Wrocław Europejską Stolicą Kultury 2016. Jak będzie?

Dolnośląski samorząd wszczął procedurę odwołania Krzysztofa Mieszkowskiego, któremu przez osiem lat udało się stworzyć z Teatru Polskiego jedną z najważniejszych scen w kraju. To kolejne z serii wydarzeń, które każą spojrzeć uważniej na politykę kulturalną Wrocławia - pisze Magda Piekarska w Gazecie Wyborczej - Wrocław.

«Najpierw w październiku 2013 r. z pracy w prowadzonym przez ministra kultury Centrum Technologii Audiowizualnych wyrzucono Zbigniewa Rybczyńskiego. Laureat Oscara za "Tango" dostał 15 minut na opuszczenie studia wkrótce po tym, gdy publicznie opowiedział o nadużyciach finansowych w tej instytucji. Potem było 38,4 mln zł ministerialnej dotacji na Muzeum Pana Tadeusza (od ośmiu lat w budowie i bez programu). Następnie za 6,4 mln Wrocław kupił kolekcję zdjęć Marilyn Monroe, żeby za kolejne 6 mln je wyeksponować. Pieniądze na zakup mają pochodzić z Nagrody Meliny Mercouri przyznawanej miastom organizatorom Europejskiej Stolicy Kultury. Na razie poszły z miejskiego budżetu.

Jeszcze nie ucichły spory na temat tego pomysłu, a już otwarto wystawę "Tauromachia" z pracami Goi, Picassa i Dalego. Przy budżecie 3 mln zł i wysokich cenach biletów (40 zł) prezentuje ona publiczności m.in. reprodukcję obrazu Goi w złoconej ramie i wysokonakładowe odbitki litograficzne, brak natomiast obiecywanych: płótna Goi, Picassowskiej kurtyny z Antibes, tapiserii wykonanej na podstawie "Guerniki" i autorskich szkiców do tego dzieła.

Wreszcie program ESK, którą Wrocław zostanie w 2016 r. Na jego realizację miasto chciało dostać od resortu kultury 204 mln zł. Ostatecznie musi się zadowolić 119 mln. Nowa minister Małgorzata Omilanowska podzieliła wsparcie dla ESK na dwa etapy, a pierwsza transza - 20 mln - będzie do dyspozycji dopiero w przyszłym roku. Projekt musi też ulec zmianom - mają w nim zostać tylko imprezy spełniające kryteria wrocławskiej aplikacji ESK, czyli m.in. zakładające udział mieszkańców. To stawia pod znakiem zapytania np. finansowanie ceremonii wręczenia Europejskich Nagród Filmowych.

Cały budżet ESK pierwotnie miał sięgnąć 852 mln - ze środków miasta, województwa, unijnych i od sponsorów. To więcej, niż mają do dyspozycji dwie tegoroczne ESK razem wzięte: Umea w Szwecji (46 mln euro) i Ryga na Łotwie (24 mln). Ale wciąż nie jest jasne, jaka dokładnie będzie struktura budżetu. Umowa z pierwszym z dużych sponsorów została ponoć podpisana dwa miesiące temu, ale kwota, na jaką opiewa, oraz nazwa sponsora są trzymane w tajemnicy.

Część miejskich pieniędzy już rozdysponowano na projekty realizowane "pod kątem przygotowań do ESK", jak to zostało ujęte w miejskim budżecie (w tym m.in. 2,5 mln na Światowe Dni Muzyki, 600 tys. na przygotowania do Olimpiady Teatralnej i część wynoszącej 8,7 mln dotacji na działalność Biura Festiwalowego Impart 2016).

Kiedy i na co zostanie przeznaczona reszta? Według prezydenta Dutkiewicza konkrety poznamy w połowie przyszłego roku - sześć miesięcy przed rozpoczęciem obchodów. To właściwie wyklucza wpływ mieszkańców na kształt programu.

ESK: zjazd po euforii

Kiedy trzy lata temu ogłoszono, że to Wrocław uzyska tytuł ESK, w mieście zapanowała euforia. Jurorów miały przekonać wizyta na Nadodrzu, w dzielnicy, która po częściowej rewitalizacji miała z zaniedbanego fragmentu centrum awansować do rangi wrocławskiego Kreuzbergu, oraz cel projektu ESK: podwojenie uczestnictwa wrocławian w życiu kulturalnym.

Miasta, które przegrały wyścig o ESK, wysunęły zarzut o grę nie fair - na decyzji mógł zaważyć sojusz Bogdana Zdrojewskiego, ówczesnego ministra kultury i byłego prezydenta Wrocławia, z Rafałem Dutkiewiczem, prezydentem obecnym. Zwracano uwagę, że to Katowicom czy Lublinowi ESK mogła dać szansę na realną zmianę. Dutkiewicz mówił jednak: - Zrobimy najlepszą stolicę kultury w Europie.

Władze Wrocławia do tego momentu prowadziły skuteczną i przejrzystą politykę kulturalną. Nawet jeśli bazowały na przedsięwzięciach sprowadzanych z innych miast, to były to udane inwestycje, takie jak import Biura i Portu Literackiego z Legnicy, festiwalu Nowe Horyzonty z Cieszyna czy Międzynarodowego Festiwalu Kryminału z Krakowa. Dla każdej z tych imprez przeprowadzka oznaczała rozwój - Biuro wyrosło na jedną z najważniejszych oficyn wydających poezję w Polsce, stowarzyszenie Nowe Horyzonty oprócz festiwali (doszedł American Film Festival) prowadzi największy arthouse'owy multipleks w Polsce, a Irek Grin, szef MFK, zaszczepił we Wrocławiu Festiwal Brunona Schulza.

Tymczasem tytuł ESK, zamiast dostarczyć paliwa kolejnym zmianom na lepsze, kulturalnemu Wrocławiowi wyłączył prąd.

Maj w pakiecie z Czyżewskim

Politycy i urzędnicy poczuli się zachęceni do ingerencji w program. Zaczęło się od odwołania prof. Adama Chmielewskiego, autora zwycięskiej aplikacji "Przestrzenie dla piękna". Jej celem było to, aby całe miasto w 2016 r. żyło sztuką, która z instytucji miała wyjść na ulice, anektując podwórka, peryferia, wnętrza kościołów. Reklamy miały zostać zastąpione przez murale, blokowiska - zamienione w ogrody, a do galerii sztuki we własnym mieszkaniu sąsiad miał zapraszać sąsiada. To plus program zniżek i nagród dla aktywnych uczestników miały powodować społeczną zmianę.

Do pierwszej korekty doszło, gdy w ogłoszonym później konkursie zwyciężył duet Krzysztof Maj - Krzysztof Czyżewski. Nikt nie zgłaszał zastrzeżeń co do kompetencji szefa ośrodka Pogranicze, ale Maj, rzecznik prezydenta Lubina, wcześniej nie był związany z kulturą, natomiast brał udział w kampanii Dutkiewicza "Obywatele do Senatu".

Wizja Czyżewskiego opierała się na twórczych laboratoriach angażujących w artystyczne działania mieszkańców. Jednak jego pomysły urzędnikom wydały się mało efektowne i szybko zaczęły być torpedowane, a Dutkiewicz i Zdrojewski licytowali się na własne koncepcje programu.

Dwa biura ESK - prowadzone przez Czyżewskiego i Maja - działały niezależnie od siebie, bez wzajemnego porozumienia. Ten stan trwał przez rok m.in. dlatego, że ich plany i tak nie miały realnego znaczenia. Z prostej przyczyny - budżet ESK wciąż był czysto hipotetyczny.

Kultura nie taka głęboka

Gdy Czyżewski w kwietniu ubiegłego roku zrezygnował, dyrektora artystycznego zastąpiono zespołem kuratorów (na jego czele stoi Jarosław Fret, szef Instytutu im. Grotowskiego) zmuszonych w dużej mierze realizować pomysły będące efektem uzgodnień między Zdrojewskim a Dutkiewiczem. Szefem całości pozostał jednak Maj, choć zgodnie z wolą ministra część jego kompetencji przejmie Narodowe Forum Muzyki (w budowie), mające dysponować pieniędzmi z rządowej puli - ministerstwo nie może bowiem przekazać swoich środków jednostce, której nie współprowadzi.

Miejsce laboratoriów w programie zajęły kosztowne eventy. Jako ceremonia otwarcia zapowiadany jest pochód 14-metrowych "dusz Wrocławia" za 5 mln zł. To pomysł w duchu walenckiej fiesty Fallas, gdy raz do roku buduje się monstrualne styropianowe kukły, żeby je w finale spalić - we Wrocławiu pożaru nie będzie, ale w czterech dzielnicach miasta młodzież pod opieką artystów z całej Europy przez dziewięć miesięcy będzie budowała konstrukcje na różny sposób wyrażające wrocławskość. Inne pomysły to iluminacja 30 mostów (10 mln) i pokaz "dramatu akrobatycznego" z udziałem cyrkowców z Chin (5 mln). Ma się też odbyć Olimpiada Teatralna (11 mln, organizatorzy chcieliby zaprosić choreografa Philippe'a Decouflé, współtwórcę Cirque du Soleil), oraz Stolica Literatury (14 mln), na którą mieliby przyjechać Rowling, Oz i Eco. Są jeszcze spektakl hiszpańskiej zarzueli na Stadionie Miejskim (5 mln), koncerty, m.in. filharmoników wiedeńskich (10 mln), i ceremonia wręczenia Europejskich Nagród Filmowych (3 mln zł).

Na Żernikach może zdąży powstać zalążek osiedla WUWA2, nawiązującego do wrocławskiego modernizmu (miasto oferuje deweloperom ziemię na sprzedaż i pakiet projektów do wyboru). Będą też specjalne edycje festiwali (za średnio 3 mln zł więcej niż zwykle), od czego odżegnywali się Chmielewski i Czyżewski - bo według nich ESK miała się skupiać na pracy u podstaw.

W kontekście powyższych sum zabawnie wygląda program mikrograntów, czyli obywatelski budżet ESK - w pierwszej edycji 30 tys. zł podzielono na sześć projektów.

Komisja Europejska już dwukrotnie krytycznie przyglądała się wrocławskim przygotowaniom do ESK, wytykając brak zagwarantowanych środków i odejście od programu zapisanego w aplikacji. A także brak zapowiadanej współpracy z regionem.

Mimo ograniczenia rządowego wsparcia Krzysztof Maj nie ma zamiaru rezygnować z pochodu duchów i podświetlania mostów. Proponuje za to wykreślenie jednego z najciekawszych punktów programu - Kongresu Futurologicznego (łącznie z towarzyszącym mu Festiwalem Przyszłości - 8 mln zł).

Z twarzą Marilyn Monroe

W ciągu ostatnich trzech lat wrocławscy urzędnicy i politycy zaczęli wychodzić z założenia, że wystarczy pokazać zdjęcia Marilyn Monroe i zorganizować pokaz fajerwerków, a lud to kupi. Żadnej z tych decyzji nie konsultowali z mieszkańcami. Nie zauważają za to np. potencjału, który do budowania kulturalnej tożsamości miasta ma Wytwórnia Filmów Fabularnych, w której tworzyli m.in. Has i Wajda.

A Teatr Polski? Krnąbrnego dyrektora odwoła się, używając wygodnego argumentu zadłużenia (na 800 tys. zł). Wygodnego, bo Polski od lat jest ofiarą strukturalnego zadłużenia sięgającego 3 mln rocznie, co jest winą jego organizatora, czyli urzędu marszałkowskiego. Tego samego, który lekką ręką wydaje 66 mln na portal internetowy o Dolnym Śląsku.

To zresztą paradoks, że Teatr Polski ze swoją znakomitą ofertą w programie ESK nie istnieje wcale - bo nie podlega pod ratusz. Jego dyrektor w ciągu ośmiu lat był już wyrzucany kilkakrotnie, bo proponowana przez Mieszkowskiego wizja teatru nie odpowiada urzędnikom. Komuś nie podoba się Lupa, innemu... zbyt duży odsetek młodzieży na widowni. Jacek Gawroński, dyrektor wydziału kultury w urzędzie marszałkowskim, utyskuje, że teatr nie gra prawie nic "dla ludzi" i zaniedbuje klasykę. O "Dziadach" Michała Zadary nie wspomina - spektaklu w ogóle nie widział. Natomiast Radosław Mołoń, dolnośląski wicemarszałek, który ma w swoich kompetencjach kulturę, zapytany o Monikę Strzępkę odpowiada: "Nie znam tej pani".

Warto dodać, że budżet Polskiego wynosi 10 mln zł rocznie (z tego ok. 4 mln daje minister kultury). Czy to za dużo dla grającego regularnie teatru z trzema scenami, cenionym zespołem, ambitnym repertuarem i programem edukacyjnym? Poza tym Polski zarabia na spektaklach - ok. 3,5 mln zł rocznie.

Piękne i chętne ragazze

To, czym dla urzędników jest kultura, ilustrują spoty reklamowe ESK. Ten obśmiany w mediach, z młodym Włochem, który rusza do Wrocławia, bo czekają tam na niego piękne i chętne ragazze, i poprzedni, który nie zrobił medialnej kariery. Nic dziwnego, bo nie wychodzi poza szkolny stereotyp, np. teatr symbolizują w nim umięśnieni akrobaci.

Nie pasują do takiej wizji ani Chmielewski z przestrzeniami dla piękna, ani Czyżewski z laboratoriami dla mieszkańców, ani Mieszkowski ze swoją wizją teatru, w którym miejsce na poszukiwania mieli Krystian Lupa, duet Strzępka - Demirski i Jan Klata.

Tylko że ludzie chodzą do Teatru Polskiego (53 proc. wrocławian było tam choć raz osobiście, co daje tej scenie pozycję najbardziej rozpoznawalnej instytucji kultury w mieście). I zaczynają mieć dosyć. Już oprotestowali w konsultacjach społecznych program ESK, krytykując brak wykorzystania potencjału wrocławskich twórców i wydawanie "ogromnej ilości pieniędzy na jednodniowe widowiska, które nie wniosą nic do życia kulturalnego miasta".»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego