Sąd nad Dezember Palast

- Ten budynek niesie skojarzenia, pochodzi z konkretnej epoki, która bywa jeszcze noszona przez wiele osób w głowach. W ich mentalności jest strach, ostrożność w wypowiedzi. Dezember Palast jest symboliczny dla Katowic, Śląska. Chcemy porozmawiać o tym, co robić z historią, jak ją oswajać, żeby inaczej wyglądała przyszłość, chociaż fundamentem jest przeszłość - mówi Jacek Jabrzyk, jeden z organizatorów procesu budynku, który odbędzie się 9 listopada w Centrum Kultury Katowice im. Krystyny Bochenek w Katowicach, jako impreza towarzysząca XVI Festiwalowi Sztuki Reżyserskiej Interpretacje.

«ROZMOWA Z JACKIEM JABRZYKIEM I SEBASTIANEM MAJEWSKIM [na zdjęciu]:

Robert Rient: Legendy mówią, że jeden fotel w Dezember Palast kosztował tyle co mieszkanie spółdzielcze.

Jacek Jabrzyk*: Foteli jest tysiąc osiem, są w całkiem dobrym stanie, a sprowadzono ponoć tysiąc dwieście sztuk. Dezember Palast to budynek widmo, jeśli spojrzeć na niego od strony dokumentacji. Nie ma faktur, powstawał razem z Hutą Katowice, i właśnie w budowie huty topiono większość kosztów. Za fotele zresztą zapłacono węglem, taki barter.

Powstała również kuchnia z pełnym wyposażeniem sprowadzonym z NRD, miała wydawać dziennie ponad tysiąc posiłków. Tymczasem z jadalni skorzystano raz, podczas próby generalnej przed otwarciem budynku 3 grudnia 1979.

J.J.: Jedzenie było z cateringu, a wyposażenie kuchni w cudowny sposób znikło, jak się partia wyprowadzała. Poza tym była tutaj sala plenarna, część hotelowa i ośrodek zdrowia dla towarzyszy partyjnych - do dzisiaj istnieje jako przychodnia NFZ. Wtedy, wyłącznie dla wierchuszki partyjnej, zbudowano salon odnowy biologicznej, basen z jacuzzi, sauny, bicze wodne. Chłopaki się bawiły. Dezember - jak na owe czasy - był niezwykle nowoczesny, wspomniane fotele dotarły z Hiszpanii, windy ze Szwecji. Jako jeden z pierwszych budynków w Polsce z takim metrażem miał pełną klimatyzację, sprowadzoną zresztą ze Stanów - taką samą, jaką instalowano w drapaczach chmur.

Ale znajdujący się w piwnicach agregat do wody lodowej działał 90 godzin.

J.J.: Sam towarzysz Zdzisław Grudzień, zwany przez Ślązaków Cysorzem, stylizował się na zachodniego gwiazdora, tak się ubierał i nosił, co w zderzeniu z jego aparycją i tamtymi czasami było dość oryginalne. Stąd pewnie ten rozmach w konstrukcji i sprowadzanym sprzęcie. Grudzień budował Dezember Palast w tajemnicy przed Gierkiem. Miał duże ambicje, prawdopodobnie szykował się na Warszawę, a na pewno chciał się umocnić tutaj, zamanifestować swoją siłę. Jest legenda o strasznej kłótni między nimi, podobno nawet do siebie strzelali. Gierek był z Sosnowca, z Zagłębia, czyli nie ze Śląska - Grudzień był związany z Katowicami. Zazdrościł mu spektakularnego Spodka. Krążą mity na temat schronu przeciwatomowego w piwnicach.

J.J.: Podziemia wyglądają jak jeden wielki schron. Piwnice są imponujące, szyby windowe głębokie na dwanaście metrów, do jednego z nich można zrzucić zawartość dużego dostawczego samochodu, to robi wrażenie. Schronom zaprzecza architekt i ludzie badający budynek.

A tajemnego przejścia do budynku partii nie znaleziono?

J.J.: Jest ślad po przewiązce do budynku partii, przez którą Grudzień wchodził bezpośrednio ze swojego gabinetu na mównicę, tam gdzie teraz jest sala koncertowa. Akustyka była odwrócona, najlepsza słyszalność na scenie, a nie na widowni, jak to zazwyczaj się robi, właśnie po to, by towarzysz Grudzień dobrze słyszał oklaski. Jest pomysł, by Dezember Palast przerobić na wielopoziomowy parking.

J.J.: Nie chcę oceniać, nie jestem od tego.

Ale wymyśliłeś Dezember Palast Proces.

J.J.:: Kasia Mazurkiewicz zaproponowała, żebym zrobił projekt w Reaktorze, który od tego roku działa przy Festiwalu Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje". Tematem miała być wolność i miało to dotyczyć Katowic. Zaciekawiła mnie historia tego budynku, on ciągle budzi emocje, dyskusje. Są tacy, którzy chcą go zrównać z ziemią, dla innych jest ważnym symbolem. Zaczęło się od pracy reporterskiej, rozmawiałem z ludźmi, zbierałem świadectwa. Opowiedziałem o pomyśle "procesu" Sebastianowi Majewskiemu i zapalił się do tego.

