powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Łucja we krwi

"Łucja z Lammermooru" w reż. Anette Leistenschneider w Operze Wrocławskiej. Pisze Bronisław Tumiłowicz w Przeglądzie.

Premiera "Łucji z Lammermooru" Gaetana Donizettiego w Operze Wrocławskiej to ogromny sukces kreującej postać tytułową Aleksandry Kubas. Dołącza ona tym samym do panteonu polskich królowych belcanta i stawia poprzeczkę bardzo wysoko. Głos jej szybuje swobodnie i doskonale kreśli sylwetkę dziewczyny, która w rozpaczy morduje mężczyznę narzuconego jej przez rodzinę, a następnie dostaje obłędu. Aleksandra Kubas potrafiła połączyć karkołomny popis wokalny z prawdą sceniczną. Pomaga jej w tym grający solo na flecie Tadeusz Witek. To najmocniejszy muzyczny punkt przedstawienia, bo pozostali wykonawcy są najwyżej poprawni, a reżyserka przybyła z Niemiec okrasiła całą historię pomysłami jak z filmowego horroru drugiej kategorii. Scenografia Pawła Dobrzyckiego trafnie oddaje nastrój ponurego szkockiego zamczyska, w którym dochodzi do tragedii, i wykorzystuje bogate możliwości sceny obrotowej i opuszczanej. Dziwić mogą natomiast zaprojektowane przez niego kostiumy dla kobiet z chóru. Wszystkie wyglądają jak urzędniczki z banku. Piękna muzyka Donizettiego rekompensuje jednak niedostatki, a owacje dla solistki dowodzą, że w repertuarze Opery Wrocławskiej pojawił się hit.