Spacer z mistrzami

- Wydarzenia odbywają się raz w miesiącu, również dzięki życzliwości burmistrza dzielnicy, Centrum Promocji Kultury, Klubu Kultury Saska Kępa. Staram się dotrzeć do ludzi, którzy znali tych mistrzów, do rodziny, sąsiadów. Na początku na spotkania przychodziło około 35 osób, a ostatnio na sali nie było już miejsc siedzących nawet na schodach - mówi śpiewaczka operowa Jadwiga Teresa Stępień, autorka projektu "Polska Szkoła Mistrzów".

«Saska Kępa jest miejscem, które upodobali sobie mistrzowie - ci sprzed dziesiątek lat i ci współcześni.

Żyły tu i tworzyły osoby reprezentujące to, co najwartościowsze w naszej muzyce, malarstwie, rzeźbie, fotografii, literaturze, teatrze, filmie, architekturze i nauce. Zapraszam na krótki spacer ich śladami...

W willi przy ulicy Elsterskiej 3 do wybuchu II wojny światowej mieszkał Grzegorz Fitelberg, wybitny kompozytor i dyrygent, wraz z małżonką Haliną Szmolcówną, primabaleriną Teatru Wielkiego i Opery Narodowej, ulubienicą publiczności Warszawy. Nad portalem ich domu dwa amorki trzymają tarczę z monogramem Szmolcówny: "H.S.". Jak wieść niesie, w willi została urządzona specjalna sala ćwiczeń, w której primabalerina sama mogła tańczyć, a także przekazywać kunszt baletowy swoim uczennicom. Jedna z sąsiadek uczyła się tańca - często po południu odprowadzałem ją do willi nr 3, gdzie z przyjemnością oglądałem w obszernej sali ćwiczeń zgrabne nóżki uczennic i ich nauczycielki. (...) Dopiero po latach dowiedziałem się, że była to słynna tancerka Halina Szmolcówna - wspominał Jerzy Kasprzycki w książce "Korzenie miasta". Dziś mało kto pamięta, że maestro Fitelberg wielce umiłował Saską Kępę, choć nie dane mu było powrócić po wojennej zawierusze na Elsterską 3.

Na słynnej z wielu piosenek i wierszy ulicy Francuskiej - pod numerem 36 - też do wybuchu wojny mieszkała jedna z najbardziej wszechstronnych polskich śpiewaczek Ewa Bandrowska-Turska. Ta pierwsza wykonawczyni wielu utworów Karola Szymanowskiego zadebiutowała w 1916 r. w Wiedniu. W Paryżu propagowała współczesnych kompozytorów polskich (Karola Szymanowskiego, Jana Maklakiewicza) i francuskich (Maurice Ravel i Albert Roussel akompaniowali jej przy wykonywaniu utworów swojego autorstwa), miała wiernych wielbicieli w Sofii, Bratysławie, Sztokholmie, Kopenhadze, Hamburgu, Leningradzie, Odessie, Moskwie, Nicei, Brukseli, Ostendzie, Nowym Jorku, Chicago i Cleveland... Swym niezwykłym głosem zachwycała jednocześnie mieszkańców Saskiej Kępy, parafian w kościele Matki Bożej Nieustającej Pomocy przy ulicy Nobla 16. W 1938 r. w ówczesnym małym drewnianym kościółku uświetniła swym występem uroczyste erygowanie parafii przez kardynała Aleksandra Kakowskiego.

Z ulicy Francuskiej tylko krok na Zakopiańską 16. - Czytałam wszystkie ich książki - opowiada mi jedna z mieszkanek Saskiej Kępy, z uśmiechem wspominając autorów książek podróżniczych dla młodzieży Alinę i Czesława Centkiewiczów. - Z Saską Kępą związani byli przez 40 lat. Centkiewiczowie tworzyli pierwszą polską sagę polarną - między innymi stąd wyruszali na wyprawy na Antarktydę.

Z kolei w domu przy ulicy Zwycięzców 39 przez 22 lata mieszkał największy po Fryderyku Chopinie i Karolu Szymanowskim polski kompozytor - Witold Lutosławski. W rozmowie z jego pasierbem Marcinem Bogusławskim usłyszałam wiele ciekawych rzeczy o mistrzu i muzyce: - Dzisiaj muzyka poważna jest zaniedbaną dziedziną sztuki, bo radio i telewizja zainteresowane są przede wszystkim liczbą odbiorców, więc nadają głównie muzykę lekką, rozrywkową. Trzeba uczyć ludzi słuchania muzyki poważnej współczesnych twórców, zwłaszcza tych, których dzieła wykonywane są z powodzeniem na całym świecie.

Spacerując po Saskiej Kępie, warto skręcić w ulicę Nobla. Tu historię o wartościach wyniesionych z domu rodzinnego Józefa Gosławskiego, rzeźbiarza i medal iera, przybliża mi jego córka Anna Rudzka. Tutaj również można podziwiać dzieła twórcy pomnika Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli, dotknąć zaprojektowanych przez niego monet (np. 5 zł z rybakiem) i medali (m.in. "Rok 1939", "Bolesław Chrobry", "1000-lecie Chrztu Polski") oraz poczuć to szczególne zamiłowanie do sztuki, obecne w tym domu od pokoleń.

Wracając na Francuską - pod numer 49 - należy wspomnieć o profesorze Janie Nielubowiczu, wybitnym polskim chirurgu, który dokonał pierwszego na świecie przeszczepu nerki. Był pedagogiem, rektorem Akademii Medycznej, doktorem honoris causa, członkiem Rady Prymasowskiej, a nade wszystko wrażliwym na ludzkie cierpienie człowiekiem.

Saska Kępa to także miejsce wielkich lwowiaków, takich jak Wiesław Machan z alei Waszyngtona, który tworzył tu w latach powojennych. Multiinstrumentalista, kompozytor, aranżer, dyrygent, muzyk jazzowy, konstruktor instrumentów muzycznych, rysownik, malarz. Absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Lwowskiej i Konserwatorium Lwowskiego. Przy ulicy Styki 25 mieszkał jego przyjaciel Jerzy Michotek, poeta, aktor, reżyser, bard lwowski. Niestrudzony obrońca pamięci Lwowa, zaangażowany w odbudowę cmentarza Łyczakowskiego. Lwowskie "Wierne Madonny" Jerzego Michotka połączyły się w jakiś sposób z Madonną Nieustającej Pomocy z Saskiej Kępy i mają dziś nie mniejszą moc niż za czasów tego wspaniałego pieśniarza.

Jakże rada jestem bywać na ulicy Walecznych. Powracają tu do mnie zawsze myśli profesora Jana Cybisa - "Rozwój sztuki opiera się na wyjątkach, a nie na zasadach", "Starzeje się przede wszystkim nowość". Na Walecznych 28 ten znakomity malarz kolorysta miał przez 10 lat swoją pracownię. Przypomina o tym pamiątkowa tablica.

Na tej ulicy refleksje nasuwają się również za sprawą Leonarda Sempolińskiego, fotografa, malarza, jednego z członków założycieli Związku Artystów Fotografików. Był twórcą dokumentacji fotograficznej ruin Warszawy, cykli krajobrazowych, fotografii reportażowych, eksperymentalnych i artystycznych. Z pomocą aparatu przedstawiał historię znaną tym, którzy w niej uczestniczyli, dzielił się swą miłością do ojczyzny, utrwalając jej piękno na poetyckiej fotografii.

Wędrówka niezwykłymi uliczkami Saskiej Kępy prowadzi mnie teraz na Raperswilską. Tam mieszkał dżentelmen nie tylko srebrnego ekranu - Jan Suzin. Erudyta władający aż siedmioma językami, dbający o mowę polską. Wspominany przez wielu lektor telewizyjny, spiker, pisarz, malarz, architekt. W ubiegłym roku świat muzyczny obchodził setne urodziny profesora Jana Ekiera, mistrza z alei Waszyngtona, zamieszkującego Saską Kępę od około 80 lat. Pianista, kompozytor, wydawca i redaktor naczelny wydania wszystkich dzieł Fryderyka Chopina, ceniony w Polsce i na świecie pedagog. Jego syn, poeta i tłumacz, Jakub Ekier tak mówi o Saskiej Kępie: - To miejsce skupiało i skupia ludzi twórczych, co wiąże się z elitarnym charakterem dzielnicy, ale też z jej atmosferą i wyglądem. Nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo Saska Kępa przyciąga urodą architektoniczną i przyrodą. W kamienicy, w której ojciec mieszka do dzisiaj, i domach sąsiednich miało swoje mieszkania i pracownie wielu ludzi zasłużonych dla kraju. Wspomnę, bardzo wybiórczo, kilka osób, takich jak Aleksander Rummel, profesor Politechniki, jeden z pionierów polskiego przemysłu motoryzacyjnego po I wojnie światowej, czy mieszkający w sąsiedniej kamienicy profesor Stefan Morawski, estetyk i filozof, mąż Anny Morawskiej - eseistki, publicystki związanej ze środowiskiem miesięcznika i wydawnictwa Więź. Inna wybitna postać to mieszkający dwa domy dalej tłumacz, filolog klasyczny i historyk filozofii profesor Juliusz Domański. Wśród osób ze świata muzyki chciałbym wymienić kompozytorów Adama Świerzyńskiego, Tadeusza Bairda i pianistkę Wandę Wiłkomirską. Na Saskiej Kępie mieszkał też architekt Bohdan Lachert, który miał swoją willę przy ulicy Katowickiej, oraz malarze Halina i Leon Michalscy i zmarły niedawno rzeźbiarz Adam Roman.

Nie sposób w jednym artykule wspomnieć wszystkich mieszkańców Saskiej Kępy tworzących jej historię i czas obecny. Trzeba przyjść tu samemu i poszukać ich śladów wśród domów i uliczek. "

***

Warto inspirować młodych

Z JADWIGĄ TERESĄ STĘPIEŃ, śpiewaczką operową, twórczynią projektu "Polska Szkoła Mistrzów", organizatorką i koordynatorką spotkań "Śladami Mistrzów... Wielkie Postacie na Saskiej Kępie", rozmawia Anna Kalinowska.

Anna Kalinowska: Kiedy i jak narodził się pomysł spotkań "Śladami Mistrzów. Wielkie Postacie na Saskiej Kępie"?

Jadwiga Teresa Stępień: - W 2010 r. odeszła moja Maestra, prof. Akademii Muzycznej we Wrocławiu Irena Gałuszka, jedna z najważniejszych osób w moim życiu. Miałam poczucie wielkiej straty i bólu, bo nie zdążyłam jej powiedzieć, ile dla mnie znaczyła. Chciałam zorganizować w Warszawie koncert jej dedykowany, ale potrzebowałam powodu, bo Maestra całe życie pracowała we Wrocławiu. Uznałam, że można pokazać również innych wielkich mistrzów, którzy mieli ogromny wpływ na kulturę polską, na nasze narodowe dziedzictwo, a którzy swoim życiem, tak jak Maestra, pokazywali, że ich sztuka była ich misją. Wtedy pojawił się pomysł, by koncertowi towarzyszyła wystawa "Mistrz... Uczeń... Autorytet... Respekt" dedykowana mistrzom mieszkającym i tworzącym na Saskiej Kępie. Tak rodziła się idea "Polskiej Szkoły Mistrzów". Wyobrażałam to sobie tak, że, powiedzmy, raz w roku, pod okiem najwybitniejszych polskich i światowych autorytetów z różnych dziedzin sztuki odbywałyby się warsztaty - kursy mistrzowskie dla młodych adeptów kształcących się w różnych dziedzinach sztuki. Zajęcia otwarte.

Stwarzające możliwości uczestnictwa jednocześnie także np. muzykom, malarzom, rzeźbiarzom... Mamy wybitnych pedagogów i szalenie utalentowaną młodzież, w każdej dziedzinie. Dlaczego nie mogą też przyjechać do nas, do Polski, ludzie ze świata, by zdobywać szlify? Inaugurując projekt w końcu sierpnia 2011 r., otrzymałam ogromne wsparcie wielu instytucji i osób. Projekt mój wsparła swym autorytetem pani prezydentowa Anna Komorowska. Po inauguracji - wraz z grupą cenionych artystów - starałam się stworzyć stowarzyszenie, by mieć osobowość prawną niezbędną do pozyskiwania finansowego wsparcia. To było jednak zbyt wczesne i nie doszło do zawiązania formalnego stowarzyszenia. Wyglądało na to, że projekt nie ma szans, bo z powodu braku osobowości prawnej nie można było aplikować o dotacje.

I stąd wyłonił się pomysł na słynne już spotkania.

- Miałam nawiązane kontakty z przedstawicielami uczelni, dziennikarzami, szkoda to było zmarnować. Pomyślałam - przecież na Saskiej Kępie mieszkały i tworzyły wielkie autorytety, o których współcześnie niewiele osób tutaj słyszało.

Symbolem Saskiej Kępy w obecnej świadomości jej mieszkańców jest... Agnieszka Osiecka.

- Brawo! Ja uwielbiam Agnieszkę Osiecką - to wielka poetka, twórczyni - ale nieporównywalny wkład w nasze dziedzictwo kulturowe i narodowe wniósł Witold Lutosławski, który 22 lata mieszkał przy Zwycięzców 39. Kto kojarzy, że przy Elsterskiej 3 stała willa - ukochane miejsce kompozytora i dyrygenta Grzegorza Fitelberga. Kto dziś o nim pamięta? Wspaniale, że jest tablica pamiątkowa.

Ale jak ktoś nie jest tym szczególnie zainteresowany i nie wie, że tam jest tablica, to pewnie wcale jej nie zauważy.

- Podąża Pani moim śladem myślenia. Na Walecznych jest tablica poświęcona malarzowi Janowi Cybisowi, wiedzą o niej głównie inni malarze. O tym, że przez 40 lat przy Zakopiańskiej mieszkali Alina i Czesław Centkiewiczowie, przypomnieliśmy sobie dopiero w marcu ubiegłego roku. Spotkania dotyczą nie tylko mistrzów w dziedzinie sztuki, ale i nauki czy sportu. Dzięki temu projektowi mogłam oddać ukłon np. chirurgowi, prof. Janowi Nielubowiczowi. Nie wiedziałam wcześniej, że to był prekursor polskiej transplantologii, przeprowadził pierwszy w Polsce przeszczep nerki. Warto tym wszystkim wielkim ludziom podziękować za to, że poświęcili życie swojej pasji. Dzielmy się tymi wiadomościami. Chcę się cieszyć ich sukcesami, bo one są też moimi, bo o Polsce powiedzą dobrze na świecie.

Czyli połączyła Pani ten pierwszy projekt ze swoim patriotyzmem lokalnym.

- Wydarzenia odbywają się raz w miesiącu, również dzięki życzliwości burmistrza dzielnicy, Centrum Promocji Kultury, Klubu Kultury Saska Kępa. Staram się dotrzeć do ludzi, którzy znali tych mistrzów, do rodziny, sąsiadów. Na początku na spotkania przychodziło około 35 osób, a ostatnio na sali nie było już miejsc siedzących nawet na schodach. Przygotowanie comiesięcznych spotkań wymaga wielkiego wysiłku organizacyjnego i twórczego. Pozyskania zarówno wybitnych gości specjalnych, jak i instytucji, osób prywatnych, dzięki którym mam szansę przygotować konstrukcję wydarzenia. Ale coraz częściej słyszę: "Niech pani nie odpuszcza, to jest ważne". Dołączają się już życzliwe mym działaniom media. Już wiem, że mogę pójść dalej, bo nie jestem sama. Bank "ludzkich serc" jest już ogromny.

No właśnie - jakie są plany na przyszłość? Co będzie, kiedy opowie już Pani o wszystkich mistrzach z Saskiej Kępy?

- Tak się złożyło, że projekt był inaugurowany na Saskiej Kępie, ale jest ogólnowarszawski, ogólnopolski. Chodzi o to, by pokazać, co mamy najlepszego, zainspirować też świat. Informuję o spotkaniach na Facebooku i jest duży oddźwięk, również międzynarodowy. Jeśli sami będziemy mieć szacunek do siebie i naszych mistrzów, to będzie inspirować dalej. Nie trzeba się ograniczać do jednej dziedziny zainteresowań, jeśli ma się wybór.

A jak udaje się Pani dotrzeć do tych osób, o których Pani wspominała - znajomych i sąsiadów bohaterów spotkań?

- Dzwonię, piszę, kontaktuję się, otrzymuję wiadomości o osobach i instytucjach, od których mogę się czegoś dowiedzieć, szukam w środowisku. Ludzie wyciągają dokumenty, zdjęcia, opowiadają historie i anegdoty - tworzy się baza, która zaczyna pulsować swoim życiem. Przy okazji organizacji spotkania poświęconego muzykowi Wiesławowi Machanowi odezwała się jego rodzina. Posiadane przez nich dokumenty zostały przekazane Muzeum Jazzu. Czyli to jest potrzebne, moje działania nie są nieważne. Przed świętami Bożego Narodzenia znalazłam w mojej skrzynce pocztowej osobiste życzenia od pani prezydentowej Anny Komorowskiej. Odebrałam je jako symbol, jako dalsze wsparcie mej potrzeby działania na rzecz ochrony pamięci mistrzów i dzielenia się wartościami. Warto inspirować młodych...»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego