Dzieci się bawią, ale na tej bajce dorośli też mają chwile dla siebie

"Gałganiarz i Patyczek" w reż. Dariusza Wiktorowicza w Teatrze im. Mickiewicza w Częstochowie. Pisze Tadeusz Piersiak w Gazecie Wyborczej - Częstochowa.

«Jest przygoda, jest magiczny klimat, jest morał... Teatr im. Mickiewicza ma nową bajkę w repertuarze. - Taka pozycja w okresie mikołajków i świąt to skarb - mówi dyrektor Robert Dorosławski. - Zapotrzebowanie na nią jest ogromne. Aktorzy grają teraz po kilka przedstawień dziennie, na granicy wyczerpania.

Bajka to "Gałganiarz i Patyczek", twórcze przetworzenie dwóch baśni Włodzimierza Perzyńskiego. Adaptacji dokonał sam dyrektor Dorosławski. Jest to zresztą jego już kolejne bajkowe dzieło. Jak przyznaje autor, od Perzyńskiego wziął pomysł i zarys fabuły, pisząc nowe dialogi, teksty piosenek, a nawet nowe przygody sympatycznego bohatera.

Patyczek to chudziutki chłopiec, sierota szukający domu i miłości. Trafia pod kokosze skrzydła żony Gałganiarza. Jednak pazerny sprzedawca starzyzny, domowy satrapa wygania biedaka na nocny mróz. Chłopiec błąkający się wśród kamieniczek miasteczka budzi zainteresowanie złodziejskiej szajki. Przez jej knowania poznaje Zegarmistrza i jego żonę, którą złośliwy Czarodziej przemienił w Papugę. I tak dalej, i tak dalej...

Jest porcja przygody, jest magiczny klimat, jest i dydaktyzm niosący naukę, że bycie człowiekiem dla innych ludzi jest ważniejsze niż skarby. "Gałganiarz i Patyczek" to propozycja dla nieco starszych dzieci. Maluchy na widowni ożywiają się w sytuacjach z burleski rodem - przy gonitwach, kopniakach, potknięciach. Przez dorosłą widownię przeszedł śmieszek, kiedy okazało się, że skrzekliwa Papuga, która zdominowała Zegarmistrza, to jego małżonka zamieniona w ptaka. Inne smaczki dla dorosłych też są: na ścianie nowego domu wzbogaconego za sprawą magii Gałganiarza wisi "Mona Lisa", a niedawny handlarz śpiewa o swoim bogactwie jak Tewje Mleczarz.

Na scenie dzieje się dużo, więc godzina z nową bajką mija jak chwila. Nawet dzieci specjalnie się nie wiercą. Obok dynamicznej akcji i porcji śmiechu "Gałganiarz i Patyczek" ma sporo poetyckiej magii. Wyczarowują ją m.in. piosenki z muzyką Michała Makulskiego (nienapisaną pod dziecięce wyklaskiwanki), przede wszystkim zaś scenografia Barbary Wójcik-Wiktorowicz - urokliwe domki otwierające się jak czarodziejskie pudełko i pokazujące swe wnętrza.

Cała sceniczna wizja jest zasługą reżysera Dariusza Wiktorowicza. Nadaje on bajce sprawny bieg, logikę zdarzeń i dramaturgię. Jedynie postać tytułowego Gałganiarza gdzieś mu się gubi: brutal i cwaniak bogaci i nagle jakby znika, potem atakują go kije samobije i okładają (w domyśle) aż do finału, kiedy zjawia się na scenie, wykonując nieskoordynowane ruchy. Technika czarnego teatru, która ożywiła tańczące w ciemności kije, w światłach finału nie mogła być wykorzystana, a Gałganiarz wygląda wtedy jak ogarnięty chorobą św. Wita. A jednak obsadzonemu w tej roli Antoniemu Rotowi udaje się z uproszczonej bajkowej postaci wydobyć psychologiczne wręcz głębie.

W Patyczka wciela się wiarygodnie i z wdziękiem Sylwia Karczmarczyk, po raz kolejny grająca przemiłego chłopaka. Piękną rolę stworzyła Ewa Agopsowicz jako żona Gałganiarza. Fantastyczny jest Zegarmistrz Waldemara Cudzika, malujący sobie wąsy jak wskazówki zegara ustawione na różne godziny. Równie piękne są role zbudowane przez Iwonę Chołuj, Agnieszkę Łopacką (najbardziej magiczna postać - Czarodziej, który przemawia z oddzieloną głową), Małgorzatę Marciniak, Sebastiana Banaszczyka i Roberta Rutkowskiego. Nasi aktorzy pokazują przy okazji raz jeszcze, że naprawdę potrafią śpiewać.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego