Ciągle gdzieś gonię i dobrze mi z tym

- Lubię zmiany i ryzyko. Nie boję się wyzwań. A ciepła posada nigdy nie była moim celem - mówi AGNIESZKA SIENKIEWICZ, aktorka Teatru Współczesnego w Warszawie.

«Nie piszą o niej plotkarskie portale, rzadko udziela wywiadów, unika bankietów. Nie chce zostać celebrytką.

Śliczna, uśmiechnięta, drobniutka... Ma tylko 158 crn wzrostu i waży 47 kilogramów. Ale okazuje się, że w tak małej osóbce tkwi prawdziwy wulkan energii. Wciąż coś musi robić, wciąż jest w pędzie. Nawet kiedy opowiada, trudno ją zatrzymać, by zadać kolejne pytanie.

Jesteś dziewczyną z Mrągowa. To daleko od Warszawy.

Nawet spod Mrągowa. Wychowałam się w pięknej, mazurskiej wsi Gieląd Stary, w której stoi może pięćdziesiąt domów. Do szkoły chodziłam dwa kilometry pieszo. Zbieraliśmy się większą grupą dzieciaków i szliśmy przez las i tory kolejowe do sąsiedniej wsi Sorkwity. Do podstawówki poszłam o rok wcześniej. Mama mogła wrócić do pracy a ja, tak jak moja starsza siostra chciałam już chodzić do szkoły. Od czternastego roku życia w każde wakacje dorabiałam sobie do kieszonkowego. Czasami jako kelnerka w restauracji, a czasami w sklepie spożywczym. I starałam się dość rozsądnie gospodarować zarobionymi pieniędzmi.

Jej portret

Nie ma kompleksów dziewczyny ze wsi. Raczej wprost przeciwnie - rodzina i miejsce skąd pochodzi dają jej siłę.

Urodziła się 19 lipca 1984 roku w Mrągowie. W 2004 r. skończyła Policealne Studium Teatralne przy Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie.

Kariera: Zagrała pierwszoplanowe rolę w serialach "Agentki" i "Prosto w serce". Ma też na swoim koncie role w takich filmach jak .Wichry Kołymy" , "Yuma" czy "Milion dolarów". Ostatnio widzowie pokochali ją jako Kasię w "M jak miłość". Jednak ona sama najbardziej kocha teatr - właśnie przygotowuje się do głównej roli w spektaklu według scenariusza Marcina Szczygielskiego "Kochanie na kredyt", w reżyserii Olafa Lubaszenki.

o lubi: Prace domowe: cieszy ją nawet sterta ubrań do prasowania, włoską kuchnię i rockową muzykę.

Co Ci dał rodzinny dom?

- Przede wszystkim silne fundamenty do tego, by realizować swoje marzenia. Jestem dość konkretną osobą, silną i zaradną. Nie byłabym taka, gdyby nie moi rodzice. Nauczyli mnie szacunku do pracy i pieniędzy. Poza tym, wbrew pozorom, nie jestem eteryczną, delikatną kobietą. Wiele potrafię zrobić, dam sobie radę w każdej sytuacji. Od dziecka jestem samodzielna i odważna. Byłam typem chłopczycy. Do domu zawsze wracałam z obtartymi kolanami. Całymi dniami łaziłam po pobliskiej żwirowni albo urządzałam z kolegami wyścigi na drugi brzeg jeziora. Uwielbiałam też grać w piłkę nożną.

Masz kompleksy?

- Z powodu tego, że nie pochodzę z dużego miasta? Nigdy. Jestem dumna z tego, gdzie i jak się wychowałam. Niektórzy uważają, że powinnam mieć kompleksy ze względu na to, że ukończyłam "tylko" Studium Aktorskie w Olsztynie, a nie na przykład Akademię Teatrealną w Warszawie. Ja jednak uważam, że liczy się dobrze zagrana rola, a nie taka czy inna pieczątka na dyplomie.

A właściwie dlaczego nie poszłaś do szkoły teatralne)?

- W ogóle nie myślałam o aktorstwie. Owszem, w liceum grałam w amatorskim teatrze, ale traktowałam to raczej jako zabawę. Miałam na siebie mnóstwo pomysłów. Myślałam, że będę etnologiem albo archeologiem. W klasie maturalnej pojechałam do Olsztyna i wpadła mi w ręce ulotka Studium Aktorskiego przy teatrze imienia Stefana Jaracza. Pomyślałam, że spróbuję i tak się zaczęła poważna przygoda z aktorstwem. A od razu po studiach dostałam etat w teatrze i przepadłam (śmiech).

I nie boisz się, że telefon przestanie dzwonić?

