Ratuj, Grzegorzu - Mrozek o zmianach w Ratuszu

Pracy w stołecznej kulturze jest mnóstwo, nie ma lepszego miejsca do jej wykonania niż wnętrze instytucji. Do przeprowadzenia jest chociażby radykalna reforma warszawskich teatrów, zadanie wymagające wizji, precyzji, znajomości tematu i wielkiej ostrożności. Żadnego z tych przymiotów dotychczasowa ekipa nie posiadała - pisze Witold Mrozek na swoim blogu.

«Wczoraj [13 lipca] dosięgła mnie w Bieszczadach podana przez "Stołeczną" sensacyjna informacja. Hanna Gronkiewicz-Waltz, chcąc w obliczu referendum naprawić nagle całe swoje dotychczasowe samorządowe życie, zamierza ponoć odwołać Marka Kraszewskiego - od lat pełniącego obowiązki dyrektora Biura Kultury m. st. Warszawa. To postać, o której fatalnej polityce i arogancji wobec rozmaitych tworzących kulturę środowisk napisano tyle, że nie ma sensu tego powtarzać. Tylko krótka anegdota - siedząc jako gość na posiedzeniu zarządu ZASP, Kraszewski rzucił w stronę zebranych z prezesem Olgierdem Łukaszewiczem na czele: "Rozumiem, że chcecie rozmawiać. Ale wcale nie jest powiedziane, że pani prezydent chce rozmawiać z wami". Tak wyglądał dialog społeczny w wykonaniu pana dyrektora.

To nie był jednorazowy lapsus, a Kraszewski - choć szeroko krytykowany - wydawał się niezatapialny. Dlatego wiadomość w "Stołecznej" to spora niespodzianka. Jeszcze bardziej zaskakujące jest nazwisko potencjalnego następcy urzędnika. Miałby nim zostać Grzegorz Lewandowski, założyciel legendarnej Chłodnej 25, jedna z najważniejszych postaci warszawskiej kultury niezależnej. Sam hipotetyczny kandydat odmawia póki co komentarza, a niedawno powiedział o warszawskiej kulturze wiele gorzkich słów. Dziś HGW woła do Lewandowskiego "ratunku!" i pragnie zrobić z niego współpracownika. Trudno wierzyć w szczerość gestu Marii Antoniny, gdy tuż pod jej oknem coraz wyraźniej rysuje się szkielet wynalazku doktora Guillotin.

Ale gest nie musi być szczery ani wynikać ze szlachetnych intencji, by otwierać polityczne możliwości o znaczeniu nieporównywalnie większym, niż jeden punkt procentowy poparcia w te czy wewte dla i tak skompromitowanych władz. W odróżnieniu od wiceprezydenta ds. kultury, Włodzimierza Paszyńskiego, który tak czy owak zawartość szuflad może zacząć powoli przekładać w jakiś estetyczny karton - dyrektor Lewandowski miałby pewne szanse, aby detronizację HGW przetrwać. Na stanowisku. I to niezależnie od tego, czy prezydentka stolicy odejdzie w przyszłorocznych wyborach, czy pożegna się ze stanowiskiem w najbardziej spektakularnym plebiscycie w dziejach III RP. Przynajmniej od czasów referendum akcesyjnego.

Nie sądzę, by Lewandowskiego chciała się pozbyć Małgorzata Kidawa-Błońska, najczęściej wymieniana kandydatka na komisarza wyborczego na czas stołecznego interregnum. A także jedna z bardziej prawdopodobnych kandydatek i kandydatów do sukcesji po Gronkiewicz-Waltz. Jeżeli zaś wybory wygra opozycja - bardzo możliwe, że nie będzie chciała od razu wywoływać pożaru, odwołując cieszącego się społecznym poparciem i dopiero co mianowanego dyrektora. Lewandowski miałby więc szanse, by popracować w Biurze Kultury dłużej.

Poza tym - powiedzmy sobie szczerze - stanowiska związane z kulturą nie są dla partyjnych samorządowców kluczowe. Nie są nawet szczególnie ważne. Pewnie również dlatego osoba taka, jak Marek Kraszewski, tyle lat przetrwała na stanowisku.

Może warto by więc było, by Lewandowski kłopotliwą propozycję przyjął. Pracy w stołecznej kulturze jest mnóstwo, nie ma lepszego miejsca do jej wykonania niż wnętrze instytucji. Do przeprowadzenia jest chociażby radykalna reforma warszawskich teatrów, zadanie wymagające wizji, precyzji, znajomości tematu i wielkiej ostrożności. Żadnego z tych przymiotów dotychczasowa ekipa nie posiadała.

A ratunku potrzebuje przede wszystkim warszawska polityka kulturalna.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego