Ten sen o Warszawie przypomina reklamówkę jakiegoś banku

- Nie ulega wątpliwości, że kultura w naszej stolicy jest traktowana jako niepotrzebne zawracanie głowy. Jacyś artyści, dziwni ludzie, bo ani politycy, ani prawnicy, ani biznesmeni, więc trochę niewiadomo kto, coś tam organizują. To nikomu nic nie daje, bo chodnika z tego nie ma, ani tym bardziej drogi albo mostu. A kosztuje. Co gorsza, samo się nie finansuje, więc absurd zupełny, bo kto to słyszał, żeby miasto miało dokładać do teatru?! - mówi Sławomir Sierakowski w rozmowie z Agatonem Kozińskim

«Agaton Koziński, "Polska The Times" : Od roku stoi pusty lokal na Nowym Świecie, który wcześniej wynajmowała "Krytyka Polityczna". Ile miasto straciło przez ten czas z powodu niezapłaconego czynszu?

Jakieś ćwierć miliona złotych. Bardzo dużo także z podatków, które nie wpływają do budżetu, bo żadna działalność nie jest tam prowadzona. Szkoda także ponad 40 miejsc pracy, które zorganizowaliśmy dla ludzi pracujących w klubokawiarni, niezwiązanych zresztą z "Krytyką". Niech pan do tego doliczy kilkumilionowy budżet, zbierany co roku głównie za granicą, który przynosiliśmy do miasta i wydawaliśmy tu na wydarzenia kulturalne, naukowe i akcje społeczne. Łącznie było tego ponad trzysta różnych imprez rocznie, w tym pół setki koncertów, setka pokazów filmowych, dziesiątki premier książkowych itd. Rocznie zapraszaliśmy około 40-50 zagranicznych gości, znanych ludzi kultury lub nauki. Udostępnialiśmy to miejsce także wielu innym organizacjom pozarządowym. Nie o nas się tu martwię, bo my akurat sobie świetnie poradziliśmy i te wszystkie działania, bez kawiarni, przenieśliśmy i rozwinęliśmy na Foksal 16, gdzie wynajmujemy podobnej wielkości przestrzeń u prywatnego właściciela. Ale ta sytuacja to dalej jest bezsensowne marnotrawstwo, bo przecież w obecnym pustostanie na Nowym Świecie mógł działać ktoś inny.

Podobnie niewykorzystany jest lokal na pl. Grzybowskim. Jak duże straty miasto ponosi z tego tytułu?

Nie wiem. Po wygranym konkursie, nie zdążyliśmy rozpocząć tam działalności, bo konkurs został unieważniony. Tam planowaliśmy przenieść klubokawiarnię, żeby ludzie nie stracili pracy i nie zmarnowała się ogromna ilość zgromadzonego przez kilka lat sprzętu. Dla samej "Krytyki" kawiarnia nie była wymarzoną działalnością. Przypomnę, że powstała, bo taki był warunek miasta, żeby mogło powstać Centrum Kultury "Nowy Wspaniały Świat". Ale skoro już była i tyle ludzi do niej przychodziło, a przede wszystkim pracowało, to wielką szkodą było to niszczyć.

Gdzie szukać przyczyn tego marnotrawstwa?

Nie wiem. Nie wierzę, żeby ktoś nas potraktował jako polityczne zagrożenie i postanowił szykanować. Jak mianowicie mieliśmy zagrozić takim czy innym władzom, robiąc koncerty, pokazując filmy czy zapraszając zagranicznych filozofów, pisarzy itd.? Jeśli pojawiali się u nas politycy, to raczej tacy jak Tadeusz Mazowiecki, Jan Krzysztof Bielecki, Aleksander Kwaśniewski czy Bogdan Borusewicz. Owszem, my jesteśmy lewicową organizacją, ale cholernie zainteresowaną ideami niekoniecznie lewicowymi, więc zawsze zapraszaliśmy ludzi z wielu stron. Zaproszenia "Krytyki" przyjmowali Ziemkiewicz, Wildstein, Gowin, Zaremba i wielu innych ludzi o innych poglądach. Niech mi pan pokaże na prawicy, równie otwartą organizację, pismo lub środowisko. To w NWS miał premierę swojej książki Paweł Lisicki czy Jan Skórzyński. Nawet Hanna Gronkiewicz-Waltz u nas wystąpiła. My nigdy nie będziemy nalegali na wyrzucenie prawicowej organizacji z lokalu miejskiego i nie będziemy manifestować także dziś, żeby kogoś wyrzucono, bo sami musimy wynajmować prywatnie. Nie umiemy myśleć tymi kategoriami, dlatego nie odpowiem panu, bo pojęcia nie mam, komu i w czym tak przeszkadzaliśmy. Wyrzucono nas jeszcze tylko w jednym miejscu: w Kijowie w wyniku nacisków nacjonalistycznej partii Swoboda.

Jak by Pan określił kierunek rozwoju miasta za czasów Hanny Gronkiewicz-Waltz? Jaki jest jej pomysł na Warszawę?

Nie jestem ekspertem i nie znam wystarczająco dobrze działań władz miasta w różnych obszarach, więc nie mogę formułować jakichś zasadniczych ocen. Także wobec tych, którzy mi zaszkodzili wolałbym zachowywać się fair. Mogę powiedzieć kilka rzeczy, znając trochę doświadczenia innych ludzi kultury i opinie działaczy społecznych z "Krytyki" specjalizujących się w polityce miejskiej. Chodzi o dwie sprawy: marginalizacja, a właściwie wykluczanie biedniejszych mieszkańców i ignorowanie roli kultury w polityce rozwoju miasta. Mamy burmistrzów, którzy publicznie chwalą się lekceważeniem wrażliwości społecznej, a ich sen o Warszawie przypomina reklamówkę jakiegoś banku. I to tacy są nagradzani i awansowani. Efekt jest taki, że mamy bardzo drogi transport publiczny, pomysły na kontenery socjalne, prywatyzację stołówek szkolnych i cięcia w edukacji.

A druga sprawa, czyli polityka kulturalna?

Nie ulega wątpliwości, że kultura w naszej stolicy jest traktowana jako niepotrzebne zawracanie głowy. Jacyś artyści, dziwni ludzie, bo ani politycy, ani prawnicy, ani biznesmeni, więc trochę niewiadomo kto, coś tam organizują. To nikomu nic nie daje, bo chodnika z tego nie ma, ani tym bardziej drogi albo mostu. A kosztuje. Co gorsza, samo się nie finansuje, więc absurd zupełny, bo kto to słyszał, żeby miasto miało dokładać do teatru?! Widzi pan, dlaczego np. armia się sama nie finansuje, a kosztuje więcej niż nauka i kultura i telewizja publiczna razem wzięta, tego wyjaśniać nikomu nie trzeba. A dlaczego te trzy wymienione trzeba finansować, to jasne nie jest. A już wytłumaczyć naszym władzom, że to najbardziej zyskowna inwestycja w nowoczesność, a nie smutna konieczność, w to straciłem wiarę.

Pani Prezydent udało się poprawić jakość życia w peryferyjnych dzielnicach: Włochy, Ursus, Białołęka, natomiast niemal całkowicie odpuściła sobie centrum miasta. Przez brak pomysłu, czy przez brak możliwości działania?

Zatem modernizacja dla władz ciągle jest równoznaczna z technicznym postępem. Modernizacja to jest na przykład lepszy stadion. A jeśli trzeba uwzględnić "czynnik społeczny", to proszę bardzo: strefa kibica na Euro. Burmistrz Śródmieścia przy okazji afery o bar Prasowy, zdefiniował ideę nowoczesności w naszej stolicy. Powiedział TVN-owi, że w "Śródmieściu powinny pojawiać się dobre sklepy i restauracje." Że centrum "powinno być nowoczesne. To miejsce na ulice z prestiżowymi lokalami." W Berlinie i każdej innej zachodniej stolicy nowoczesne dzielnice to wcale nie te, gdzie są banki i drogie knajpy, ale te gdzie są młodzieżowe knajpy, skłoty, ngosy, galerie, centra kultury, na które zresztą władze miasta dmuchają i chuchają. To przyciąga ludzi, rodzi nowoczesne idee, twórcze umysły, przyszłościowe instytucje. Pod tym względem nasza stolica i jej władze tkwią myślami w zamierzchłej przeszłości.

Według definicji Richarda Floridy siłą metropolii na całym świecie jest "klasa kreatywna". Który symbol lepiej opisuje politykę kulturalną Ratusza: otwarcie Muzeum Historii Żydów Polskich, czy rezygnacja z organizacji miejskiego Sylwestra?

Z budową i otwarciem Muzeum Historii Żydów Polskich to miasto ma chyba nie tak wiele wspólnego. Wkład stolicy nie był kluczowy, ale oczywiście dobrze, że był. Tylko, że w ogóle to miasto ma nieszczęście do swoich władz, jeśli chodzi o infrastrukturę kulturalną. Tu prawie nic po '89 roku nowego nie powstało. A to już okres dłuższy niż połowa PRL-u. Czy nie jest powodem do wstydu, że dalej prawie cała warszawska kultura jedzie na tym, co komuna zbudowała? Tym bardziej dziwi, że jak już ktoś stworzy coś takiego jak Nowy Wspaniały Świat i miasto nie musi na to pieniędzy wydawać, to władze stają na głowie, żeby zaprzestało działalności. Niech pan sobie wyobrazi, że ten pl. Grzybowski, żeby tylko do nas nie trafił, arbitralnie przyznała właśnie Muzeum Historii Żydów Polskich, co dla nich było jak kukułcze jajo, bo nikt tam tego nie potrzebował.

A odwróćmy perspektywę. W ostatnich tygodniach na Gronkiewicz-Waltz wylewane są wiadra krytyki. Czy można wskazać jakieś jej osiągnięcia? Co by Pan nazwał sukcesem w czasie jej rządów w mieście?

Pewnie te drogi, mosty i metro, bo coś chyba musi powstawać, skoro nie jest to kultura i obszary związane z rozwojem społecznym. Nie chcę być niesprawiedliwy, więc brak rozbudowanej odpowiedzi proszę potraktować, jako brak odpowiedniej wiedzy, bo naprawdę jej nie mam. Zauważyłem, że bardzo popularna jest sieć miejskich rowerów Veturilo i to jest na pewno krok we właściwym kierunku, nawet jeśli drobny.

Czy podpisał się Pan pod wnioskiem o referendum w sprawie jej odwołania??

Tak, gdy któregoś dnia, ktoś do mnie podszedł z listą. Ale nie zaangażowałem się w akcję przeciw prezydentce, bo nie bardzo lubimy w "Krytyce" negatywny przekaz. Walczyć o czyjeś odwołanie bez walki o jakiś pozytywny cel - to nie w naszym stylu. Osobiście nie mam też żadnych negatywnych uczuć wobec prezydentki. Wydaje mi się, że jest kompetentna w obszarze, w którym się naukowo specjalizuje, czyli finanse i prawo. Życzyłbym jej, żeby zaufała w sens rozwijania kultury w mieście i wsparcie dla organizacji pozarządowych.

W przyszłym roku wybory samorządowe. Jaki powinien być prezydent Warszawy? A może widzi Pan konkretną osobę, która powinna przejąć Ratusz?

To jest moment, w którym zasługujemy już na nowoczesne myślenie o mieście. To jest zresztą jeden z najbardziej gorących tematów we współczesnej humanistyce, socjologii i politologii. Nie chodzi mi o to, żeby od razu wysyłać jakiegoś współczesnego Platona do Syrakuz, ale żeby to był chociaż ktoś, kto się nie boi kultury, organizacji pozarządowych, zwykłych ludzi. Rozumie, że poza prywatnym, istnieje publiczne, poza zyskiem krótkoterminowym jest zysk długoterminowy, a ten można osiągnąć np. przez inwestycje w usługi opiekuńcze czy właśnie w kulturę.

Jakim miastem byłaby Warszawa Pana marzeń? Co powinno być jej wyróżnikiem, znakiem rozpoznawczym w Europie?

Na razie jej wyróżnikiem jest ilość reklam powywieszanych wszędzie. Z każdym razem przechodzę szok poznawczy, wracając z innych stolic, jak wiele reklamowej pstrokacizny u nas wisi. Znowu przykład z autopsji: na Nowym Wspaniałym Świecie przez cały czas wisiał gigantyczny bilboard zasłaniający z obu stron całe pierwsze piątro narożnej kamienicy, z reklamą bielizny, dezodorantów lub sklepu z ciuchami. A Nowy Świat to jest podobno reprezentacyjna ulica miasta. Na reklamie było napisane, że zysk idzie na remont kamienicy, którego nikt na oczy nie widział, poza remontem w środku, który sami zrobiliśmy i sfinansowaliśmy. Wyróżnikiem Warszawy nie będzie raczej starówka ani centrum miasta jako takie, może nim być albo poziom działań kulturalnych albo nowe ciekawe budynki. Takim jest z pewnością Muzeum Historii Żydów Polskich i mogłoby być Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Jeśli chodzi o ludzi, to nie brakuje wybitnych i szanowanych za granicą, ale niech pan pójdzie do nich i porozmawia, jak bardzo są sfrustrowani współpracą z miastem.

Gronkiewicz-Waltz gwałtownie włączyła się w obronę Cafe Kulturalna w PKiN. To pierwsza jej tego typu interwencja. Co było jej przyczyną? Przecież wcześniej miasto bezwzględnie rozprawiało się z lokalami, które nie pasowały do jej koncepcji, np. Le Madame, zagłębie na Dobrej, czy "Nowy Wspaniały Świat" Krytyki Politycznej.

Dobrze, że prezydentka zareagowała. To był absurdalny pomysł. Można było pomyśleć, że zaraz nie będzie już żadnej ze słynnych klubokawiarni miejskich. I to nie dlatego, że padły, ale dlatego, że się świetnie rozwijały. Pod względem miejsc, w których można spotkać znajomych i w których dzieje się, Warszawa po '89 roku wciąż nie może osiągnąć przedwojennego ani PRL-owskiego poziomu. W odróżnieniu od Krakowa na przykład, który z tym nie ma żadnego problemu i nigdy nie słyszałem, że miasto w tym przeszkadzało. W ogóle słyszał pan, żeby jakieś inne duże miasto w Polsce likwidowało dobrze funkcjonujące klubokawiarnie? Jeśli trzecim pustostanem w centrum będzie zaraz gabinet Hanny Gronkiewicz-Waltz to znowu na własne życzenie władz miasta.

Rozmowa ukazała się "Polska The Times" z 14 czerwca 2013.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego