Kabaret wszystkich ludzi

"Kabaret Warszawski" w reż. Krzysztofa Warlikowskiego z Nowego Teatru w Warszawie na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Boska Komedia w Krakowie. Pisze Aleksandra Sowa w serwisie Teatr dla Was.

«Z niezrozumiałych powodów niedoceniony przez jury Polskiego Konkursu Boskiej Komedii "Kabaret Warszawski" zamknął festiwal, ratując jednocześnie na finiszu jego honor i na szczęście, przyćmiewając pozostałe przedstawienia. Pytanie, czy w kontekście prezentowanych podczas Boskiej dzieł było o to łatwo, czy nie, pozostawmy bez odpowiedzi. Zostawiłabym również częstą przy dyskusjach o "Kabarecie" analizę porównawczą wszystkich spektakli Warlikowskiego. Zamiast zastanawiać się nad tym, który efekt pracy zespołu Nowego Teatru jest najbardziej spektakularny, a który najbardziej blednie, skupmy się na umiejętności wykorzystania przez twórców kontekstów filmowych, literackich i kulturowych do kreowania świata na pozór nierealnego, fantastycznego, a jednocześnie takiego, który mówi przecież o nas wszystkich.

Pięciogodzinny spektakl podzielony jest na dwie części - pierwsza dzieje się w Niemczech, w czasach Republiki Weimarskiej i opiera się głównie na motywach "Kabaretu" Boba Fossego. Druga część to Nowy Jork po 11 września - mozaika inspiracji muzycznych i filmowych, w której pobrzmiewa nie tylko wspominany przez twórców "Shortbus" Johna Camerona Mitchella, ale w szerokiej perspektywie kamp, jako punkt odniesienia i narzędzie jednocześnie.

Wielka, pusta przestrzeń wyznaczona przez trzy ściany (wyglądają na pierwszy rzut oka jak pokryte białymi kafelkami), po bokach charakterystyczne dla Warlikowskiego przezroczyste gabloty - jedna pusta, druga zapełniona urządzeniami sanitarnymi, mająca udawać łazienkę, do której każdy z nas może zaglądać. Prócz tego i instrumentów muzycznych, do których co jakiś czas zasiada zespół akompaniując aktorom, na scenie nie ma właściwie niczego stałego. Rekwizyty pojawiają się i znikają w mgnieniu oka. Plastyczność ta wywołana jest oczywiście poszatkowaniem treści i symultanicznością działań scenicznych. Znajdujemy się bowiem w samym środku wielkiego labiryntu relacji międzyludzkich. Są one oczywiście naznaczone polityką, od której ograniczeń wszyscy próbują uciec do podziemia, ale nie wydaje mi się, żeby sama polityka i szukanie powiązań między systemem totalitarnym, a współczesnym kierunkiem zmian społecznych były w spektaklu głównym punktem rozważań. Te problemy raczej majaczą w tle, gdzieś między niemożnością porozumienia (świetny, otwierający spektakl dialog podzielony na "unity" jak w podręczniku do angielskiego) a rozpaczliwą próbą poświęcenia i kompromisu (genialna scena wizyty pary gejów granych przez Macieja Stuhra i Piotra Polaka u histerycznej psychoterapeutki w kreacji Ostaszewskiej, pokazująca skrajną gotowość przystosowania tego, kto kocha w związku bardziej). Warlikowski gra zresztą i innymi schematami, pokazując słodko-kwaśną relację dość potężnej divy na emeryturze (Stanisława Celińska) i chudego, młodego chłopaczka (Redbad Klijnstra), tematyzuje nie tylko kwestię żydowską w relacji między tą dwójką, ale operuje napięciami między wyobrażeniem o modelowym, heteroseksualnym związku, a przedstawieniem miłości niestereotypowej, w której dzieli dwoje ludzi wszystko, a najpełniej wyraża to ich cielesność. Dzięki stylistyce kabaretowej te wszystkie obrazy są bardzo tragikomiczne, niejednokrotnie zaśmiewamy się z sytuacyjnych żartów, ale zaraz potem ten uśmiech spływa nam z twarzy zastąpiony grymasem powagi. O ile sceny z gejowskiego klubu sado-maso mogą wydawać się śmieszne, to już monolog w wannie, wygłaszany przez Stuhra zdecydowanie taki nie jest - wyraża tęsknotę za kimś, kto kilka metrów dalej zdradza, okłamuje, nie dotrzymuje słowa i umowy. Podobnie scena nauki osiągania orgazmu jest zabawna do momentu, kiedy nie padnie zdanie: "Nauczę cię jak osiągnąć orgazm, a ty naucz mnie porozumiewać się z ludźmi".

Spektakl zakończony pytaniami, które zadaje Jacek Poniedziałek (bardziej postać zawierająca w sobie dwa pierwiastki: męski i kobiecy niż transseksualista, jak niejednokrotnie pisano) potwierdza, że to co twórców zajmuje najbardziej, to problemy komunikacji - czy w tym mieście ludzie potrafią jeszcze kochać? Co to za miasto? I czy to ma jakieś znaczenie? Niezależnie od sytuacji politycznej, czasu i miejsca, zawsze jesteśmy równie samotni.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego