Jak czcić władzę?

Na styku władzy i kultury jaskrawo ujawniają się ciągoty autorytarne decydentów, na ogół bardziej tłumione w zarządzaniu innymi sferami życia. Przyczyna jest prosta: kulturę uważa się wciąż za niebezpieczną dla ładu zbiorowego - pisze Marek Beylin w miesięczniku Dialog.

«Dlaczego władze województwa wrocławskiego postanowiły rozwalić jeden z najciekawszych teatrów w Polsce? W dodatku nie bacząc na to, że Wrocław ma być wkrótce Europejską Stolicą Kultury. Samobójczy idiotyzm? Kto pyta, ten nie pojmuje natury władzy w Polsce, zwłaszcza w wydaniu części prowincjonalnych urzędników. A nierzadko stanowi ona splot rosyjskich wzorów gubernialnych, peerelowskich nawyków lokalnego aparatu partyjnego i feudalnego stosunku do tych, nad którymi sprawuje się władzę.

Ta diabelska mieszanina produkuje ideę władzy jako świętej funkcji państwa. Zgodnie z tym wyobrażeniem, urzędnik, zwłaszcza z mandatem wyborczym, stoi na szczycie hierarchii społecznej. Bo ma pilnować, by podległa mu zbiorowość nie rozprzęgła się w szkodliwym społecznym bałaganie. Przecież wiadomo: jak się ludzi puści samopas, to tylko kłopoty z tego, nie mówiąc o zagrożeniu władzy.

Z tego punktu widzenia Krzysztof Mieszkowski może sobie być wybitnym szefem wybitnego teatru, ale tylko wtedy, gdy władza zezwoli. A jak nie zezwoli, to nie będzie. I nawet świetni twórcy czy organizatorzy życia artystycznego muszą rozumieć, że są tylko małymi figurkami wobec wielkiej i świętej machiny władzy.

Gdyby więc Mieszkowski wiedział, jak czcić władzę, władza nie chciałaby go usuwać z funkcji. Gdyby okazywał pokorę, umiał się podlizać, urzędnik, któremu Mieszkowski podlega, byłby najpewniej łaskawszy. Doprawdy nie chodzi o to, że Mieszkowski zadłużył teatr, bo nie dostawał pieniędzy na przedstawienia, sedno leży gdzie indziej: skoro Mieszkowski nie dostał pieniędzy, to miał nie robić przedstawień, ponieważ akurat takie było życzenie władzy. I rzecz nie w kaprysie decydentów, bo władza nie ma kaprysów, ma jedynie wole, choć zmienną, to zawsze niepodważalną. A może urzędnikom nie podobały się przedstawienia w Teatrze Polskim? Nie, władza nie ma również gustów, ma tylko rację. Toteż na przykład wystawiona tam sztuka wykpiwająca wicemarszałka województwa, odpowiedzialnego za kulturę, w tym za teatr Mieszkowskiego, była, rzecz jasna, naganna, ale nie dlatego, że uderzyła w prywatne ego urzędnika. Bo ego urzędnika nigdy nie jest prywatne, a sztuka ta zanegowała wszystkie te elementarne prawdy, jakie podaję. Jak więc słusznie ów wicemarszałek stwierdził, nie ma powodu, by robić następne podobne spektakle.

Ten tylko nieco przesadny opis służy temu, byśmy zdali sobie sprawę z natury tego konfliktu. Podobnie dzieje się w wielu miejscach, przypomnę tylko sprawę Teatru Ósmego Dnia czy literackiej nagrody "Gryfii" w Szczecinie. Akurat te skandale nabrały medialnego rozgłosu, a o ilu nie wiemy? Zapewne o wielu. Zresztą wielu szefów teatrów czy galerii stara się wypełniać wolę władzy, wprowadzając mniej lub bardziej jawną autocenzurę. Robią to z przekonania, że także w tych warunkach da się zrobić coś wartościowego, i nierzadko się daje. A inny powód takiej cichej zgody jest nader banalny: trzeba z czegoś żyć.

A ponieważ taka cisza otacza stosunki władzy z kulturą w Polsce, nie wiemy dobrze, jak to wszystko wygląda. Przydałoby się rzetelne opracowanie na ten temat, rodzaj mapy politycznych praktyk i obyczajów władzy w roli zarządcy kultury. W przypadku życia teatralnego mógłby się tym zająć Instytut Teatralny.

Jasne, takie czynności poznawcze nie mogą odciągać od tego, co dojmująco aktualne. Na styku władzy i kultury jaskrawo ujawniają się ciągoty autorytarne decydentów, na ogół bardziej tłumione w zarządzaniu innymi sferami życia. Przyczyna jest prosta: kulturę uważa się wciąż za niebezpieczną dla ładu zbiorowego. Ale te antydemokratyczne wzory władzy będą rozkwitać w sprzyjających okolicznościach nie tylko wobec kultury. Trzeba poważnie, szybko i zbiorowo szukać sposobów, jak temu przeciwdziałać.

Na zdjęciu: Teatr Polski we Wrocławiu.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego