Wrocław. Dyrektor Polskiego zostanie odwołany

Na dzisiejszym zebraniu zarządu województwa dolnośląskiego zapadła decyzja o wszczęciu procedury odwoławczej dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu. - Za trzy miesiące scena powinna mieć nowego szefa - mówi Jarosław Perduta, rzecznik prasowy urzędu marszałkowskiego. Dyrektor teatru zapowiada protest.

«Paradoksalnie to nie kontrola przeprowadzona w ostatnich miesiącach w teatrze spowodowała tę decyzję. Wykryto wprawdzie w jej trakcie nieprawidłowości, ale - jak przyznają marszałkowscy urzędnicy - sprowokowałyby one raczej naganę lub upomnienie skierowane do dyrektora, a nie decyzję o odwołaniu. Jakie? M.in. rozdawnictwo biletów na teatralne premiery, na których zaledwie po kilka osób zapłaciło za możliwość obejrzenia spektaklu. Trudno z tego jednak robić poważny zarzut, bo podobnie jest w wypadku innych wrocławskich scen, a z rozdawnictwa korzystali także marszałkowscy urzędnicy.

Inna nieprawidłowość wiązała się z noclegami dla zapraszanych do teatru artystów - teatr najpierw ogłosił przetarg na noclegi hotelowe, a po tym, jak wygrał go Hotel Wrocław, niektórzy artyści sami wybierali sobie inne miejsca, a rachunki za noclegi przynosili do teatru. Dotyczyło to Krystiana Lupy, który - jak usłyszałam w teatrze - do twórczości potrzebuje większej przestrzeni od tej, którą jest w stanie zapewnić hotelowy pokój.

Dzisiejszą decyzję zarządu województwa spowodowały jednak nie wnioski pokontrolne, ale powiększające się zadłużenie teatru - tylko zobowiązania wymagalne sięgają obecnie 800 tys. zł. Ostatnio z tego powodu odcięto ciepłą wodę, a do dyrekcji trafiły pisma od Tauronu, informujące o decyzji odcięcia prądu i od PKP, z wypowiedzeniem umowy najmu Sceny na Świebodzkim. I choć te pożary udało się już ugasić (dług w PKP ma zostać spłacony do końca roku, rachunek za prąd już został uregulowany), to stało się to za późno - decyzja już zapadła.

Najpierw intencja, potem odwołanie

Zarząd województwa podjął dziś ustawę intencyjną w sprawie odwołania dyrektora - zgodnie z przepisami poprosił o zaopiniowanie tej decyzji Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, związki zawodowe i stowarzyszenia twórcze. Po otrzymaniu tych opinii, niezależnie od ich treści, podejmie kolejną uchwałę - tym razem odwoławczą. Jednocześnie już wkrótce ogłosi konkurs na stanowisko następcy Mieszkowskiego. Jego nazwisko - zgodnie z zapowiedziami - poznamy najdalej za trzy miesiące. Tymczasem na koncie teatru pojawią się środki, pozwalające wywiązać się scenie z zaległych zobowiązań i zapewnić jej bezpieczne funkcjonowanie.

- Mamy nadzieję, że dyrektor będzie z nami współpracował i że te środki trafią na konta Tauronu i PKP, a nie na kolejną, nieplanowaną premierę, której bohaterem będzie zły marszałek - mówi Perduta. - Decyzja o odwołaniu była trudna, nikt tu nie chciał żadnej awantury, ale w świetle ostatnich wydarzeń marszałek nie miał wyjścia.

Brakuje trzech milionów rocznie

Decyzja budzi jednak poważne wątpliwości - Polski to najczęściej nagradzany wrocławski teatr, to tu powstały tak głośne przedstawienia jak "Tęczowa Trybuna 2012" Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego, "Utwór o Matce i Ojczyźnie" i "Sprawa Dantona" Jana Klaty, czy - w ostatnim sezonie - "Dziady" Michała Zadary z rewelacyjną rolą Bartosza Porczyka.

Od lat trwa dyskusja o poważnym niedofinansowaniu tej jednostki, która ma też największe zobowiązania: trzy sceny, duży zespół aktorski. Funkcjonowanie zapewniają jej Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Dolnośląski Urząd Marszałkowski - z pierwszego źródła otrzymuje środki na działalność artystyczną, z drugiego - na płace dla części pracowników, czynsze i media. I właśnie tutaj od lat brakuje ok. 3 mln złotych rocznie. Wpływy ze sprzedaży biletów i wynajmu sal sięgają 4 mln rocznie.

Mieszkowski: Nie oddamy pola

- Nie rozumiem tej decyzji. Czuję się oszukany - komentuje Mieszkowski. - Nie tylko ja jeden zresztą. Rozżaleni są aktorzy, członkowie naszego związku zawodowego, którzy przez całe lato negocjowali z marszałkowskimi urzędnikami zmiany w teatrze, które pozwoliłyby mu wyjść na prostą. Zarzuca mi się brak dyscypliny finansowej, a jak traktuje mnie urząd, pierwsze pieniądze za przygotowanie "Dziadów", przelewając na nasze konto półtora miesiąca po premierze? To nieuczciwe - przez wszystkie lata mojej pracy pieniędzy było za mało, a po decyzji mojego odwołania mają się nagle znaleźć? Jak to jest, że nie brakuje 66 mln zł na portal o Dolnym Śląsku, a nie można znaleźć trzech milionów rocznie na teatr, który wygrywa wszelkie rankingi? Czy my, ludzie teatru, jesteśmy śmieciami, żeby nas tak traktować?

Teatr już zapowiada protest. W jego ramach prawdopodobnie zostanie odczytany protokół pokontrolny, bo - jak mówią pracownicy teatru - jest tak pełen błędów, że aż komiczny. - Na pewno nie oddamy pola - zapowiada Mieszkowski. - A jeśli polegniemy, odpowiedzialność za upadek tej sceny spadnie na zarząd województwa.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego