powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Zamiast mówić klasyka

W tytule konkursu "Klasyka żywa" mamy dwa określenia, które pozornie wydają się synonimiczne, ale takimi nie są. Jedno z nich to owa "klasyka", którą chcemy uczynić "żywą", drugie zaś to "literatura dawna", której wystawienie jest przedmiotem konkursu - pisze prof. Dariusz Kosiński.

Ja osobiście, zamiast mówić "klasyka" wolałbym mówić "literatura dawna". Bo klasyka, o czym kiedyś usiłowałem już pisać i mówić, to habitus teatru dramatycznego Zachodu - historia, której historyczność zapomniano i uczyniono naturą, co zawsze odbywa się przy udziale sił władzy, używającej argumentów kulturotwórczych i edukacyjnych dla umocnienia pożądanej wizji świata. Natomiast "literatura dawna" czy wręcz "dramat dawny" to po prostu teksty dla teatru (lub nie) powstałe w odległym czasie, innym kontekście.

Z natury rzeczy większość z nich jest dziś zapomniana, tylko niektóre trafiły do lektur, kanonu i pojawiają się w miarę regularnie w repertuarze. Tymczasem te zapomniane, często lekceważone, zachowują potencjał nie tyle krytycznego co alternatywnego spojrzenia na sprawy obchodzące nas i dziś. Nie dzieląc tych dawnych tekstów na "klasykę" i dramat zapomniany, możemy je czytać jako głosy innych, dramatyczne próby zrozumienia i wystawienia świata według innych zasad niż te, które dziś uznajemy za oczywiste czy "tradycyjne".

Klasyka wywiera presję, prowokuje swoją pierwodaną ważnością i wartościowością. Literatura dawna prosi tylko o wysłuchanie, co ma do powiedzenia. To niekiedy wielokrotnie trudniejsze, bo mamy przecież zakodowane poczucie wyższości i "nowoczesności", a dawne jest oczywiście "anachroniczne". Ale czy nie jest tak, że nasza "nowoczesność" boli i doskwiera, a ci "anachroniczni" znali jakoś szczęśliwsze, mądrzejsze sposoby bycia? Czy na pewno mamy prawo czuć się od nich "wyżsi"? A może jednak warto ich posłuchać jako innych, nie naszych, bez "uwspółcześniania"? Jako osobliwych? Dziwacznych? Jestem przekonany, że warto. I że warto także na klasykę popatrzeć jak na coś nieoczywistego. Dlaczego Balladyna zabija Alinę właśnie tak a nie inaczej? Przeczytajcie tę scenę, którą męczeni są już gimnazjaliści i zobaczcie - jakie to dziwne? Jakich dawnych leków chciał Wyspiański od Wandy i jej "dawnej wiary"? Czy "śluby panieńskie" to tylko zabawa? Zapomnijmy, czego nas uczono i spróbujmy (choć to trudne) czytać zupełnie od nowa. Może wtedy literatura dawna stanie się bliska i żywa. I nie trzeba będzie się wysilać na jej uwspółcześnianie.