W przeszłości wytyczano szereg procesów martwym przedmiotom, w tym także budynkom. Ciekawa jest historia związana ze śmiercią młodego Dymitra, syna Iwana Groźnego, zamordowanego w XVI wieku w Ugliczu. Dzwon, który oznajmił śmierć dziecka, dał również sygnał do powstania, z tego powodu został osądzony wraz ze zbuntowanym tłumem. Dzwon pozbawiono serca, wychłostano i skazano na wygnanie na Syberię, z którego wrócił dopiero po kilkuset latach.

Czym zawinił Dezember Palast?

J.J.: Chcemy to ustalić.

To będzie proces karny?

J. J.: Stwierdziliśmy, że lepiej zrobić proces cywilny, który nie zakłada winy i kary. Pragniemy rozpatrzyć sprawę. Współpracuje z nami Jarosław Gwizdak, prezes Sądu Rejonowego Katowice-Zachód. Chcemy, żeby całość miała wymiar teatralny, stała się przyczynkiem do dalszej debaty. Będą prawnicy jako przedstawiciele stron, bazujemy na schemacie rozprawy sądowej, ale zależy nam, by cały proces stał się widowiskiem, które ośmieli mieszkańców Katowic do zmierzenia się z tematem. Szczególnie tych starszych, pamiętających PRL. Gdy zbieraliśmy z Sebastianem świadectwa, usiedliśmy przed budynkiem, pytaliśmy przechodniów o losy budynku, czy jest potrzebny. Wiele starszych osób bało się mówić. Ten budynek niesie skojarzenia, pochodzi z konkretnej epoki, ta epoka bywa jeszcze noszona przez wiele osób w głowach. W ich mentalności jest strach, ostrożność w wypowiedzi. Dezember Palast jest symboliczny dla Katowic, Śląska. Chcemy porozmawiać o tym, co robić z historią, jak ją oswajać, żeby inaczej wyglądała przyszłość, chociaż fundamentem jest przeszłość.

Jaką rolę będą pełnili prawnicy?

J.J.: Będą przedstawicielami stron, powodów i pozwanych. Poza nimi głos zabiorą aktorzy jako świadkowie. Oni będą zeznawać na bazie tekstów zebranych od ludzi, z artykułów, świadectw, książek. Publiczność będzie miała możliwość włączenia się w dyskusję, poza tym będą eksperci.

Czyje jeszcze świadectwa udało się zdobyć?

J.J.: Zdzisława Stanika, głównego architekta obiektu, profesor Irmy Koziny, historyczki sztuki i znawczyni architektury, pracowników śląskich muzeów, pracowników Dezember Palast. Jest również strażak, który brał udział w akcji gaszenia pożaru, który wybuchł tuż przed oddaniem budynku do użytku. Ściągnięto wtedy wszystkie jednostki z Katowic i okolic, milicja zablokowała dojazdy. Gdyby gdzieś wtedy wybuchł pożar, nie byłoby komu go ugasić.

Kto poprowadzi proces?

J.J.: Maciej Nowak, który szerokiej widowni może się kojarzyć z sędzią kulinarnym, ale to peryferie jego działalności. Przede wszystkim jest człowiekiem teatru, jego znawcą i wizjonerem, cieszy się dużym autorytetem.

Co cię najbardziej zainteresowało w pomyśle Jacka?

Sebastian Majewski: Zajmuję się historią, interesuje mnie tożsamość regionu, na jakich korzeniach się opiera. Interesowało mnie to na Dolnym Śląsku, z którego pochodzę. W Katowicach dzieje się coś podobnego. Odczuwalna jest chęć zbudowania nowej tożsamości Ślązaków, która byłaby oparta na czymś innym niż etos pracy w kopalniach. Dorosło już całe pokolenie, które z kopalniami nie ma nic wspólnego. Nie da się zbudować tożsamości poprzez odwoływanie się do etosu ciężkiej pracy fizycznej wraz z jej wszystkimi społecznymi i kulturowymi konsekwencjami. Taki model w wielu rodzinach się zakończył. Wydaje mi się, że dyskusja wokół Dezember Palast wynika właśnie z tego szukania nowej tożsamości. A w tym procesie jest miejsce na pytania o PRL i o to, co się działo w tym okresie na Górnym Śląsku, szczególnie o miejsce partii komunistycznej.

I obrona tego budynku ma być obroną historii?

S.M.: Tak, bo wtedy możemy stanąć przed pytaniem o tożsamość. To ciekawa, otwierająca perspektywa - spojrzeć na siebie inaczej niż przez gogolowskie zwierciadło drugiego człowieka.

Jacek przyjechał tutaj z Berlina, ty z Krakowa, ten brak korzeni pomaga?

J.J.: Takie było założenie, żeby o Katowicach opowiedzieli ludzie nie stąd. Mieszkańcy mają zupełnie inną perspektywę. Nasi rozmówcy zazwyczaj reagują pozytywnie, że nie jesteśmy uwikłani w historię tego miejsca, nie przynależymy do niego. Od kilku dni mieszkam w Dezembrze, coraz bardziej oswajam się z tym budynkiem, chodzę po różnych jego zakamarkach, szczególnie w nocy te przestrzenie robią ogromne wrażenie.

Towarzysz Grudzień nie straszy?

J.J.: Nie spotkałem.

Masz pomysł na ten budynek?

S.M.: Nie, ale chciałbym zwrócić na niego uwagę mieszkańców, chcę, żeby podeszli do niego z empatią i popatrzyli na niego jak na żywy organizm. Co masz na myśli?

S.M.: We Wrocławiu robiliśmy projekty w zaniedbanych kamienicach. Mieszkańcy narzekali, że strasznie im się żyje, toalety są na półpiętrach, nic nie jest remontowane od 1945 roku. Syf. Postanowiliśmy więc wykreować przestrzeń, obudowując kamienice opowieściami, filmami, spektaklami. Pokazaliśmy, że przestrzeń nie jest związana tylko z tu i teraz, że ktoś już tu był wcześniej i na pewno ktoś będzie później. I że można o tę przestrzeń zawalczyć. Nie wszędzie się udawało, ale w niektórych miejscach ta strategia przyniosła sukces. Narodziły się małe, obywatelskie wspólnoty, które z czasem zaczęły wpływać na zmianę myślenia władz miasta o tym obszarze. Dziś Nadodrze, bo o tej dzielnicy mówię, jest poddane miejskiemu programowi rewitalizacji. Podobny proces może dotknąć Dezember Palast.

Po co komu taki budynek?

S.M.: To miejsce jest super i zasługuje na większą uwagę niż ta, którą jest teraz obdarzony. Zmiana ustroju nie musi oznaczać automatycznie wyburzeń, bo przecież większość budynków jest naznaczona. A ich usuwanie to nic innego jak tworzenie białych plam. Biała plama z kolei to nic innego jak ślad po manipulacji. Ten proces ma fatalne konsekwencje. Ponieważ w tym kraju nigdzie już nie ma pomnika Lenina, bo zostały skutecznie usunięte, Lenin może za chwilę powrócić jako nowy bohater kolejnego pokolenia.

Lepiej zostawić pomniki Lenina?

S.M.: Lepiej zostawić. I lepiej tłumaczyć, niż milczeć. Lepiej zostawić Dezembra na swoim miejscu, bo wyburzenie go, to wykreślenie wycinka historii miasta. Traci się ciągłość.

Nie zgadzam się na usuwanie mi sprzed oczu fragmentu historii, na masowe zmieniane nazw ulic, burzenie pomników, wyburzanie złych budynków. A jeśli ma się to zdarzać, niech będzie konsekwentne. Dlaczego nie zniszczyliśmy hitlerowskiej autostrady albo "gierkówki" i całej Nowej Huty? Bo to by się ekonomicznie nie opłacało. Zapomnienie, wyparcie, wyburzenie - to rany. Zawsze będą boleć.

J.J.: W Berlinie jest lotnisko Tempelhof, ogromne połacie przestrzeni, centrum miasta, jest pas startowy, budynki. Od lat kolejne władze próbują się do tego dobrać. Niedawno podczas kolejnego referendum ludzie zdecydowali, że chcą mieć taką przestrzeń, niezagospodarowaną. Dla części będzie to historyczne miejsce ucieczek na Zachód, przerzutów, dla innych zwykłe miejsce spędzania wolnego czasu, jeżdżenia na deskorolce, spaceru, pikniku. Podobnie jest z tym budynkiem, wierzę, że da się tę przestrzeń wykorzystać, by służyła ludziom.

Dlaczego zdecydowaliście się na ten proces?

J.J.: Bo jest to okazja do zastanowienia się, z czego ja sam jestem ulepiony.

S.M.: Pamiętam tamte czasy, więc mogę opowiedzieć o rzeczywistości, w której dorastałem, ale już z innej perspektywy. Pamiętam długie przemówienia Gierka w telewizji. Towarzysz Zdzisław Grudzień też nie był mi nieznany. Mówili na niego Piękny Lolo. Poza tym są teraz mody na różne szlaki: papieski, przestrzeni postindustrialnych. Dezember Palast można by włączyć w szlak obiektów, z którymi nie wiadomo, co zrobić - taki szlak budynków historycznych.

***

Jacek Jabrzyk - reżyser teatralny

Sebastian Majewski - reżyser teatralny, dramaturg, zastępca dyrektora ds. artystycznych w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie

PROCES DEZEMBER PALAST odbędzie się 9 listopada o godz. 17 w Centrum Kultury Katowice im. Krystyny Bochenek w Katowicach. Spektakl został zrealizowany w ramach projektu Reaktor Katowice, towarzyszącego XVI Festiwalowi Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje".»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego