powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Historia pewnej miłości...

"Wraki" w reż. Agnieszka Lipiec-Wróblewskiej w Teatrze WARSawy. Pisze Kama Pawlicka w serwisie Teatr dla Was.

Ta historia mogła wydarzyć się naprawdę. Być może zresztą gdzieś się kiedyś wydarzyła, los pisze przecież najdziwniejsze scenariusze. Miłość niejedno ma imię... W sztuce Neila LaBute'a "Wraki" najważniejsze są niuanse i niedopowiedzenia nie miłość, choć to ona w opowiadaniu głównego bohatera wysuwa się na pierwszy plan.

Edwarda Carra (Jacek Poniedziałek) spotykamy w zakładzie pogrzebowym, w którym mężczyzna oczekuje na pogrzeb swojej żony. Ukochanej, uwielbianej, pożądanej. Starszej o około 15 lat Mary Jo, którą poznał pewnego dnia na balu i od pierwszego wejrzenia się w niej zakochał. Z wzajemnością. Od tej pory stanowili nierozłączną parę. Wspólnie dochowali się dwójki dzieci, założyli także biznes -wynajem podrasowanych starych samochodów.

Nic w tej historii nie byłoby nowego gdyby nie zaskakujący finał, w którym Carr wyjawia nam największą, skrywaną przez lata tajemnicę. Monolog głównego bohatera jest więc spowiedzią, swoistym katharsis, w którym po raz pierwszy udaje mu się zrzucić ciężar, dręczący go przez całe życie.

Puenta tej historii pewnej miłości jest tyleż zaskakująca co prowokująca do zadania tysiąca pytań o granice miłości, o łamanie tabu, o ukrywanie przed drugą, ukochaną osobą prawdy.

Nic w tej sztuce LaBute'a nie jest jednoznaczne. Nawet miłość. Postępowanie Carra może budzić przerażenie i odrazę, ale i akceptację. Bo jak mówi główny bohater najważniejsza w życiu jest miłość, nieważne z kim i jak na to zareagują inni. Życie jest zbyt krótkie na rozdrapywanie ran.

"Wraki" to hymn o miłości, która ma tysiąc twarzy. Znakomicie napisany monolog dojrzałego mężczyzny, w którym autor porusza nawet najbardziej intymne struny. O fascynacji seksualnej Carra swoją żoną, o jej pięknie fizycznym i psychicznym. Spowiedź Edwarda bowiem aż ocieka erotyzmem, co zresztą jest kolejną prowokacją LaBute'a.

Monodram to dla aktora nie lada wyzwanie. Przykucie uwagi widza przez godzinę wymaga niezwykłego kunsztu aktorskiego. Nie wszystkim się to udaje. Jacek Poniedziałek we "Wrakach" pokazał solidne aktorstwo, momentami jednak spektakl traci tempo, dramaturgia siada. Może to wina siermiężnej byłej sali kinowej, przerobionej na teatr, której brak intymności, tak potrzebnej w wypadku sztuki LaBute'a.

Sam tytuł odnosi się do starych samochodów, które główny bohater i jego żona skupowali, remontowali, a potem wypożyczali. Po zaskakującym finale widz może zadać sobie pytanie, czy Edward i Mary Jo też byli lub są psychicznymi wrakami. Czy ta historia pewnej miłości piękna i czysta pozostawała tylko w słowach? O tym muszą Państwo zadecydować sami po obejrzeniu "Wraków" w Teatrze WARSawy.