powiększwersja do drukupoleć znajomemu

(Moje) kłopoty z offem: Off co?

Off zdycha. W jego buty wszedł na dobre, i nie zanosi się by w najbliższym czasie z nich wyszedł, teatr głównego nurtu, a przynajmniej jego najgłośniej komentowana część - pisze Piotr Wyszomirski w felietonie dla e-teatru.

Szczególnie szanuję artystów, którzy świadomie wybrali swoją drogę twórczą w kontrze do obowiązujących trendów i zasad, którzy nie bywają na salonach nowej arystokracji i nie wdzięczą się do decydentów środowiskowych. Cieszę się na każde spotkanie z grupą teatralną, która działa na przekór, pod prąd lub dociera do źródeł teatru i odważnie transmituje swoje olśnienia. Jest ich w Polsce niemało, ale ogólna refleksja, jaka umacniała się we mnie ostatnimi laty, jest smutna.

Off zdycha. W jego buty wszedł na dobre, i nie zanosi się by w najbliższym czasie z nich wyszedł, teatr głównego nurtu, a przynajmniej jego najgłośniej komentowana część. Teatry repertuarowe pożerają prawie cały tort przeznaczony dla Melpomeny i Terpsychory. Off to coraz częściej margines żebrzący o granty, wsobny, skoncentrowany na karmieniu ego twórców, bez znaczenia społecznego, bez śladu dyskursu w przestrzeni publicznej. Całe połacie kraju pozbawione są odważnego, ryzykującego teatru społecznego, prowokującego do dyskusji, do zmian, czy choćby próby zarysu wstępu do rewolucji. Twórcy offowi obrażają się wręcz, gdy zalicza się ich do offu, bo to ich deprecjonuje. Off staje się synonimem amatorszczyzny i wycofania. Spektakle offowe, poza wyjątkami, najczęściej żyją co najwyżej życiem motyla, pokazane raz lub dwa na koniec roku, by w ostatniej chwili rozliczyć grant, ściągają na prezentacje tylko znajomych i środowisko. Off funkcjonuje w próżni, absolutną rzadkością są stabilne sceny z przemyślanym programem edukacyjnym. I tak dalej, i tak dalej.

Zamiast biadolić i negatywizować, co niedawno zarzucił mi jeden z moich nauczycieli, postanowiłem być konstruktywny. Jednym z pomysłów jest próba wszechstronnego opisu świata przedstawionego, a w konsekwencji pobudzenie do refleksji i zmian. Wynika to najpewniej z naiwnego przeświadczenia, że teatr jest najważniejszy, a bezpośrednią inspiracją do napisania pierwszego odcinka była informacja o pewnym koncercie, a szczególnie dwa zdania:

"Przestrzenią dla tych występów będzie awangardowy warszawski Nowy Teatr. Bilety na to wydarzenie w sprzedaży w dwóch cenach: 95 PLN - tylko dla członków ALTERKLUBU 115 dla pozostałych."

Nie podważając wielkości teatru Krzysztofa Warlikowskiego i zasług wymienionej agencji z pewnością najbardziej awangardowe w tym anonsie są ceny. Niby drobiazg, ale charakterystyczny, bo ukazuje problemy związane z offem już na poziomie nomenklatury. Mamy po prostu ogromny bałagan pojęciowy.

Awangardowy, alternatywny, amatorski, offowy, off-offowy, eksperymentalny, poszukujący, przekroczeniowy

W latach 50. powstało pojęcie off-Broadway na określenie licznie powstających w Nowym Jorku teatrów poza siedliskiem teatru komercjalnego. Co ciekawe, jedną z kategorii definiujących ten rodzaj teatru, oprócz założeń artystycznych, była liczba miejsc na widowni (początkowo maksymalnie 300, potem zwiększono do 499). Off-Broadway zaczął się instytucjonalizować (warto pośledzić rolę związków zawodowych w amerykańskim teatrze), powstał off-off Broadway, który realizował doktrynę życia teatrem i dawał pole dla najdalszych poszukiwań artystycznych - mówiąc z grubsza i na skróty. Efekt takiego podziału jest czytelny - oficjalny teatr amerykański jest zachowawczy, by nie rzec nudny, off to ambitniejsze propozycje z ograniczonym ryzykiem finansowym, a off-off to już hulaj dusza, nie ma ograniczeń tak jak w polskim teatrze głównego nurtu. Teatr offowy dysponuje w USA zupełnie innym budżetem, niż teatr głównego nurtu. W Polsce jest śmiesznie, bo eksperymentalne spektakle rozgrywają się często w teatrach repertuarowych, dysponują wielkimi budżetami, a off to finansowa bieda, a programowo czasami repertuar klasyczny i zachowawczy, czasami po prostu nie mający nic wspólnego z ideą offowości.

Nie jestem aż takim fascynatem rozwiązania amerykańskiego, ale z braku innych propozycji podział na off i off-off być może miałby rację bytu w warunkach polskich.

Odnosząc się do środowiska trójmiejskiego, które znam najlepiej, do offu zaliczyłbym np. Dadę, Sopocki Teatr Tańca, Teatr w Blokowisku, Teatr BOTO i Teatr Gdynia Główna. Off-off to m.in. Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz, w formacjach lub solo: Katarzyna Pastuszak, Anna Steller, Anna Haracz. Tak jak łatwiej wytyczyć granicę między offem i off-offem (siedziba, budżet, etaty, stałe dofinansowanie a nie zawsze niepewne granty), tak pozostaje problem z określeniem polskiego Broadwayu. Samo odniesienie do teatru repertuarowego jest nieczytelne, bo przecież teatr polski to z jednej strony Teatry Polskie z Wrocławia i Bydgoszczy a z drugiej choćby Teatr Miejski z Gdyni czy Teatr Śląski z Katowic. Co więcej - teatry się zmieniają i w każdej chwili po zmianie dyrektora może nastąpić niespodziewana wolta. Tak więc off co?

Te rozważania nie muszą być jedynie tanimi rozterkami obserwatora teatralnego. Mądry porządek pojęciowy i podążające za tym decyzje (finanse, zasady korzystania z miejsc publicznych, aparat krytyczny, nagrody, promocja itd.) mogą doprowadzić do tak pożądanych zmian, podnieść poziom i rangę spektakli oraz twórców spoza teatru repertuarowego. Pozwoliłoby to zlikwidować liczne absurdy, jak w przypadku "współpracy" dwóch teatrów offowych, o której dowiedziałem się niedawno. Jeden z teatrów zapytał się o możliwość wykorzystania siedziby drugiego na incydentalne zdarzenie artystyczne, w odpowiedzi usłyszał cenę zaporową i został zmuszony realizować swoje przedsięwzięcie w dużo gorszych warunkach. Oba teatry są finansowane przez to samo miasto, oba należą do jednej sieci kultury...

Były w Polsce pomysły wydzielenia na poziomie ekonomii teatru artystycznego od teatru rozrywkowego, ale nie wyszły poza etap wishful thinking. Znając specyfikę środowiskową konia z bryczką temu, kto potrafiłby tego dokonać i przeżyć. Naturalnym obszarem dla poszukiwań twórczych powinien być off i off-off. To, że w Polsce tak nie jest, że polityka repertuarowa w teatrach głównego nurtu zabija off, jest kuriozum, które paradoksalnie doprowadziło do powstania dziesiątków ważnych przedstawień, ale rozmowa o pozafestiwalowej recepcji niejednego z nich jest, mówiąc delikatnie, kłopotliwa.

Sztuka powinna mieć jak najmniej zakazów i utrudnień, nie powinno się odgórnie sterować gustami i pryncypiami, ale nie można też udawać, że rozwiązania stosowane w polskim teatrze są optymalne. By off odżył, potrzebne są odważne działania systemowe i na pewno na poziomie lokalnym są one możliwe do szybkiego wprowadzenia. O konkretnych pomysłach w następnych odcinkach.