Mania z miasta i jej słodkie pieprzoty

"miasto mania" w reż. Marii Peszek i Jana Peszka w w Teatrze Nowym Praga w Warszawie. Pisze Iza Natasza Czapska w Życiu Warszawy.

«"miasto mania" to frapujący, urzekający urodą słowa i zmysłową muzyką projekt Marii Peszek.

Wspólny projekt Peszków i Waglewskich to czysta poezja. Miód na serce zdeklarowanych mieszczuchów, żyjących rytmem wielkich aglomeracji.

Maria Peszek, aktorka teatru Studio, wyrazista, oryginalna, a jednak mało wykorzystywana przez film i teatr, będąca nieco na uboczu życia artystycznego, sama znalazła na siebie świetny pomysł. Dwa lata pracowała nad muzycznym monodramem, z którego piosenki umieściła na wydanym właśnie przez Kayax krążku.

Miłość bez lukru

"miasto mania" to opowieść o trudnej, ale możliwej miłości do miasta, w którym się żyje. To związek z nierównymi siłami "kochanków" na starcie, niebezpieczny, uzależniający, bez romantycznego lukru. Im bardziej niebezpieczny, tym bardziej wciągający niepokorną Manię i podobnych jej miejskich ortodoksów. Tych, których napędza szybki, chaotyczny rytm wielkiego miasta, podnieca życie w tłumie, w gąszczu samochodów, ulic, domów.

Mania ucieka przed tym gąszczem na dach wieżowca, gdzie jej życie wytraca prędkość, ale ona sama nie jest w stanie uwolnić się od zerkania w dół. Zerka więc, snując fantastyczne bajki dla dużych i niegrzecznych dziewczynek, których sama jest bohaterką. Język ma ostry i niewyparzony, ale ile w nim poezji!

- Nie mam czasu na seks - śpiewa słodkim, narkotycznym głosem Mania. - A tak bardzo chciałabym mieć. Nie mam czasu na kochanie, na pieprzoty, całowanie. W piosence "Pieprzę cię miasto" wyznaje: truje mnie miasto/ upija mnie miasto/ przeraża mnie miasto/ zachwyca mnie miasto/ zabija mnie miasto/ i wskrzesza mnie miasto.

Między piosenki wplotła też Mania dość soczysty i działający na wyobraźnię monolog polującej na klienta tirówki. Przez cały spektakl czekają na widza niespodzianki, jakie niosą proste, a zarazem oryginalne, odważne teksty Marii Peszek i Piotra Lachmanna.

Nie to tempo

Spektakl "miasto mania" nie ma jednak zachęcającego początku. Nim cokolwiek zacznie się dziać, publiczność przetrzymywana jest w jednej z zimnych sal Fabryki Trzciny tylko po to, by można było rzucić okiem na leżącą nieruchomo w klatce Marię Peszek. Potem bez entuzjazmu wlecze się długim korytarzem na widownię. Napięcie siada więc już na starcie.

Napięcie w ogóle nie jest tym elementem spektaklu, na którym twórcom "miasta manii" szczególnie zależy. Spektakl wyreżyserowany przez Marię i Jana Peszków nieco się wlecze i daleko mu do tempa, w jakim przeżywa się wieczór w wielkim mieście.

Gapowata i seksowna

Mani nigdzie się nie spieszy, podśpiewuje sobie leniwie, przygląda się przepływającej w pobliżu rybce (na jej dachu wszystko jest możliwe), turla się wśród wielkich piłek, tańczy i podryguje.

Niebezpiecznie balansuje przez to nad przepaścią nudy, ale jednak przechodzi nad nią bohatersko dzięki swej scenicznej charyzmie i znakomitemu wykonaniu piosenek z muzyką Wojciecha Waglewskiego (z którym współpracowali jego synowie Emade i Fisz).

Rafał Dziemidok świetnie opracował ruch sceniczny Mani, sprawiając, że jest ona w swoich opowieściach kreowanych na oczach widzów i nieco zagubioną, gapowatą dziewczynką, i świadomą swego seksapilu młodą kobietą. Co zaskakujące, mimo że w jej wypowiedziach gęsto od wulgaryzmów, to Maria Peszek używa ich z taką subtelnością, że stają się miłą dla ucha... pieprzotą. Cały zaś spektakl, choć wymagający jeszcze pracy, jest odświeżającym, dającym dobrą energię przeżyciem.

***

Na długie godziny

- Gdyby Fryderyki miały jeszcze jakieś znaczenie, można by już gratulować Marii Peszek nominacji. Bowiem jej debiutancka płyta "miasto mania" zapewne będzie jedną z najmocniejszych kandydatek do tej nagrody. Niemal każda z zawartych na krążku piosenek jest w stanie przylgnąć do człowieka na długie godziny. To zasługa znakomitych tekstów i muzyki, którą z miejsca potraktują jak swoją wielbiciele Voo Voo. Byłoby jednak krzywdzące ocenić tę muzykę jako wtórną wobec wcześniejszych kompozycji Wojciecha Waglewskiego. Ma ona bowiem sobie tylko właściwą, zmysłową, nieco somnabuliczną aurę, która jest też zasługą inwencji Fisza i Emade. Jako wokalistka, Maria Peszek jest zachwycająca. Tak niepokojąco niewinnego i podszytego seksem głosu może pozazdrościć aktorce niejedną gwiazdka z serii tych, które produkują wielkie muzyczne koncerny. INC [Iza Natasza Czapska]»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego