powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Powrót do dzieciństwa

"Lokomotywa" w reż. Piotra Cieplaka w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Pisze Hanna Karolak w Gościu Niedzielnym.

Kto z nas nie pamięta uroczego wiersza Juliana Tuwima "Pan Maluśkiewcz i wieloryb"? "Pan Maluśkiewicz był tyci, tyciutki jak ziarnko kawy/ a oprócz tego podróżnik/ a oprócz tego ciekawy...". Takich wierszy, które przechowujemy w pamięci, jest wiele. To od nich zaczynamy lekturę, gdy nasze dziecko prosi: "Poczytaj mi, mamo".

Miał tego świadomość Piotr Cieplak, reżyser o wielkiej wrażliwości, nie zawaham się powiedzieć wrażliwości dziecka (a to nie tylko dla artysty najwyższy komplement), podejmując się realizacji spektaklu na podstawie wierszy Juliana Tuwima.

Wprawdzie tytuł spektaklu w Teatrze Powszechnym brzmi "Lokomotywa", ale Cieplak wykorzystał w nim najbardziej popularne wiersze poety, takie jak "Rzepka", "Zosia Samosia", czy "Ptasie radio". Aktorzy, znani z wielu ról dramatycznych, bawią się jak dzieci i chyba stąd powodzenie przedstawienia. Patrzyłam na podekscytowane buzie maluchów, uczestniczących aktywnie w tym, co działo się na scenie, pewna, że oto rośnie nam pokolenie z wyobraźnią, kreatywne, zdolne kontynuować tradycje. Pod warunkiem, że znajdą się teatry i reżyserzy umiejący przywrócić nam kolorowe sny dzieciństwa. Wtedy, skoro już raz coś drgnie w sercach i umysłach naszych maluchów, nie zagrożą nam ani gry komputerowe, ani rutyna zajęć szkolnych. Bo jak nie wzruszyć się niepokojem pani Słowikowej (świetna Olga Sawic-ka), że mąż spóźnia się na kolację? Jak nie zachwycić wyznaniem Pana Słowika: "Wybacz moje złoto, ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą"? Gdy patrzyłam na Andrzeja Mastalerza, byłam pewna, że to on za chwilę wyruszy na wielki ocean poszukać wieloryba. Łyżka do butów w pokoju dziecinnym wydała mi się najprawdziwszą zjeżdżalnią. Magia teatru? A kiedy w finale lokomotywa sapiąc, ruszyła po torach, wcale nie chciało mi się wysiadać z tego pociągu. Podobnie jak siedzącym obok mnie małym widzom.