Litewska "Mewa" poszybowała wysoko

"Mewa" w reż. Oskarasa Korąunovasa z Teatru Miejskiego w Wilnie na XXII Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Kontakt w Toruniu. Pisze Jan Bończa-Szabłowski w Rzeczpospolitej.

«Inscenizacja dramatu Antoniego Czechowa z Teatru Miejskiego w Wilnie stała się triumfatorką toruńskiego Festiwalu Kontakt.

Oskaras Koršunovas ma od lat ustaloną markę w Polsce i Europie. A mimo niekwestionowanego dorobku pozostaje artystą poszukującym. Zaprezentowana na toruńskim festiwalu najnowsza inscenizacja "Mewy" to mistrzostwo świata. Stąd tyle nagród dla spektaklu, reżysera i aktorów. Zobacz galerię zdjęć

Tu jak w soczewce widać ludzkie uczucia i namiętności. Nie ma zaś ani jednego zbędnego elementu czy fałszywego tonu. A wszystko rozgrywa się na niemal pustej scenie. Aktorzy występują w prywatnych ubraniach jak podczas próby. Kiedy kończą kwestie, siadają z boku pod ścianą. Nadal jednak bacznie obserwują grę partnerów.

W tym teatrze laboratorium zaciera się granica między nimi a kreowanymi postaciami. Bardzo złożoną osobowścią jest Treplew (Martynas Nedzinskas). Do końca nie wiemy, czy to dobrze zapowiadający się dramaturg czy grafoman. Fragmenty jego sztuki świadczą raczej o tym drugim. Koršunovas, mocno eksponując tę scenę, bezlitośnie wyśmiewa awangardowych twórców.

Pisarz Trigorin ma poczucie wielkości, Darius Gumauskas przedstawił go jako artystę nieprzystępnego, człowieka z tajemnicą. O jego charyzmie zaświadcza otoczenie. Po sukcesie "Mewy" we Włoszech jeden z krytyków uznał, że ten Trigorin jest upozowany na... Jerzego Grotowskiego. Wiemy więc, dlaczego stał się guru dla aktorki Iriny Arkadiny.

Koršunovas nie oszczędza Arkadiny (Nele Savicenko). Sprawia wrażenie kobiety miłej i troskliwej matki, ale jest egoistką. Kiedy bandażuje głowę zranionemu synowi, widać, że nigdy nie traktowała go poważnie. Nie tylko ośmiesza jego aspiracje literackie, ale też rodzącą się miłość do Niny (ciekawa Gelmine Glemzaite). Treplew wyczuwa ten fałsz w relacjach z matką i to wywołuje w nim agresję.

W podobnym świetle Koršunovas ukazał też relacje matki i syna w swoim "Hamlecie". Oba utwory oraz "Na dnie" Gorkiego traktuje zresztą jako rodzaj tryptyku o ludzkich namiętnościach.

Jeden z widzów bacznie obserwujących postaci zwraca uwagę strojem trenera jogi. W którymś momencie wchodzi na scenę i okazuje się, że to doktor Dorn. Uśmiechnięty i na luzie Dainius Gavenonis patrzy na wszystko z dystansem i może dlatego traktowany jest jak wypróbowany przyjaciel. Ale bliższa obserwacja pokazuje, że ten życiowy mięczak ucieka od odpowiedzialności i miłości.

Losy postaci dają efekt domina. Źle ulokowawszy własne uczucia, ranią tych, którzy ich kochają. W tym spektaklu poznajemy nie postaci dramatu, lecz ludzi, takich, jacy żyją wśród nas. A także, a może przede wszystkim - lepiej poznajemy siebie.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego