powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Figuryzacja kultury, czyli Trójmiasto jest emejzing

Szkoda, że Kasia przybyła dopiero teraz, gdyby stało się to kilka lat temu, pewnie Trójmiasto zostałoby europejską stolicą kultury w roku 2016 - pisze w pierwszym felietonie dla e-teatru Piotr Wyszomirski.

Wiele się zdarzyło w mijającym roku w polskim teatrze. Bilans zysków i strat jest niejednoznaczny i dopiero czas pokaże, jaki będzie efekt wzmożonego ruchu transferowego: jak będą funkcjonować instytucje kultury dzięki nowym dowódcom, które z nich bezpowrotnie zmienią swoją misję, kto zyska, kto straci. Oczy kulturalnej Polski ze zrozumiałych względów zwrócone są w tej chwili na Kraków, gdzie rozpoczyna się kilka batalii: o Stary Teatr, o teatr i kulturę narodową oraz, chyba głównie, o zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Choć podobnie jak większość osób nie widziałem "Do Damaszku", co jest wystarczającym powodem, by mówić o tym spektaklu, ja pozwolę sobie zwrócić uwagę na fenomen lokalny, czyli przybycie i osadzanie się Katarzyny "Kasi" Figury w GdańskoGdyni koło Sopotu, czyli figuryzację kultury.

Wieść gruchnęła na początku września, gdy świat dowiedział się, że zapisała dzieci do prywatnej szkoły w Gdyni. Że przenosi się na stałe do miasta swoich marzeń i że otwiera nowy etap w życiu. Na początku nie wierzyliśmy w nasze szczęście, ale kolejne doniesienia potwierdzały najważniejsze wydarzenie społeczno-kulturalne dekady. Gazety, rozgłośnie, stacje telewizyjne, portale internetowe, instytucje-wszędzie jest pełno Kasi, wszystkim wzrasta oglądalność, słuchalność, czytelnictwo i wszyscy chcą więcej.

Wszyscy możemy prawie codziennie zobaczyć lub posłuchać, co ma do powiedzenia o wszystkim nasza, teraz tylko nasza, trójmiejska gwiazda. Kasia czyta i dżingluje w Radio Gdańsk, wykłada w gdyńskiej, dwuletniej szkole filmowej przedmiot pt. "Współpraca aktora z reżyserem". Pojawiła się na "drzwiach otwartych" tejże placówki, co u części czytelników nagłówków wzbudziło skojarzenia na których ogromne pieniądze zarobił koncern Pfizer. Kasia wystąpi charytatywnie dla gdyńskiego klubu Rotary w spektaklu "Lady Oscar", a jej pobyt na plaży w Orłowie przez miejscowych porównywany jest minimum do rezydencji Brigitte Bardot w St.Tropez; Kasia będzie rozmawiać z nowym dyrektorem Teatru Muzycznego, bo chciałaby zagrać w musicalu. Niestety, "Kiss Me, Kate" spadło już z repertuaru, ale może powinno wrócić? Na pewno Igor Michalski powinien rozpocząć planowanie repertuaru na nowy sezon od Kasi. Pierwsze propozycje, tak z palca: Maria w "Dźwiękach muzyki" (Ucząca się na zakonnicę Maria zostaje wysłana do domu barona von Trappa, by opiekować się jego siedmiorgiem dzieci. Między dziewczyną a jej pracodawcą (w tej roli nowy dyrektor rzecz jasna za pozwoleństwem Doroty Kolak) rodzi się uczucie), Dorotka w "Czarnoksiężniku z Oz", czy Maria Magdalena w "Jesus Christ Superstar" albo Donna w "Mamma Mia" (choć na pewno Kasia mogłaby spokojnie wystąpić jako cała ABBA). Generalnie Kasia jest wszędzie, wszyscy chcą z nią rozmawiać, wszyscy są dumni, wszyscy mają nadzieję, wszystkim jest cudownie i fantastycznie oraz fantastycznie i cudownie.

Co śmielsi przebąkują już o wstąpieniu Gdyni do metropolii gdańskiej (na razie Gdynia ma "swoją", odrębną metropolię), stworzeniu silnej drużyny piłkarskiej z połączenia Arki Gdynia i Lechii Gdańsk. Szkoda, że Kasia przybyła dopiero teraz, gdyby stało się to kilka lat temu, pewnie Trójmiasto zostałoby europejską stolicą kultury w roku 2016. Co tu dużo gadać - figuryzacja to efekt domina podniesiony do wysokiej potęgi. Miejscowe salony odżyły, znowu płynie w nas wszystkich gorąca krew. Jesteśmy lepsi, będą lepsze sztuki, staniemy się centrum filmowym. I to wszystko dzięki jednej aktorce i jak tu nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że teatr jest najważniejszy?

Według pierwotnych planów Kasia miała zadebiutować na scenie Teatru Wybrzeże pod reżyserią Janusza Wiśniewskiego w "Martwych duszach" wg Mikołaja Gogola, ale to nie był najlepszy pomysł i to oczywiście nie ze względu na osobę wymagającego reżysera, który nie widział gwiazdy w swojej wizji, tylko nieadekwatności tematyki do obecnego emploi społecznego artystki, która rozsadza swą energią kolejne bastiony kulturalnego Trójmiasta. Jej wzruszające wypowiedzi sprawiają, że wszystkim nam się żyje lepiej, wiemy już na pewno, że szklanka jest do połowy pełna, wszystko jest wspaniałe oraz cudowne albo cudowne i wspaniałe. Wszystko na pewno jest emejzing, a nie jakieś martwe, jakieś zombie.

I tylko z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że są ludzie, pewnie z wiadomej opcji politycznej, którzy podnoszą kwestię przyczyn triumfalnego przybycia Kasi nad morze. Że niby niekoniecznie chciała, ale musiała, że tak naprawdę nie ma nic do powiedzenia i całe to zamieszanie to humbug, medialna chmura, która zakrywa pewne smutne prawdy. Mamy demokrację, więc każdy może mówić, co chce, ale ja o takich malkontentach i dezintegratorach mówię szczerze i śmiało: to nie ludzie, to wilki!

* Piotr Wyszomirski jest redaktorem Gazety Świętojańskiej