Czy będzie coś wyświetlane?

- Przychodziły do nas babiny, które nigdy nie były w teatrze, nagle oglądały historię, która zaraz może je spotkać - po czym zabierały głos i usiłowały porozmawiać na ten temat. Kiedy z widowni pada pytanie: "Jak żyć?", wiemy, po co pracujemy - o doświadczeniach zeszłorocznych objazdów z programem Teatr Polska opowiadają artyści w miesięczniku Teatr.

«W zeszłorocznej, piątej już edycji programu Teatr Polska piętnaście teatrów wybranych spośród stu pięciu zgłoszeń odwiedziło sto cztery miejscowości, dając w nich łącznie sto siedemdziesiąt przedstawień. Instytut Teatralny konsekwentnie prowadząc tę akcję, przyczynia się do rozwoju edukacji kulturalnej na terenie całego kraju. Statystyki z poprzednich edycji mówią o prawie sześciuset pokazach, ponad stu tysiącach widzów i ponad dziewięćdziesięciu tysiącach uczestników warsztatów. Liczby są imponujące, ale nie dają świadomości wewnętrznego zróżnicowania charakteru poszczególnych objazdów. W projekcie biorą wszak udział z jednej strony spektakle adresowane do różnych grup wiekowych, z drugiej - teatry rozpięte od instytucji samorządowych, przez grupy niezależne, ale funkcjonujące przy instytucjach w dużych ośrodkach miejskich, po stowarzyszenia działające na obrzeżach środowiska.

O doświadczeniach objazdów opowiedzieli nam organizatorzy trzech z nich, reprezentujący różne estetyki, różne podejścia do idei programu, wreszcie różne typy teatrów. Dorota Anna Dąbek i Piotr Stec z kwidzyńskiej Sceny Lalkowej we współpracy z warszawską Unią Teatr Niemożliwy (obie grupy to organizacje pozarządowe) zaproponowali Instytutowi realizację "Drugiego pokoju" Zbigniewa Herberta, opartą na technikach teatru cieni i wideoinstalacjach. Igor Gorzkowski ruszył w Polskę z żywiołowym autorskim spektaklem "Kalino malino czerwona jagodo" [na zdjęciu] Studia Teatralnego Koło, zrealizowanym w koprodukcji z Teatrem Ochoty. Dyrektor kieleckiego Teatru Lalki i Aktora "Kubuś", Robert Drobniuch, wyekspediował zaś w trasę skierowane do najmłodszego widza "Robale" Agaty Biziuk w reżyserii autorki; kierownikiem objazdu został aktor z zespołu, Michał Olszewski, reżyserka nie brała udziału w projekcie.

Praktyka

ADAM KAROL DROZDOWSKI "Drugi pokój", "Kalino malino czerwona jagodo", "Robale" - dlaczego akurat z tymi spektaklami postanowiliście Państwo ruszyć w Polskę?

DOROTA ANNA DĄBEK Po pierwsze "Drugi pokój "dotyka bardzo ważnego tematu: starości, śmierci i zerwanych, międzypokoleniowych relacji. Po drugie uważamy, że to dobry spektakl i sprawdził się wobec widza. Nim ruszyliśmy w trasę, mieliśmy doświadczenia panelowe z ludźmi, podczas których okazało się, że ten spektakl jest odbierany bardzo osobiście. Starość to aktualny temat.

IGOR GORZKOWSKI Do wyboru była jeszcze "Burza", którą zrobiliśmy na początku sezonu. Ale o Kalinie od początku myśleliśmy, że to jest rzecz, z którą chcemy pojeździć po Polsce. Raz, że spektakl ten można pokazywać w różnych przestrzeniach, dwa - nie przez przypadek zdecydowaliśmy się na obsadę złożoną z czterech aktorek tuż po szkole teatralnej. Tylko jedna z nich ma etat, co więcej - ten etat pojawił się już po premierze Kaliny Chcieliśmy zrobić spektakl, który będzie intensywnie eksploatowany. Wydawało nam się też, że to spektakl bardzo komunikatywny - czytelny na różnych poziomach kompetencji teatralnej. Można go przeczytać na poziomie historii, którą opowiadamy, ale można pójść dalej, myśląc o tych postaciach.

ROBERT DROBNIUCH "Robale" to współczesna sztuka i estetyka, problematyka również dotyczy dnia dzisiejszego - dlatego zdecydowałem, że to będzie najlepsza propozycja dla widzów, którzy rzadko albo w ogóle nie chodzą do teatru.

DĄBEK My w naszym spektaklu stosujemy nowe media, używamy nowoczesnego języka sztuk wizualnych, a na widowni często zasiadali ludzie, którzy pierwszy raz przyszli do teatru. Początkowo obawialiśmy się, że odbiór będzie trudny, tymczasem spektakl wciąga, staje się uniwersalny i prowokuje do rozmowy nie tylko o trudnych kwestiach, ale i o tym, jakich technik można używać dziś w sztuce. Multimedia nie są u nas dodatkiem, one wynikają z inscenizacji, tworzą scenografię. Ludzie odkrywali rejony sztuki, których kompletnie nie znali.

DROBNIUCH Pogram Teatr Polska potraktowałem jako szczególną szansę zaprezentowania widzom współczesnego repertuaru. Nie można przejść obojętnie ani wobec formy, ani treści tego spektaklu, to jego duży atut. U nas pokazy były zresztą zazwyczaj niebiletowane, i to też zachęciło wielu widzów. Dzieci mogły zarazić się pasją do teatru.

GORZKOWSKI Także "Kalina" może być dobrym wstępem w edukacji teatralnej, działać na rozbudzenie apetytu. To nam się chyba udało - niezależnie, czy graliśmy dla siedemdziesięciu, czy dla pięciuset osób, za każdym razem publiczność angażowała się w spektakl, był z nią dobry kontakt. Dowodem są rozmowy z widzami po pokazach.

DROZDOWSKI Warsztaty są obowiązkowym elementem ofert składanych Instytutowi. Na czym polegały w Państwa objazdach?

DROBNIUCH Nasze warsztaty nawiązywały do tematu ekologii. Angażowaliśmy dzieci formułą zabawy w teatr. Niektóre tak się wciągnęły, że ruszyły za nami i jechały do kolejnego miasteczka, żeby wziąć udział w kolejnych warsztatach.

MICHAŁ OLSZEWSKI U nas warsztaty były podzielone na dwa etapy. Pierwszy - to typowe teatralne warsztaty z wplecionymi akcentami ekologicznymi, natomiast drugi to pogadanka na temat ekosystemu miejsc, w które jeździliśmy. Każda z tych miejscowości ma jakieś szczególne miejsca, zabytki przyrody, niezwykłe ekosystemy. Staraliśmy się przybliżyć mieszkańcom ich okolice. Przyjęliśmy hasło "Ekosystem naszym domem", w związku z czym chcieliśmy naszym widzom pokazać, że możemy żyć wszyscy razem w symbiozie, nie krzywdząc nikogo - a może warto też pomagać innym, interesować się, kto żyje wokół nas, przez takie doświadczenie stać się kimś lepszym.

DROBNIUCH Te warsztaty rozbudziły wyobraźnię dzieci, wiele z nich robiło zdjęcia, komponowało obrazki inspirowane zajęciami. Potem nam je wysyłały, czego my w żaden sposób nie prowokowaliśmy. Jestem pod dużym wrażeniem ich aktywności.

GORZKOWSKI Chcieliśmy, żeby nasze warsztaty korespondowały bezpośrednio ze spektaklem, który pokazujemy, dlatego punktem wyjścia do nich była ławeczka. To obiekt, który może mieć bardzo różne funkcje, zależnie od wyobraźni tych, którzy mieliby teatralnie tę ławeczkę animować. Warsztat przygotowywał do podniesienia kompetencji widza, umiejętności patrzenia na spektakl nie tylko poprzez fabułę, ale i przez postacie, przez doszukiwanie się głębszych znaczeń sytuacji, słów, zastanowienie się, na ile to może korespondować z nami samymi, czyli widzami. Wiem, że często głównym elementem, obok pokazów, są w tych objazdach rozmowy. Ale nam się wydaje, że strasznie trudno jest tylko rozmawiać o teatrze, trzeba pójść gdzieś dalej. Wszystko powinno wychodzić od działania. Im więcej na sobie doświadczymy, tym więcej możemy skorzystać z teatru.

DĄBEK My zawsze poza praktycznymi warsztatami mieliśmy prawie godzinny panel, który stawał się właściwie drugim spektaklem. Ludzie chcieli rozmawiać głównie o treści przedstawienia. Zdarzało się, że dziękowali za poruszenie tematu tabu, jakim jest starość. To ich najnormalniej w świecie wzruszało, więc dyskusje były tym bardziej interesujące. Przychodziły do nas babiny, które nigdy nie były w teatrze, nagle oglądały historię, która zaraz może je spotkać - po czym zabierały głos i usiłowały porozmawiać na ten temat. Kiedy z widowni pada pytanie: "Jak żyć?", wiemy, po co pracujemy. A spektakl prowadził właśnie do takich rozmów.

Szansa

DROZDOWSKI Teatry z Kwidzyna i z Kielc brały udział w programie Teatr Polska po raz pierwszy. Spośród Państwa tylko Igor Gorzkowski jest weteranem projektu. Czy wcześniej organizowaliście Państwo jakieś inne duże objazdy, nie tylko pojedyncze gościnne występy?

DĄBEK Tak, ale nie na terenie Polski. Byliśmy w takiej formule trzy razy na Białorusi. Zarówno w większych ośrodkach, jak w kołchozach, również tam, gdzie nie ma teatru. Nawet w Lenino graliśmy!

DROBNIUCH W naszym teatrze jeszcze w latach osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych była tradycja grania spektakli w okolicznych miejscowościach; to był wręcz bardziej teatr objazdowy niż korzystający ze stałej sceny. Ostatnio jednak ograniczaliśmy się już tylko do gościnnych występów parę razy w miesiącu w sąsiednich gminach. Dlatego trasa "Robali" była dla naszego teatru wyjątkowym wydarzeniem.

GORZKOWSKI Czasem udaje się gościnne występy połączyć w jakąś trasę, ale to się zdarza rzadko. Ośrodki częściej mają pieniądze na festiwal czy przegląd niż na codzienną działalność.

DROZDOWSKI Jeździć z teatrem po Polsce poza projektem Instytutu jest więc dziś trudno. Z czego wynikają te problemy?

DROBNIUCH To złożona sprawa. Powody finansowe są bardzo istotne, ale są też kwestie organizacyjne. Nie każdy dom kultury chce współpracować, nawet jeśli ma odpowiednie warunki. Przy większym zaangażowaniu partnerów wyjazdy byłyby możliwe częściej - a tak, jeżeli chcemy zagrać te sto, dwieście kilometrów dalej w małej miejscowości, zwykle wszystko spada na nasze barki.

DROZDOWSKI Z jakim przyjęciem spotykały się Państwa wizyty w ramach Teatru Polska?

DROBNIUCH Mieliśmy bardzo dużo głosów pozytywnych. Ten program pozwolił też na nawiązanie nowych kontaktów, sprawdzenie przyszłych partnerów, instytucji, z którymi moglibyśmy współpracować nawet bez udziału programu Teatr Polska.

DROZDOWSKI Czyli na co dzień brakuje tylko katalizatora, żeby uruchomić chęci działania?

DROBNIUCH Absolutnie tak. A że ten program ma duży budżet, tym bardziej w tego typu rozwoju pomaga.

OLSZEWSKI W większości przypadków byliśmy zdziwieni tak powszechną potrzebą kontaktu z teatrem. W wielu miejscach dzieci nie miały dotąd szansy czegoś takiego spróbować, więc warsztaty cieszyły się ogromnym powodzeniem. Sam spektakl też docierał w miejsca, gdzie już dawno teatru nie było, widzieliśmy, że ludzie tego potrzebują. Podchodzili do nas, dziękowali nam za to doświadczenie i pytali, dlaczego tak rzadko się coś takiego dzieje. Owszem, były miejsca, gdzie Teatr Polska już wcześniej docierał, można powiedzieć, że tam widz był już wyrobiony, wiedział, czego się spodziewać, łatwo było to poznać. Ale tam, gdzie od dziesięciu lat nie było w okolicy żadnego przedstawienia, przychodzili ludzie i nie wiedzieli, jak się zachować. Przyjechał teatr, są warsztaty - czy można wziąć w tym udział? To bardzo ciekawe doświadczenie. W Kielcach na miejscu mamy zupełnie inny kontakt z publicznością, która zna nas od lat.

DĄBEK My graliśmy w bardzo małych miejscowościach i adaptowaliśmy różne przestrzenie, graliśmy w starej fabryce, w stodole Budowaliśmy teatr od podstaw, amfiteatralną widownię, scenę, halle, całe okotarowanie. Nawet kiedy graliśmy w sali gimnastycznej, przerabialiśmy całą tę salę po to, żeby ludzie, którzy przyjdą na spektakl, poczuli się faktycznie jak w teatrze. W tych miejscowościach teatru nigdy nie było, nie grywaliśmy w miastach, gdzie jest pół miliona mieszkańców. Dlatego budowaliśmy widownię zależnie od wielkości miejscowości, na sześćdziesiąt, na sto parę osób - i miejsca były zapełnione. W stodole graliśmy dla czterdziestu widzów - i było czterdziestu. To było ogromne doświadczenie zarówno dla miejscowych organizatorów, jak i dla nas, ale mieliśmy widza, okazywało się, że naprawdę jest zapotrzebowanie na teatr.

PIOTR STEC Nasza trasa była dosyć rozsiana, graliśmy czternaście spektakli aż w sześciu województwach: od Świętokrzyskiego, przez Mazowieckie, Podlaskie, Warmińsko-Mazurskie, Kujawsko-Pomorskie, po Pomorskie. Miejscowości wahały się od kilkudziesięciu tysięcy do kilkuset mieszkańców, zresztą w projekcie zakładaliśmy, że rozstrzał ma być jak największy, żebyśmy mogli skonfrontować, jak różne społeczności odbierają spektakl i warsztaty, jaki to rodzaj uczestnictwa - dla kogo to święto, dla kogo przyczynek do dalszej dyskusji, dla kogo impuls do zmiany otoczenia wokół siebie. To był eksperyment. Do ponad połowy z tych miejsc Teatr Polska dotarł po raz pierwszy.

GORZKOWSKI Takie sytuacje były bardzo satysfakcjonujące, a czasem i zaskakujące. Pierwszy raz na przykład graliśmy w Obornikach. To miał być eksperyment, mówiono nam, że tam pokazywane są najwyżej kabarety, od wielu lat nie było tam teatru. Była więc obawa o frekwencję, a na dzień przed spektaklem dostaliśmy telefon, że jest nadkomplet, trzysta siedemdziesiąt osób, a ludzie cały czas dzwonią - więc czy można sprzedawać więcej biletów. Tak było najczęściej. Oczywiście zdarzały się miejsca, gdzie nie było kompletu, ale nie jest tak, że teatr sam sobą przyciąga publiczność. Wiele zależy od tego, w jaki sposób w danym ośrodku takie wydarzenie się traktuje, jakie znaczenie ma przyjazd teatru i jaką własną aktywność ośrodek wykaże dla pozyskania widza. Zawsze trzeba dotrzeć do ludzi, którzy mogliby być tym zainteresowani, a jest to bardzo wdzięczna publiczność.

DROZDOWSKI Jakiego rodzaju jest to aktywność?

GORZKOWSKI W Ząbkowicach Śląskich dzień przed nami grał teatr z Legnicy i widzów było zdaje się dwudziestu, na naszym spektaklu było już siedemdziesięciu, to była jedna trzecia sali. Na spotkaniu z publicznością zostało kilkanaście osób - i ci widzowie wyraźnie powiedzieli, żebyśmy się nie zniechęcali i wrócili do Ząbkowic, bo ludzie tego potrzebują. Tyle że tym razem dowiedzieli się o spektaklu w ostatniej chwili. Klasyczny sposób, czyli wywieszenie plakatu w witrynie domu kultury, dziś już po prostu nie wystarcza.

Potrzeby

DROZDOWSKI Czy na podstawie doświadczeń zdobytych podczas objazdów można jednoznacznie określić poziom edukacji kulturalnej w Polsce?

OLSZEWSKI Rozpiętość jest ogromna, począwszy od widza, który kilka, kilkanaście razy w roku chodzi do teatru, aż po takiego, który widzi spektakl raz na pięć, dziesięć lat, kiedy jakiś do niego przyjedzie. Cieszę, się, że mogliśmy tę różnorodność obserwować, że dotarliśmy do tych ludzi, którzy pewnie nigdy by nie zawitali w teatrze, gdyby nie nasze odwiedziny.

DROBNIUCH Ja widzę, że w szkołach i przy domach kultury powstaje dużo grup teatralnych, są ludzie, którzy chcą się tym zajmować. To jest zjawisko o tendencji wzrostowej, przy czym brakuje szans na podwyższenie kompetencji nauczycieli, instruktorów teatralnych i trudno dać im możliwość rozwoju, wypłynięcia na szersze wody, poza klasy, budynki szkół. My nawet po Teatrze Polska uruchomiliśmy u siebie zajęcia dla nauczycieli, zebrała się grupa dwudziestu takich, którzy chcą organizować grupy teatralne. Fajnie byłoby wykorzystać tę energię, która jest w młodych - nie tylko młodych - nauczycielach, pomóc im przez różnego rodzaju festiwale, przeglądy.

GORZKOWSKI Dużo gorzej jest, jeżeli spojrzeć, jakie spektakle przyjeżdżają do tych miast poza systemem objazdowym. Najczęściej są to produkcje nastawione na wyraźny zysk, czysto rozrywkowe. Bilety na nie są dosyć drogie, ale widzowie płacą, bo chcą zobaczyć aktorów znanych z telewizji. Te spektakle same na siebie zarabiają, ośrodek nie musi dokładać do pokazania na przykład Klimakterium - jest kilka takich tytułów, które krążą po całej Polsce w czterech obsadach. Ośrodek ma odhaczone, że przyjechał teatr ze stolicy czy z innego miasta i nawet nie trzeba było do tego dokładać. Na teatr, w którym nie sama uciecha się liczy, trudniej zdobyć pieniądze, trudniej też go sprzedać.

Mieliśmy w zeszłym roku kuriozalną sytuację w Iławie. Pani, która decyduje o programie teatralnym ośrodka, przeczytała recenzje "Staruchy", które są bardzo dobre, ale świadczą o tym, że to nie jest stricte rozrywkowy spektakl, więc uznała, że nikt w Iławie tego nie zrozumie. Ona decyduje za innych o tym, co jest na ich poziomie, a gdy już to uczyni, nie stara się spektaklu zareklamować. Jak najmniej wysiłku, jak najmniej wyzwań - i zmierzamy w stronę powszechnego odmóżdżania. Szczęśliwie Teatr Polska próbuje ten problem zrównoważyć.

OLSZEWSKI W większości miejsc, które odwiedziliśmy, teatr jest znany. Część wcześniej brała udział w programie, część ma swoje grupy, które na stałe tam działają, byliśmy też w miejscach, gdzie i profesjonalne teatry mają swoje siedziby, jak Piotrków. Miejscowości, w których teatr całkiem zaginął, było kilka, pięć czy sześć - na trzydzieści to dużo. Teatr żyje niekoniecznie spektaklami, to mogą być warsztaty, happeningi. Chodzi o pewną świadomość. Ludzie, którzy chodzą na spektakle, podczas warsztatów zachowują się zupełnie inaczej. W miejscach, gdzie teatru nie było, słyszeliśmy na przykład pytanie, czy będzie coś wyświetlane.

GORZKOWSKI Nie ma przede wszystkim systemu, który by organizował edukację teatralną. Trzeba szukać ludzi, którzy mają pasję, dać im narzędzia do jej realizacji i możliwość dzielenia się doświadczeniami. Ile razy spektakl z Biłgoraja można pokazać w samym Biłgoraju? Ważne, żeby mogli go zobaczyć ludzie z miast sąsiednich. To zresztą odpowiada podstawowej idei, na jakiej opiera się teatr: potrzebie spotkania i bycia razem.

DĄBEK Myślę, że ludzie wszędzie potrzebują takich inicjatyw, spotkania z teatrem raz na jakiś czas. Uważam, że projekt Teatr Polska powinien trwać cały rok, żeby przynajmniej co dwa miesiące ktoś do nich przyjeżdżał. Ludzie mówią, że mają przesyt siedzenia w domu, przy telewizorach, chcą kontaktu z żywą sztuką, z żywym człowiekiem. Na dodatek widownia może się podzielić spostrzeżeniami, zapytać, jeżeli czegoś nie odczytała; język teatralny jest trudny i warto móc z twórcami porozmawiać.

DROZDOWSKI Czy widzowie w miejscowościach, gdzie nie ma stałej sceny, starają się uczestniczyć w życiu teatralnym również pomiędzy rocznymi interwałami związanymi z programem?

GORZKOWSKI Zdarzają się tacy widzowie. Spotkaliśmy w Zamościu panią, która trzy inne nasze spektakle widziała w Warszawie, jeździ też systematycznie do teatru do Krakowa, więc w rozmowie porównywała to, co mogła zobaczyć u siebie, z naszymi wcześniejszymi premierami. Są też oczywiście tacy, którzy mówią, że objazdy są dla nich jedyną szansą na kontakt z teatrem, bo z Gołdapi do Olsztyna jest kawałek, a do Warszawy to cała wyprawa.

DĄBEK To się wiąże z finansami. Nie jest tak łatwo wsiąść do pociągu i pojechać do teatru - zwłaszcza jeśli się nie ma takiego nawyku. Poza tym komunikacja w tym kraju jest, jaka jest. Jeśli pojedziesz na spektakl na godzinę 19.00, a nie stać cię, żeby gdzieś przenocować, bez samochodu nie masz szansy powrotu. Poza tym nie ma dostatecznej edukacji kulturalnej, ludzie nie wiedzą, co to jest teatr, nie znają spektakli, boją się ich. Nie wiedzą, jak się zachować, jak się ubrać, to naprawdę są dla nich podstawowe problemy. Teatr trzeba oswoić.

GORZKOWSKI Dla tych miast jest ważne, że to teatr przyjeżdża do nich, a nie że pakuje się widzów w autokar i gdzieś wywozi.

DROZDOWSKI Na czym ta różnica polega?

GORZKOWSKI Pierwsza i zasadnicza polega na tym, że ludzie są u siebie. Przejść przez rynek, wejść do ośrodka i przyjąć kogoś u siebie, poczuć się gospodarzem - to jest zupełnie inna pozycja. Raz mieliśmy niezwykłą przygodę. Nasz spektakl powstał we współpracy z paniami, które tworzą zespół obrzędowy na Kurpiach. W Krotoszynie dyrektor MOK-u zdecydował, że Kalina nie będzie pokazywana w mieście, tylko w wiosce nieopodal. Tam znajduje się budynek, w którym odbywają się spotkania kół gospodyń wiejskich z okolicy, tam rezydują też ich zespoły teatralne i śpiewacze. Zastaliśmy w nim gołą podłogę, zbudowaliśmy od zera salę teatralną, amfiteatralną widownię, pełny park oświetleniowy. Po pokazie panie z tych kół wyznawały nam, że są po raz pierwszy w teatrze, nie nazywały tego, że są u siebie - takie okoliczności bardzo zmieniały temperaturę spotkań. Spektakl skończył się tym, że panie same wyszły na scenę i śpiewały, a potem wszyscy siedliśmy do wspólnego stołu. Inna jakość.

DĄBEK Dla nas ten program to była niesamowita przygoda. Kiedy skończyło się podsumowanie wyjazdu, na wsi, gdzie graliśmy ostatni spektakl, zjedliśmy kolację, a po kolacji usiedliśmy w dziesięcioro w milczeniu i tak przesiedzieliśmy ze sobą pięć godzin. Zdarzenie niesamowite.

DROZDOWSKI Czy odbiór różnił się w jakiś sposób w zależności od rejonu Polski?

GORZKOWSKI Nie widzę, żeby to miało znaczenie. Różnica pojawia się wtedy, kiedy przyjeżdżamy gdzieś pierwszy raz. W Gołdapi, gdzie w Teatrze Polska pojawiamy się po raz czwarty, a po raz szósty czy siódmy w ogóle, sytuacja spotkania z widzem jest zupełnie inna. Podobnie jest z Krotoszynem, Jarocinem. Tam publiczność jest już w jakiejś mierze wyedukowana - ale też zna nasze spektakle, wie, czego może oczekiwać i na jaki teatr przychodzi. Ci ludzie czekają rok na naszą nową rzecz. Zawsze pada pytanie, co robimy w tej chwili i z czym przyjedziemy do nich za rok. Można powiedzieć, że podczas objazdów to jest na początku wzajemne ośmielanie, rozmowa - ale z tą publicznością prowadzimy już taki dialog, jak z widzami w Warszawie. Wydaje mi się, że to jest przyszłość dla projektu: Teatr Polska nie może być po prostu objazdowym festiwalem tego, co najlepsze w Polsce. Co to znaczy "najlepsze"? Jak to zmierzyć? Najważniejsze jest budowanie więzi między konkretną sceną a konkretnym ośrodkiem, żeby możliwe było podtrzymywanie dialogu.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego