowionego na fundamentach racjonalności, prawa, wsparcia technologicznego oraz rynku wymiany towarów i usług, mamy teraz na godzinę zapomnieć o tym wszystkim - wsiąść w wehikuł czasu i udać się w podróż w przeciwnym kierunku, do początków uwarunkowań ewolucyjnych.

W "Stalking Paradise" ciała tancerzy Lubelskiego Teatru Tańca i łódzkiej Pracowni Fizycznej obarczone zostały przedziwnym zadaniem, by być nie tylko zwyczajowym źródłem estetycznej przyjemności czy nośnikiem emocji lub jakiejś fabuły. Külli Roosna i Kenneth Flak, autorzy koncepcji spektaklu (obejmującej nie tylko choreografię, ale i wizualizacje, muzykę, opracowanie dramaturgiczne) - reżyserskim gestem stwórczym rozkazali, by ciała te stały się medium dla namysłu filozoficznego, by zadały swoim scenicznym istnieniem kilka fundamentalnych pytań. Czy motywacje, które mocą przyzwyczajenia i doświadczenia uważamy za racjonalne, w istocie opierają się na intelekcie wyciągającym wnioski, czy raczej na działaniu przedrozumowym, poprzedzającym myśli? Co z wiarą, tym zagadkowym darem, którym niektórzy z nas zostali obdarzeni? W którym momencie rozwoju gatunku homo sapiens pojawiła się świadomość transcendencji, przeświadczenie o celowości pojedynczego życia i nadzwyczajnego uzasadnienia dla istnienia całej naszej zbiorowości? I właściwie dlaczego to się stało?

Wybór tematu zdeterminował formę tego intrygującego przedstawienia. Pole gry wyznaczają trzy ściany wielkoformatowych ekranów, na których toczy się nieustanna gra plam i barw w pełnym spektrum od mroku do bieli, przepływają obrazy natury w zbliżeniach, czasem litery, wyrazy, zdania. Wrażenie gęstości, nasycania przestrzeni pomiędzy ekranami współtworzy muzyka. Scena skąpana jest w niepokojącym ambiencie, przetworzonych elektronicznie odgłosach natury, w długich, wibrujących smugach dźwięku. Wewnątrz tego świata - ubrana w jednakowe, czarne stroje szóstka tancerzy: Ryszard Kalinowski, Wojciech Kaproń, Aleksandra Łaba, Wojciech Łaba, Beata Mysiak, Anna Żak. Jednak sekwencje, które wykonują, sytuują się dość daleko od potocznych skojarzeń z tańcem. Poszukiwania jakości organicznych, rudymentów ruchu, pochodzących z czasu "przed kulturą", doprowadziły do pracy nad abstrakcyjnym alfabetem choreograficznym, rezygnującym z jakiegokolwiek kodu, z konieczności komunikowania się czy wyrażania emocji. Ludzkie skupiska łączą się i rozpadają, tworząc migotliwe powidoki traw kołyszących się na wietrze czy przeobrażających się bez końca organicznych form nieznanego pochodzenia. Repertuar to niewyczerpany - poruszenia roślin, owadów, gadów, istnień wzajemnie się obserwujących, ocierających się o siebie, reagujących nagłymi, spontanicznymi impulsami.

Na te nieśpieszne i transowe sceny nałożona została warstwa dyskursywna. Przywdziewając na powrót kostiumy swojego człowieczeństwa, nasyconego zdolnościami formułowania myśli i wchodzenia w relacje społeczne, artyści mówią o wierze w porządek, w zwykłe następstwa przyczynowo-skutkowe, w powszechne przekonania, dzielone z innymi jednostkami: Wierzę że pranie wyschnie na jutro, Wierzę że kieliszek wina do obiadu nikomu nie zaszkodził... Przenikliwy, poszukujący umysł współczesny stawia sobie zagadki i na nie odpowiada, obnażając zasadniczą niemożność wyjaśnienia reguł świata za pomocą dostępnych nam narzędzi, niepewność co do podstaw, na których ufundowany jest nasz porządek. Ile jest w świecie zasad, których nikt nie jest w stanie zakwestionować? - do tego głównego zagadnienia prowadzi mnożenie wątpliwości, padające ze sceny kolejne pytania: Czy wiara ma jakiś cel? Czy masz zasady? Czy zabiłbyś za nie? Czy wierzysz że suma kątów w trójkącie ma zawsze 180 stopni? Czy wierzysz w globalne ocieplenie? Czy wierzysz wierze? Czy wierzysz?

W hipnotycznym finale spektaklu - w otoczeniu obłoków i wzniosłej, niepokojącej muzyki - ciała tancerzy ułożone w stos ożywają, tworząc jeden organizm, przemierzający scenę w powolnym marszu, znaczący ślad przebytej drogi zatrzymanymi w pół kroku postaciami. Minuty, które chcą oddać czas eonów... W tle credo, niczym zarys jakieś zagadkowej, przedreligijnej, sięgającej korzeni czasu, teologii: Pozostawiając ranę otwartą / przyjmując zasady gry / godząc się z brakiem odpowiedzi / mimo wszystko idź dalej.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego