I po balecie

Gdy soliści baletu kończą 35 lat, przestają być potrzebni. System o nich zapomniał, więc muszą pracować jako ochroniarze albo woźni - pisze Paulina Socha-Jakubowska w tygodniku Wprost.

«Żadna praca nie hańbi. Mogę nawet zostać kosmonautą - żartuje pierwszy solista Polskiego Baletu Narodowego. Tak naprawdę Wojciechowi Ślęzakowi do śmiechu jednak nie jest. Po zejściu ze sceny jego byli koledzy z zespołu muszą zarabiać na życie jako woźni orkiestry czy pracownicy ochrony jednego z marketów. On sam na razie nie zmaga się z żadnymi kontuzjami i na pewno nie wygląda na swoją czterdziestkę. Mimo to już dziś się boi chwili, w której dyrektor teatru wezwie go na rozmowę i powie: "Pana kariera dobiega końca". Prędzej czy później słyszy to każdy tancerz. Najczęściej w wieku trzydziestu paru lat.

Okazją bywają tzw. rozmowy sezonowe, w których trakcie dyrektor ocenia dorobek artysty z mijającego roku, mówi o planach repertuarowych na przyszły sezon i o tym, czy zamierza jeszcze angażować danego artystę. Ostatnio dyrektor Polskiego Baletu Narodowego Krzysztof Pastor nakazał je protokołować - Nieoficjalnie wiadomo, że na wypadek gdyby kiedyś doszło do sporu w sądzie pracy czy ze związkami zawodowymi.

Typowy przykład takiego dokumentu: "Dyrektor Teatru przeprowadził rozmowę z X zatrudnionym na stanowisku tancerza, w obecności pracownika działu Organizacji i Kadr. Dyrektor podkreślił, że jest coraz mniej zadań w repertuarze dla jego emploi. Powinien myśleć o swojej przyszłości zawodowej. Ma jeszcze przed sobą 2-3 lata pracy i to jest czas na podjęcie stosownych decyzji w kierunku zmiany pracy".

Niemal wszyscy taką rozmowę odbierają jako upokorzenie- - Kiedy słyszę o tym od kolegów, czuję niemoc, złość. Przecież gdybym wiedział, że nie mogę tańczyć, zrezygnowałbym sam - mówi jeden z warszawskich tancerzy.

Kłopoty ludzi baletu pojawiły się, gdy tancerze zawodowi zostali pozbawieni przywileju przechodzenia na wcześniejszą emeryturę (kobiety w wieku 40 lat,mężczyźni - 45). Nowelizacja ustawy o emeryturach pomostowych podniosła ten wiek do 55 lat dla tancerek i 60 lat dla tancerzy. O tym, by tak długo mogli w zawodzie pracować, w zasadzie nie może być jednak mowy. - Dziś eksperci ze świata tańca, którzy decydują o losie ludzi baletu, utrzymują, że tancerz klasyczny karierę powinien kończyć w wieku 35-36 lat - narzeka Barbara Sier-Janik, była baletnica, a obecnie przewodnicząca Sekcji Tańca i Baletu Związku Artystów Scen Polskich.

Wojciech Ślęzak uważa, że to przesada. Za przykład wybitnego mistrza, który tańczył, osiągnąwszy dojrzały wiek, podaje Michaiła Barysznikowa. - W internecie można zobaczyć wiele jego występów zarejestrowanych, gdy miał ponad czterdziestkę. Był w fenomenalnej formie. Niestety, pracujący w Polsce reżyserzy często boją się obsadzać dojrzalszych tancerzy - narzeka - Najgorsze, że te granice wciąż się przesuwają na niekorzyść artystów - dodaje Barbara Sier-Janik,

KULT MŁODOŚCI

Tancerze narzekają więc, że system o nich zapomniał, - Nasz głos jest niesłyszalny, w przeciwieństwie do górników - mówią. W Polsce jest ok. 500 zawodowych tancerzy. Każdego roku kilkunastu z nich jest zmuszonych do pożegnania się ze sceną. Ministerstwo Pracy w raporcie pt. "Druga kariera młodych seniorów" zaleca, by ekstancerze zostali: garderobianymi, charakteryzatorami, pracownikami public relations, oświetleniowcami, inspicjentami, inspektorami bhp, fizjoterapeutami lub masażystami.

Tyle że w praktyce to często niemożliwe. Artyści są bowiem zgodni: o tym by wykonując zawód tancerza, równolegle zdobywać jakąkolwiek inną profesję, nie ma mowy, - Najpierw dziewięć lat szkoły baletowej, a potem codzienne próby, weekendowe występy, zagraniczne wyjazdy, a czasami i praca poza Polską- Tak wygląda nasze życie - tłumaczy jeden z tancerzy.

Zdaniem Sier-Janik to, że artyści muszą kończyć karierę wcześnie, jest tragizmem wpisanym w zawód. Ale sytuacja, w której wybitni twórcy baletu po 20 albo nawet 30 latach poświęconych jedynie tańcowi, zostają z niczym, jest trudna do zaakceptowania.

Były tancerz, jeden z tych, którzy na baletową emeryturę się nie załapali: - Jestem pierwszą ofiarą tego systemu. Zabrakło mi czterech dni do emerytury. Odebrano mi przywilej, o którego istnieniu zapewniano mnie przez całe życie - mówi. Jak zareagował, gdy kurtyna dla niego na dobre opadła? - Nie wyobrażałem sobie zmiany środowiska, przecież od dziecka byłem związany z teatrem!

Między innymi dlatego zdecydował się na pracę oświetleniowca w teatrze. Tylko dzięki dyrektorowi i związkom zawodowym taką ofertę w ogóle dostał. - Oświetlam głównie balety i opery - wyznaje. Nieraz trudno mu powstrzymać emocje, zwłaszcza, gdy ogląda spektakle, w których do niedawna brał udział, - To boli - odpowiada łamiącym się głosem.

- Mamy kult młodości. Gdy człowiek mający zaledwie 35 lat dowiaduje się, że nie nadaje się już do pracy, potwornie to przeżywa. Znalezienie się poza burtą, konieczność zejścia ze sceny i to, że przestaje się robić piruety w blasku reflektorów, może być traumatycznym przeżyciem - tłumaczy Sier-Janik. Przyznaje, że niektórzy w życiu po balecie się nie odnajdują, - Znam takich, którzy po latach spędzonych w hermetycz-nym baletowym środowisku kompletnie nie odnajdują się w rzeczywistości. Zdarza się, że ktoś, kto przed laty święcił triumfy, zostaje nagle bez środków do życia - dodaje.

MISTRZ NA WYLOCIE

Wojciech Ślęzak ma 40 lat. Trenował pływanie, nawet odnosił sukcesy, ale rodzice namówili go na szkołę baletową. Balet szybko pokochał, bo podobnie jak sport opierał się na rywalizacji, upartym dążeniu do celu i sięganiu po sukcesy. A te przyszły szybko. Pierwszy angaż dostał od razu po maturze, miał wtedy 19 lat - już w pierwszym roku pracy zatańczył główna rolę w "Giselle", zresztą partnerowała mu wtedy tancerka starsza od niego o 20 lat. Potem przyszedł czas na "Jezioro łabędzie" - Bardzo szybko awansowałem na solistę - podsumowuje. Młodzi tancerze marzą o takim biogramie. Jednak ten biogram ma swoją cenę. Trening tancerza klasycznego to nieustanne narażanie się na kontuzje, kłopoty z kolanami, stopami, tym, że czasami wysiada kręgosłup- - To zresztą nie zależy od wieku. Bywają tancerze i tancerki, którzy na stół operacyjny trafiają w wieku 25 lat. Reguł nie ma - mówi.

O swych osobistych planach na przyszłość raczej nie chce rozmawiać. Cieszy się z każdej kolejnej roli, nowej choreografii, premiery (w marcu czeka go kolejna, "Ro-meo i Julia" w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej) i spotkania z widzami. Dla niego jest jednak jasne, że człowiek, którego życie przez dziesięciolecia było związane z baletem, powinien móc realizować swoją pasję także po zejściu ze sceny - Mógłbym swoją wiedzą dzielić się z młodszymi kolegami - mówi.

Marta Michalak z Instytutu Muzyki i Tańca podkreśla jednak, że nie każdy były tancerz może zostać nauczycielem, - W ogóle nie należy wychodzić z założenia, że po zakończeniu kariery trzeba koniecznie wykonywać pracę związaną z tańcem - mówi.

Boleśnie doświadczył tego jeden z byłych tancerzy, który chciał się zatrudnić jako animator zajęć tanecznych w przedszkolu. Okazało się, że preferowane są kobiety. - Gdy stwierdzono, że pracy nie dostanę, bo jestem facetem, poczułem się jak pedofil! - opowiada.

POTRZEBNY SYSTEM

Marta Michalak z Instytutu Muzyki i Tańca: Największym dramatem jest to, że odebranie przywilejów emerytalnych dotknęło ludzi, którzy wchodząc w życie zawodowe, mieli prawo uważać, że mogą liczyć na wcześniejsze emerytury.

Efekt? Rodzice nie posyłają już tak chętnie swoich pociech do szkół baletowych (w Polsce jest pięć państwowych placówek tego typu). Marzenia o blichtrze, bajecznych choreografiach, występach na deskach największych teatrów świata ustępują zimnej kalkulacji. - Dlatego trzeba być uczciwym wobec ludzi, którzy chcą swoją przyszłość związać z baletem. Trzeba im mówić, że to zawód przejściowy i że w pewnym momencie będą musieli zorganizować sobie życie na nowo - mówi przedstawicielka ZASP.

W tej dziedzinie nie trzeba zresztą wymyślać prochu. Są sprawdzone przykłady, jak choćby francuski, W Operze Paryskiej tancerze i tancerki przechodzą na emeryturę w wieku 42 lat. W innych krajach istnieją systemy oparte na fundacjach i stowarzyszeniach, które przy pomocy ekspertów, innych tancerzy, prawników, lekarzy, psychologów i przede wszystkim sponsorów mogą sprawić, by zawodowy tancerz po zakończeniu kariery nie był zdany sam na siebie.

Idealne rozwiązanie musi obejmować wszystkie etapy kariery. Bo nie może być tak, że dopiero w wieku 30 lat, w czasie rozmowy sezonowej z dyrekcją, tancerz uświadamia sobie, że wkrótce zostanie bez pracy, - Edukowani pod tym kątem powinni być już uczniowie szkół baletowych - mówi Marta Michalak.

Na zdjęciu: tancerki Teatru Wielkiego w Poznaniu.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego