Jak dzieci ratowały miasto

Czy jest dobry sposób na zainteresowanie dzieci (lokalną) historią? Jest. Należy sięgnąć po znaną w regionie czy mieście legendę lub podanie, następnie przemieszać motywy, swobodnie wikłać wątki, dobrze obmyślić perypetie i gotowe. Można spodziewać się sukcesu, jak w przypadku "Chłopca z Gliwic", sztuki autorstwa Grzegorza Krawczyka, luźno osnutej na kanwie legendy o bohaterstwie i przemyślności kobiet, które w czasie wojny trzydziestoletniej uratowały miasto przed protestanckim najazdem - pisze Agnieszka Grzywaczewska-Kurpierz w Śląsku.

«Według podań w 1626 r., kiedy to duński hrabia Emst von Mansfeld oblegał Gliwice, dzielne kobiety wylały na wspinających się po miejskich murach żołnierzy gorącą kaszę jaglaną, skutecznie uniemożliwiając im zdobycie Białej Bramy.

Przedstawienie zaprezentowano podczas tegorocznej Nocy Muzeów w Willi Caro. Duży udział w przygotowaniu spektaklu m. in. przy produkcji oprawy scenograficznej, budowie lalek miał toruński Teatr Baj Pomorski. Aktorzy wybrani w drodze castingu pochodzili z Wrocławia, Krakowa i Katowic.

Autor sztuki, korzystając z licentia poetica i odwołując się do znanego toposu literatury dziecięcej uczynił głównym bohaterem nie dziewczynę, lecz chłopca, zwykłego szewczyka Przemka, który dzięki swemu dobremu sercu może w krytycznej chwili liczyć na pomoc... mrówek, które onegdaj uratował przed okrutnym Mansfeldem.

Z jednej strony nic nowego. Niektóre motywy jakby skądś już znamy. Rzeczywiście, autorzy inscenizacji umieszczając, jako element scenografii, napis nihil novi sub sole doskonale o tym wiedzieli. Taki autokomentarz wydaje się tu zasadny, bowiem nie o nowe wątki tu chodzi, a raczej o świeże spojrzenie na historię.

Co sprawia, że w chłopcu budzi się bohater, któremu niestraszne są groźby armii najeźdźczej i jej krwawego przywódcy? Może miłość do córki burmistrza, pięknej mieszczki Jadwigi? Prawdopodobnie. Dość, że fortel chłopca ratuje gliwiczan przed niechybną zgubą, a dzieci zgromadzone na widowni mogą odetchnąć z ulgą, że oto zostało uratowane ich miasto. Zresztą miały w tym niemały udział. Każde z nich wrzuciło do wielkiego garnka warzywo i kaszę, to znaczy drewniane klocki, które wszak tylko z pozoru przypominały drewienka, w istocie będąc najprawdziwszymi ingrediencjami do przygotowania ukropu. Można by rzec, że aktorzy toruńskiego Teatru Baj, włączając proces wspólnego mieszania składników, który staje się znaczącym gestem współczesnej sztuki, jako przestrzeni interdyscyplinarnej wymiany. W tym spektaklu scenografia dopowiada konteksty, sprawna i nie nachalna reżyseria sprawia, że akcja toczy się naturalnie i nie przywołuje niepotrzebnych zawiłości, a muzyka przyjemnie buduje atmosferę przedstawienia. To sprawia, że ogląda się go z dużą przyjemnością.

Z drugiej jednak strony można się spierać o sens tego artystycznego zabiegu, polegającego na opowiedzeniu legendy a rebours; feministyczna wrażliwość nie pozwala mi pominąć tego aspektu i każe się zastanawiać nad powodami takiej, dość znaczącej, zmiany. Chłopiec zamiast dziewczyny?... Pewne jest jedno, sztuka zakorzenia dziecko (w zamyśle chyba głównie będące mieszkańcem Gliwic) w tutejszej specyfice miasta, któremu nie szkodzą, owe wariacje i luźne skojarzenia, a które (za ich sprawą?) niepostrzeżenie, w świadomości widza, staje się miastem wyjątkowym. A może to wic, mający na celu zachęcenie do lekkiej zabawy formą i przetwarzania źródeł historycznych? Wszakże, jak wieści podtytuł sztuki, jest to krotochwila teatralna. Wszystkiego po trosze, najważniejsze jednak, że opowieść skłania do rozmyślań i do zadawania pytań.

Przedstawienie zagrane jest żywiołowo, chwilami nawet gwałtownie ale i kunsztownie, co dało efekt w postaci autentycznego zainteresowania dzieci i ich spontanicznych reakcji. Przyjemnie było patrzeć jak śledziły akcję z otwartymi ustami. Niektóre z nich pokrzykiwały, inne dopowiadały kwestie aktorów, a wszystkie były szczerze zaangażowane w spektakl i przejęte. Szczegolnie trafiona konwencja komedii dell'arte pomogła w poddaniu się urokowi przedstawienia. Wiele zwrotów akcji, niespodziewanych żartów wywoływało radosny uśmiech na twarzach dzieci. -

Na koniec należy wspomnieć o lalkach, które, animowane przez aktorów, od pierwszej chwili przykuwają uwagę publiczności. Oto pacynki ożywają na scenie, a ich poszczególne elementy dołączane są po kolei już na oczach widzów. Daje to wspaniałą możliwość podpatrzenia magii teatru, rodzenia się tajemnicy. Pomysł bardzo interesujący, jakby zapraszający widza za kulisy, odkrywający mu niektóre sekrety warsztatu.

Zadziwiające, jak czworo aktorów potrafiło wyczarować świat, który intryguje, i widzieliśmy to - przestrasza. Wszystko razem dało dzieciom możliwość obcowania ze sztuką, która ciekawi, skłania do pytań, rozpala wyobraźnię. A potem można było wprost ze spektaklu przenieść się w przestrzenie, o których dopiero co była mowa. Dzieci tak właśnie zżywają się ze swoim miastem, a jeśli dzieje się to poprzez sztukę i wywołane nią emocje, wówczas związek, a może i późniejsza dbałość o przestrzeń będą trwałe i autentyczne. Któż bowiem nie chciałby mieszkać w takim mieście, gdzie działy się rzeczy niezwykłe, gdzie miały miejsce najazdy groźnych hrabiów, pędziły konie, strzelały armaty, a dzielni szewczykowie oraz przemyślne dziewczęta, sprytem i odwagą odpierali ataki najeźdźców?

Muzeum wydało także tekst sztuki "Chłopiec z Gliwic". Krotochwila teatralna, napisana ku ubawieniu i pokrzepieniu Bobaka oraz wszystkich dzieci z Gliwic, lecz nie tylko. Książeczka jest starannie przygotowana, a przyjemność czytania dopełniają jeszcze ciepłe i radosne ilustracje Dariusza Panasa. Może ona stanowić inspirację do własnych inscenizacji w domu, szkole czy przedszkolu.

Warto było wybrać się na "Chłopca z Gliwic". We wspomnieniu zostaje żywiołowość inscenizacji i atmosfera jakiejś przyjaźni wobec widza, zaproszenia do korespondencji sztuk i do odkrywania historii.

***

Grzegorz Krawczyk - Chłopiec z Gliwic, reżyseria - Ireneusz Maciejewski, scenografia, projekty kostiumów i lalek - Dariusz Panas, muzyka - [Michał Kowalczyk. Premiera w Muzeum w Gliwicach 17 maja 2014.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego