powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Teatr jako potwór z Loch Ness, czyli otwarty list z wakacji do Widzów Teatru im. Siemaszkowej

- Tak jak możliwa jest kreatywna księgowość, tak samo kreatywna może być dziennikarska narracja. "Teatr przyniósł straty. Dyrektor zapłaci głową?" i oto w powietrzu unosi się zapach krwi, której tak łaknie tabloidowa klientela. Śpieszę uspokoić tych z Państwa, którzy wzięli te rewelacje na serio - dyrektor rzeszowskiego teatru Remigiusz Caban odpowiada na tekst Gazecie Wyborczej - Rzeszów.

Szanowni Widzowie,

Piszę ten list, choć nie mam przekonania, że w wakacyjnym słońcu z wypiekami na twarzy czytają Państwo teksty z działów kulturalnych rzeszowskich gazet, zwłaszcza te poświęcone teatrowi. Przyznam, że ja także postanowiłem przez pewien czas odetchnąć. Cóż, internet dociera nawet pod nadpilickie sosny przynosząc, jak w miniony weekend, prasowe rewelacje, które trudno zostawić bez komentarza.

Jest czas pracy i czas odpoczynku. Teatr w tym drugim czasie na ogół nie bywa obiektem zainteresowania. Na ogół, bo okazało się, że w Rzeszowie poczciwa "Siemaszkowa" występuje ostatnio w nowej wakacyjnej roli potwora, który wynurza się periodycznie z fal szkockiego Loch Ness.

Jak to możliwe? Co też sensacyjnego może dziać się w murach teatru w czas kanikuły? Ściany foyer świecą pustkami - echa skandalicznych obscenów dawno już zamilkły. Scena pusta. Aktorzy, maszyniści, administracja, kadry, nawet działacze związkowi, wszyscy na wakacjach

Tak jak możliwa jest kreatywna księgowość, tak samo kreatywna może być dziennikarska narracja. "Teatr przyniósł straty. Dyrektor zapłaci głową?" i oto w powietrzu unosi się zapach krwi, której tak łaknie tabloidowa klientela. Śpieszę uspokoić tych z Państwa, którzy wzięli te rewelacje na serio. Tyle w nich prawdy, ile jej było w sławnych dowcipach o komunikatach pewnego albańskiego radia. A fakty są takie:

Dług nie jest żadnym długiem, ale sposobem księgowania teatralnego majątku, a owe 400 tysięcy to wysokość tzw. amortyzacji (o tym wszyscy w Departamencie wiedzą

z pewnością, tak jak i o tym, że roczny budżet teatru wynosi nie 3 a 4 miliony);

Rozpoczęta w kwietniu kontrola nie jest niczym nadzwyczajnym, ale rutynową czynnością zapisaną w harmonogramie sprawowania nadzoru Urzędu Marszałkowskiego nad instytucjami kulturalnymi Podkarpacia, a jej wyniki, miło mi

o tym poinformować, o Teatrze im. W. Siemaszkowej świadczą jak najlepiej;

Na spektaklu prezentowanym zimą na małej scenie istotnie było jedynie czterech widzów, w tym ówczesny Marszałek Województwa, któremu udało się jakoś przedrzeć przez śniegowe zaspy, ale był to dzień, w którym służby drogowe przegrały z kretesem ze śnieżnym żywiołem (czy wobec powyższego mogliśmy, mimo takiej szokującej frekwencji spektakl odwołać?);

Zwolnione trzy aktorki faktycznie złożyły sądowe pozwy, korzystając ze zwykłej w takich sytuacjach procedury, bo taką możliwość gwarantuje Kodeks Pracy (podobne "kłopoty" mają w sądach dyrektorzy Słobodzianek, Klata i inni);

Widzowie najwyraźniej nie odwrócili się od teatru skoro wynik finansowy za zakończone właśnie półrocze zaskoczył pozytywnie nawet przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego.

Tak oto, proszę Państwa, potwór z Loch Ness okazuje się zwykłą dziennikarską płotką. Wiadomo, kanikuła ma swoje prawa, a prasa musi się sprzedawać.

Od maja bezskutecznie zabiegałem o spotkanie z nowym Wicemarszałkiem, od dwóch z górą lat o rozmowę z Zarządem Województwa, może dobry skutek tej prasowej manipulacji będzie ten, że wreszcie uda się nam po wakacjach spotkać i otwarcie o problemach (tych faktycznych) Teatru im. Wandy Siemaszkowej porozmawiać?

Tymczasem, Szanowna Publiczności trwa kanikuła, więc potwór z Loch Ness potrzebny jest od zaraz. Niestety nasz teatr nie bardzo się do tej roli nadaje.

Pozdrawiam serdecznie,

Remigiusz Caban, dyr. Teatru na wakacjach.