- Jeśli przestanie, zajmę się czymś innym. Zaraz po przyjeździe do Warszawy dorabiałam jako niania, potem byłam opiekunką starszej pani. Nie boję się pracy. Zresztą nigdy nie wiadomo, kiedy los się uśmiechnie. Na jeden z moich pierwszych castingów zaprosiła mnie... mama małej dziewczynki, którą się zajmowałam. Okazało się, że pracuję u pani odpowiedzialnej za organizację castingów.

Co Cię przygnało do stolicy?

- Dostałam propozycję ciekawej roli w Teatrze Nowym, jeszcze kiedy dyrektorem był Adam Hanuszkiewicz. Rozstałam się więc z teatrem w Kaliszu i przyjechałam.

Nie bałaś się, że się nie uda?

- Ja lubię zmiany i ryzyko. Nie boję się wyzwań. A ciepła posada nigdy nie była moim celem. Przecież nie tak dawno odeszłam też z etatu w Teatrze Współczesnym w Warszawie.

No wiesz? Za etat we Współczesnym wtete aktorek oddałoby duszę diabłu!

Uważam, że aktor cały czas musi się uczyć i rozwijać. Po pięciu latach, poczułam, że stoję w miejscu, wpadam w rutynę, grałam też nie tyle, ile bym chciała. To była dla mnie ogromna przyjemność móc pracować w jed-

nym z najlepszych stołecznych teatrów, ale instynkt podpowiadał, że czas coś zmienić, pójść swoją drogą.

Grasz również w 6. Piętrze. Trudno było się tam dostać?

- Pamiętam, że rano obudził mnie telefon. Byłam zaspana, nie znałam numeru, który się wyświetlił i nie chciało mi się odbierać... Na szczęście odebrałam (śmiech). To był ktoś z Teatru 6. Piętro, z zaproszeniem na casting do nowego spektaklu.

Karierę zaczęłaś główną rolą w serialu "Agentki". A potem nagłe... przepadłaś.

- Rzeczywiście miałam wtedy sporą przerwę, ale tylko jeśli chodzi o pracę w serialach. Cały czas grałam w teatrze. A że akurat wziętam kredyt na mieszkanie, ponownie zaczęłam dorabiać jako niania.

Co jeszcze robi aktorka, która nie ma pracy?

- Biega po domu, sprząta, gotuje, pierze, prasuje, ale jeśli trwa to dłużej to zaczyna krzyczeć bez powodu (śmiech). Na szczęście akurat prace domowe bardzo mnie relaksują, więc nie jest to droga przez mękę. Lubię dbać o dom. Może w dzisiejszych czasach nie jest to zbyt poprawne politycznie, ale uważam, że to kobieta tworzy domowe ognisko. Nie powinnyśmy na siłę próbować upodobnić się do mężczyzn. Lepiej pielęgnować w sobie to, co od mężczyzn nas różni. Lubię być kobietą, czuć się kobieco i pełnić funkcje pani domu. Wiem, że to trochę poglądy jak nie z tej epoki, ale to może dobrze, że nie wszystkie jesteśmy takie same.

To pewnie umiesz upiec szarlotkę i ulepić pierogi?

- Oczywiście, że umiem. Piekę też pyszne serniki i potrafię zawijać gołąbki. A ostatnio oszalałam na punkcie kuchni włoskiej.

A facet jest od czego?

- Przede wszystkim facet ma być facetem. Daje mi poczucie bezpieczeństwa i siłę. Jest ramieniem, na którym się wspieram i nie muszę przy nim udawać silniejszej niż jestem. Lubię też kiedy przejmuje takie typowe męskie obowiązki: wbije gwóźdź, naoliwi skrzypiące drzwi...

I naprawdę nie ciągnie cię do pozowania na ściankach?

- Uwielbiam moje domowe zacisze i wolę spędzać wolny czas z najbliższymi niż iść na imprezę. Nie czuję się tam swobodnie, to nie moja bajka. W moim życiu rodzina jest na pierwszym miejscu, a wszystko co dzieje się dookoła mojej pracy, to tylko dodatki. Dobrze mi z tym, że nikt mi z butami w życie nie wchodzi i chcę, żeby tak zostało.

Do telewizji śniadaniowych też nie chodzisz...

- Chodzę, ale tylko wtedy, gdy zaproszenie ma związek z moją pracą.

A udziału w rozbieranych sesjach odmawiasz, bo... Kiedy, jeśli nie teraz?

- Nigdy. Po co?

A może to lęk, co powiedzą sąsiedzi z rodzinnej wsi?

- E jakimś stopniu tak, biorę też pod uwagę opinie rodziców. Jednak przede wszystkim chodzi o to, że nie widzę powodu, by budować drogę zawodową w taki sposób.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego